piątek, 30 września 2016

Krzysztof Łoziński - Ojciec Chrzestny Założyciel.

Gutenberg wynalazł druk, Edison - żarówkę, Fleming - penicylinę, a Łoziński wymyślił KOD.
"Komitetem Obrony Dotychczasowości", nazwał go min. Błaszczak - zrobił to z nieukrywaną ironią, żeby nie powiedzieć, z obrzydzeniem.
"Dotychczasowość", której broni KOD, to między innymi, wolność, równość, demokracja, osiągnięte przez 27 lat ciężką pracą i poświęceniami 40-tu milionów obywateli Rzeczypospolitej pod wieloma rządami różnych opcji i kolorów politycznych, także PiS-u w latach 2005-2007. Dotychczasowość ta, panie min. Błaszczak, to przede wszystkim trójpodział władzy i nadrzędność polskiej "Konstytucji", na której zmianę "Naród" nie dał mandatu, więc PiS bezprawnie ją obezwładnia.
"Dotychczasowość" ta, to nie PO, nie SLD, PSL, PiS... "Dotychczasowość" ta to wolny kraj, gdzie min. spraw wewn. nie decyduje któremu obywatelowi, które święto wolno, lub nie wolno świętować, w jakiej manifestacji może brać udział, w którym pogrzebie uczestniczyć.
Polska "Dotychczasowość" to przez 27 lat wciąż rosnąca polityczna, gospodarcza, kulturalna, naukowa, wojskowa ranga Polski w Europie i w Świecie. To świeckie otwarte Państwo Polskie, przyjazne wszystkim religiom, kulturom, narodom i rasom.
Takiej "Dotychczasowości" broni, o taką walczy Komitet Obrony Demokracji.
I za taki KOD i taką obronę serdeczne Panu Panie Krzysztofie dzięki i nieśmiała prośba o jeszcze.
Adam Czejgis.

czwartek, 29 września 2016

Cuchnąca Perła Mazowsza - Płock 2016.

Płock, moje miasto - 40 lat dorosłego bytu. Płock, moja miłość, moje złości, i duma, i zatroskanie. I "Orlen": Błogosławieństwo i dramat, wielkość materialna i bezduszna małość dla miast i wiosek z sąsiedztwa. Kasa ponad zdrowiem, polityka zamiast gospodarki, a potem zatrute srebrniki dla "uzależnionych" pracowników i okolicznych mieszkańców. I jest mi smutno i źle, bo doskonale pamiętam podobny stan rzeczy z lat 70-ych i 80-ych i opłakane tego skutki.
Adam. Czejgis.

Koncentracja Władzy.

Gazeta Bezdurna donosi:  W ramach działań rekultywacji rozrządu, Minister Obrony Narodowej pan Anto Nima wkrótce obejmie nadzór nad Ministerstwem Kultury i Propagandy, oraz Ministerstwem Edukacji i Hodowli. Jak nam przekazał dorzecznik nowo powstającego ministerstwa: Od 1 stycznia w każdej szkole, w każdym teatrze, wydawnictwie, redakcji..., stacjonować będzie: - minimum - dwóch komandosów, jeden czołg i pluton latawców bojowych.
W następnym kroku rekultywacji powstanie Ministerstwo Sprawiedliwości Ludowej i Opieki Narodowo Zdrowotnej pod światłym dowództwem min. Pa Nazbyszka. "Zdrowa opieka nad każdym Sądem." " Narodowy Sąd nad każdą Opieką niezdrową" To przewodnie hasła ministra.
W efekcie końcowym "Dobrej Zmiany", super min. Anto Nima i super min. Pa Nazbyszek  zostaną bezpośrednio podporządkowani super- nadmin. panu Mar Juszkami i vice nadmin, panu Mar Juszbłaszczy,  a wszyscy ci "super" i "nad" będą bezpośrednio podlegać Umiłowanemu Prezesowi Narodu panu Jar Osławkaczowi.
Jak chrząknął przy kolacji pan Prezes Narodu, pani premier Bea Taszyd, w sprawach będących w gestiach super-ministerstw będzie zobowiązana do kontrasygnaty niektórych szczególnie niepopularnych  decyzji. Po głębokim namyśle Umiłowany Prezes do chrząkał, że zdecydował, iż pani premier zachowa bezpośredni wgląd w działania pozostałych ministrów.
Nowa rola pełniącego obowiązki Prezydenta Narodu And Rze Ja Dud- według źródeł - zostanie mu przyznana, kiedy wróci z wyprawy na narty na Biegun Północny, gdzie mieszkańcy z  utęsknieniem go oczekują.
Zpisiał, Ad Amcze.




wtorek, 27 września 2016

I szli - i nie maszerowali... KOD Płock na marszu " Jedna Polska - Dość podziałów".





Kaczyński - tak. Wypaczenia - nie.

Wstęp, z posta Wiktora Zborowskiego:
"Grabarz to już ma do siebie
Czego dotknie, wszystko grzebie
I choć czasem chciałby dobrze
Każdej sprawie sprawi pogrzeb."

"Dobra zmiana" - zimna wojna domowa ma się dobrze. Grzeje się równo. I tylko patrzeć jak buchnie gorącą krwistą masą. Coraz trudniej uwierzyć, że ogień pod garem z śmiertelną zarazą kołtuństwa i nienawiści kiedyś zagaśnie. Prezes-piroman dokłada do kotła coraz to wyszukańsze obelgi. Usłużne ministry leją podpałkę na polskie i tak już gorące łby. Służby plotą nad krajem sieć pajęczą - co się nie spali, to się zaplącze.
Moim nieskromnym zdaniem: Wszyscy ci , którzy udają, że nie widzą tych poczynań PIS-u, będą winni na równi z oprawcami. Grzech zaniechania, to najłatwiejszy do usprawiedliwienia i samo-rozgrzeszenia występek nie tylko w polskim społeczeństwie. Dziś, to grzech główny, a już jutro może stać się grzechem ostatecznym.

Kiedy lud boży
Wpatrzony w siebie
Złudzenia mnoży
W kieszeniach grzebie
Toczy go rak
On wierzy, że
Kaczyński - tak
Wypaczenia - nie.

Z ofiarnych figurek
Stawiają drabinkę
I zaciskają wisielczy sznurek
Kopiąc go w szynkę
Pęka mu kark
On wierzy, że
Kaczyński - tak
Wypaczenia - nie.

Adam Czejgis.



piątek, 23 września 2016

Czy słyszycie pękające mury?

Prof. Karol Modzelewski na zorganizowanym przez płocki KOD spotkaniu z cyklu Kochajmy Demokrację powiedział, między innymi, że Komitet Obrony Demokracji jest ruchem w pewnym sensie podobnym do zrywu "Solidarności", choć w skali o wiele mniejszej i o innej strukturze społecznej - ze znaczną przewagą inteligencji.
Według prof. Modzelewskiego: Polska podzielona jest swoistym "Murem Chińskim", informacjo-chłonną ścianą uniemożliwiającą jakikolwiek intelektualny kontakt między dwoma przeciwstawnymi obozami. Z jednej strony szeroko pojęty " mainstream" i inteligencki w gruncie rzeczy KOD, a także opozycja... Po drugiej stronie Polska plebejska z udającą plebejskość niewielką częścią inteligencji i "piso-prawicą".

Ze smutkiem muszę przyznać, że w pełni zgadzam się z ocenami profesora. Jestem robotnikiem i plebejuszem - malutkim niestety procencikiem w wielkim Komitecie Obrony Demokracji i do czasu , kiedy wreszcie poczułem się w KOD-zie jak swój wśród swoich upłynęło wiele wody, wybrzmiały burze słów - by odmrozić gesty nieufności i pobłażliwego lekceważenia. Wszystko to (ufam) mam już za sobą, dzięki mądrym i dobrym ludziom z płockiego KOD-u. Bo podstawą dla "Wolności, Równości i Demokracji" jest również  "DOBROĆ" rozumiana jako otwartość, tolerancja i prawdziwa pokora. 

KOD to zbiorowe poczucie odpowiedzialności - Karol Modzelewski w Płocku.


Ciekawe, pełne osobistych dygresji i barwnych anegdot spotkanie przerodziło w rozmowę ze słuchaczami.














Posługując się obrazami z niedawnej historii Polski gość - jak przystało na historyka - definiował  społeczne mechanizmy. Podatność naszego społeczeństwa na uleganie teoriom spiskowym zilustrował pogrzebem Bolesława Bieruta – trzeba sprawdzić czy nie ma oznak otrucia! Powstanie KOR we wrześniu 1976 r. określone zostało jako  moralny odruch młodych inteligentów na odrażające poczynania władzy - zohydzania protestujących robotników i ich upokarzania. Poprzez wydarzenia czerwca 1956, października 1956, marca 1968 aż do powstania „Solidarności”  w 1980 r. i stan wojenny śledziliśmy genezę i charakter wydarzeń. W niektórych są akcenty  indywidualnych praw jednostki. W innych ważniejszy jest element wspólnotowy.

Zawiązanie się Komitetu Obrony Demokracji jako oddolny, spontaniczny odzew społeczny na poczynania ekipy rządzącej od października 2015 r. nazwane zostało zbiorowym poczuciem odpowiedzialności.

Zagrożeniem, przed którym szeroki ruch społeczny chce się obronić jest budowanie państwa policyjnego. Narracja, dzięki której PiS zdobyło poparcie to:
- potrzebna jest rewolucja moralna, ponieważ wszędzie dookoła jest korupcja i demoralizacja;
- PiS i jego zwolennicy są jedynym zdrowym elementem, czyli ozdrowieńczym szeryfem;
- w tym celu musimy opanować media, obsadzić wszystkie urzędy państwowe, zwasalizować samorządność wszelkich korporacji zawodowych (sądownictwo, nauka, kultura), zdobyć silne umocowanie policji.
Tak zmontowany aparat władzy da nam – PiS-owi - długi czas dla ukształtowania świadomości społecznej poprzez nowe, wykreowane przez nas mity.

Główne grupy społeczne, których postawa w wyborach 2015 r. dała PiS-owi władzę to poszkodowani przez transformację lat 90-tych, rozczarowani demokracją pracownicy likwidowanego przemysłu państwowego PRL, oraz kontestująca, podatna na manipulację młodzież.

W  trudnym krajobrazie politycznym jedyną nadzieją na uniknięcie ponurej prognozy jest silny opór społeczny. A instrumentem jego skutecznego działania powinno być nawiązywanie dialogu ze zwolennikami PiS. Nie politycy PiS, a zwykli ludzie, którzy z dobrą wiarą ulegli propagandzie powinni być rozmówcami dla KOD-u. Trudne to przedsięwzięcie, bo języki zupełnie inne. Ogromny chiński mur rozdziela Polskę na dwa światy. KOD ma w tym murze robić prześwity, potem przejścia. Demaskować kłamstwa, skłaniać do samodzielnego myślenia. Szkoła straciła tę zdolność, bo zeszła w zaułek testów formujących odgadywaczy oczekiwań instancji egzaminującej, a nie ludzi samodzielnie myślących pod okiem szanujących uczniów nauczycieli.

W nowej cywilizacyjnej epoce, w epoce łatwej wymiany informacji, nowych technologii zanika odwieczna rola „przekazicieli tradycji i mitów”. Ani rodziny, ani szkoły nie są już strażnikami ciągłości dziejów. Stąd skuteczność manipulacji.

Mimo powagi sytuacji politycznej wychodzimy ze spotkania pełni nadziei. Rozumiemy lepiej co się stało, zdajemy sobie sprawę, co przed nami i mamy świadomość konieczności podjęcia wielkiego trudu.

Bardzo dziękujemy, panie Profesorze!



niedziela, 18 września 2016

I ty możesz zostać Misiewiczem - czyli - żyć to trzeba umić - cz. 1.

Warszawa wiosna 1937r, Antek kilkunastoletni chłopak, sierota, półanalfabeta z pod lubelskiej wsi, szedł z dworca Głównego na Koszykową do ciotki, kucharki u znanego warszawskiego adwokata. Młodzian zgubił kartkę z planem drogi i zabłądził. Traf i ciekawość chciały, że zaplątał się w niewielką komunistyczną pikietę, gdzie został najpierw pobity, następnie aresztowany. Spędził kilkanaście tygodni pod celą z "prawdziwymi komunistami". Tuż przed sprawą jakimś cudem wyciągnął go na wolność adwokat pracodawca ciotki.

Warszawa, Praga, 1947r. Dwudziestokilkuletni już Antoś w knajpie przy barze przypadkiem spotyka starego towarzysza "Krótkiego", kolegę z przedwojennego więziennego epizodu. Piją przez tydzień, libacja kończy się mianowaniem Antoniego na wójta jednej z podwarszawskich gmin.
Jeden z licznych wujów mych, dobry znajomy Antosia, z którym dziesiątki niemieckich wagonów "wyczyścił" zapytał go kiedyś:
- Antek, ty czytać za bardzo nie umiesz, nie boisz się, że kiedyś podsuną ci do podpisania  jakiś grubszy szwindel.
- Pewnie, że się boję, znasz mnie nie jestem idiotą, Cały czas główkuję, jakby się z tego wójtowania sprytnie ku... i bez strat wykręcić.
Antoni wójtem był rok bez mała, potem znacznie awansował. Został "kierownikiem" szatni w Komitecie Centralnym - o to dopiero była fucha.

Adam Czejgis.



sobota, 17 września 2016

Ja, Kasa, Partia - Bóg, Honor, Ojczyzna.

Dla Boga, dla Honoru, Ojczyźnie wszystko, prócz Miłości Własnej, Kasy i "Prawa i Sprawiedliwości.

Kto kogo w PIS-ie, w Rządzie, w Pałacu tarmosi za uszy, kogo kto pod sztorc głaszcze, kto komu z dzióbka spija? Po prawdzie to gu... by mnie to obłaziło, gdyby ta tragikomiczna pisowska władza nie popychała nas Polaków po pochyłej obślimaczonej drodze wprost pod gilotynę politycznego, ekonomicznego, kulturowego wykluczenia z demokratycznych europejskich struktur, a w następstwie z euroatlantyckich sojuszy. Ewentualna pomoc nadejdzie - najpewniej z Moskwy, z Pekinu. Za jaką cenę Panie Kaczyński, Panie Prezydencie Dudo?

Min. Jackiewicz zmielony w podpałkę pod stos ofiarny, na którym dla każdego coś miłego się spiecze. Jacy Wy prawi, jacy czujni - komu rózgę, komu medal, komu, komu....

"Antek Policmajster" z przedwojennego filmu to przy min. Macierewiczu wzór intelektu, mistrz strategi, taktyki i taktu. Wiedzieliście to przed wyborami, i wiecie to dziś. Kto kogo Panie Pośle, Panie Prezydencie?

Nikodem Dyzma, ten to chociaż u płci przeciwnej miał powodzenie, a i spryt, i instynkt samozachowawczy ze zdrowym chłopskim rozumem posiadał. Co takiego ma (za przeproszeniem) pani premier Szydło, oprócz "melduję posłusznie" i "już się robi", ażeby móc wiarygodnie udawać, że to ona rządzi 40-to milionową Polską. Kto kogo, kto komu...?

Panie Kaczyński, Panie Prezydencie Dudo jakie to wizje pozwoliły Wam postawić na czele polskiej dyplomacji min, Waszczykowskiego, żywą ilustrację słów prof. Bartoszewskiego o "dyplomatołkach", o Makuszyńskim i o koziołku z litości dla ... nie wspomnę.

Pan min. "Gwóźdź" Ziobro zawsze gra tylko we własnej orkiestrze. Z konieczności, zbiera kwity i cierpliwie czeka na pierwsze fałszywe akordy i większe, coraz to większe pomyłki pryncypała. I vice versa, pryncypał mocno pilnuje ministra i wspólnie z min. Kamińskim, nowe gwoździe na "Gwoździa" szykują.

Pani min. Kempa - oj, oj przepraszam - to dopiero intelekt, elokwencja, szyk, takt i czar prawdziwego męża i żony stanu.

Pan "Kulturalny" min. Gliński.
 Jam tylko prosty robotnik, cham z chamów, więc wstrzymam się skromnie z oceną "Sztuki" tak wyrafinowanej. "Jaki jest koń, każdy widzi."

A propos koni, min. Jurgiel w parze z min. Szyszko jak dwa czarne rumaki zaprzęgnięte w bryczkę "Kornik Specjal" właśnie zaparkowali przed pałacem w stodole na księżowskich polach.

Pani "Zadowolona" min, Zalewska, Docelowo: historia "nowa", wychowanie "nowe" - od podstawówki do magistra  w jednej szkole "nowej".

I inni: lepsi, gorsi - równie uzależnieni.

Jak mógłbym zapomnieć, jak przeoczyć...? Wielki "Jojo", marszałek Brudziński, jak najbardziej na miejscu, posturą, donośnością głosu i wyrafinowanym poczuciem humoru na pierwszego tłuczka i krzykaczo- wyzywacza wprost stworzony. Podobno namaszczenie przyjął od szefa szefów - może złagodnieje.

Tu muszę zaznaczyć, że ocena powyższych ocen , że są niemerytoryczne, subiektywne i zbyt emocjonalne jest w pewnym stopniu uprawniona, ale też w pewnym sensie niesprawiedliwa. Otóż: oceniam tu i opisuje (przyznaje, że dość złośliwie) tylko osoby publiczne i ich publiczne działania.
Działania,  których skutki bezpośrednio mnie dotykają, które moim zdaniem, powodują nieobliczalne szkody dla Polski dla mnie osobiście i dla mojej rodziny. Mimo to staram się przynajmiej nie wyzywać, nie obrażać nie nazywać złodziejami , zdrajcami, gestapowcami, nie odmawiać nikomu praw do polskości, do patriotyzmu i nikogo nie przyszywam, ani nie odrywam od koryta.

A Wy, jakież to mieliście dowody i powody, Panie Kaczyński, Panie Prezydencie Dudo, ażeby obrażać, oskarżać o najcięższe zbrodnie, mnie i tysiące spokojnych Polaków, nie mieszających się wcześniej do polityki, nigdy nie korzystających z żadnych przywilejów, całe życie ciężko pracujących dla dobra rodziny i kraju. Bywa też, że w swojej łaskawości, traktujecie nas "tylko" jak  bezmózgich podludzi sterowanych przez ziemskie i nieziemskie złe moce, wrogie Amerykańsko- Niemiecko- Rosyjsko- Żydo- Arabsko- Kosmiczne siły.
Jakim prawem, Wy mieniący się prawdziwymi Polakami, synami, córkami Kościoła, patriotami, odżegnujecie od czci i wiary, plujecie jadem na ludzi tylko dlatego, że nie podzielają Waszych poglądów, że nie chcą, lub nie potrafią Was polubić, że nie podobają się im Wasze decyzję i działania - jakże często bezprawne, bez potwierdzonego w wyborach wystarczającego mandatu. Jakim prawem...?

Nie nadstawię drugiego policzka, nie pozwolę na bezpodstawne  oskarżenia, poniżanie, wykluczenie. Sam nie wiele znaczę, jeszcze mniej mogę, ale ufam Bogu i mądrości Polaków, że jest i będzie nas więcej, dużo więcej,
Jedno mogę Wam obiecać, Panie Kaczyński, Panie Prezydencie Dudo, prędzej sczeznę niż się Was przestraszę - właśnie dochodzę do ściany ludzkiej cierpliwości, wkrótce się obiję, silniejszy powrócę.
Adam Czejgis.

czwartek, 15 września 2016

Krótka historia narodzin "zdrajcy".

Rząd PIS kwestionuje naszą "kodowską" Polskość, naszą uczciwość, nasz patriotyzm - tak jak odmawiał nam ich Gomułka, Jaruzelski, a naszym dziadom i ojcom, car, Hitler, Stalin, Bierut.
Tamte dyktatury i ich zbrodnie odeszły w mroki piekła historii - dzisiejsze właśnie odchodzą... Jeszcze całkiem nie przyszli, jeszcze nie rozsiedli się wygodnie, a już zasypuje ich popiół z ich własnej pychy, pazerności, nieudolności, niewiedzy.

Lato 1946 roku w Reszlu, małym urokliwym miasteczku na pograniczu Warmii i Mazur.
"Prusy" - dla Natalki dziewczyny z bólu i gruzu "Powstańczej Warszawy.
Polska, po prostu - dla Geńka, akowca z Wilna, a po przejściu frontu, z Suwalszczyzny.
Są dwa tygodnie po ślubie. Natalka zajmuje się domem, jej mąż pomaga w organizacji cyrkowych występów kolegi Jaksztasa, atlety z przedwojennego cyrku Staniewskich.

Była ciepła wygwieżdżona noc: "cyrkowcy" wrócili z pracy nie w pełni na siłach ( spirytus był wtenczas najtwardszą walutą) rozstali się pod domem Jaksztasa i Geniek ruszył z kopyta do żony na drugi koniec miasta. W centrum, przez otwarte drzwi sowieckiego posterunku zauważył dwóch "Ruskich" leżących na podłodze, potem jeszcze trzech chrapiących na ławkach. Nie myśląc o konsekwencjach  zdjął wiszące na wieszakach karabiny, zarzucił na plecy i pomaszerował dalej. Broń była ciężka, ruchy Genia niepewne, gubił więc ciężkie pepesze, podnosił, ciągnął po bruku budząc pół miasta.

 Łatwo sobie wyobrazić przerażenie Natalii, kiedy jej całkiem świeży małżonek, zadowolony z życia stanął w progu z ruskim arsenałem na plecach. Z alarmowo zbudzonym bratem i bratową, nie bez trudu rozbroili "bohaterskiego" partyzanta, a jego wojenne zdobycze wynieśli i porzucili nad rzeką.
Jeszcze tej samej nocy, z protestującym mocno z żalu za karierą cyrkowca Geniusiem, ruszyli w drogę do Warszawy.

Zamieszkali na Brudnie. Genek pracował przy odbudowie stolicy. Natalia, na warsztacie zrobionym przez męża, tkała szaliki i chusty, które jej mama sprzedawała na bazarze i targach.
W ciągu siedmiu lat urodziło się im czworo dzieci.
W ciągu siedmiu lat umarło im czworo dzieci.
W 1953 roku, w szpitalu Przemienienia Pańskiego przyszło na świat kolejne ich dziecko: zdrowy pięciokilogramowy chłopak - przeżył.

Ani Natalia, ani Genek nie mogli wówczas w swoim szczęściu przewidzieć, ze ich syn, to przyszły "złodziej, komunista, nie mający prawa do Polskości zdrajca Ojczyzny". Wiem, że gdyby jednak jakimś cudem przewidzieć to mogli - nie mieliby mu tego za złe i byliby z niego dumni . Tak jak dumni z nich byli ich rodzice, a z rodziców dziadkowie...

Adam Czejgis.



poniedziałek, 12 września 2016

Kaczyński, tą burdę - już przerżnąłeś.

Zapasy chleba na wyczerpaniu, trochę spleśniało, igrzyska w części kulturalnej dołują, rozbijają się o brzozy - czas na wojnę.

Spodziewana pomoc w koniach miała nadejść - nie przybędzie: Czesi i Słowacy odmówili kradzieży koni z własnych stajni. Orban z Kaczyńskim nadal zardzewiałe wytrychy czyszczą, Waszczykowski wąsem je doszlifowuje - nie zauważyli, że zamki już dawno wymienione.

Na Glińskim, Morawieckim, Jackiewiczu i ich resortach, super-prezes laskę z wolna kładzie. Z Błaszczakiem, Macierewiczem, Kamińskim, Brudzyńskim w roli Głownaja Sztaba, z koleżką Lipińskim i  sekretarką Szydło na dokładkę i z Ziobro pod  pachą z ostrożności - w bój się zabiera. O Teoretycznym nie wspomnę - nieistotny w praktyce.

Pierwsza bitwa - dopieprzyć Sądom.
Nie ma bata, żeby na miliony wyroków rocznie wydawanych przez polskie Sądy, nie znaleźć parę setek problematycznych, parędziesiąt mocno niejasnych i kilka ewidentnych pomyłek. Tym bardziej, że przegrany w Sądzie prawie zawsze czuje się poszkodowanym. W Sądach karnych 99% przegranych to po prostu przestępcy i to chyba o ich poparcie idzie walka.
Bij sędziego - zapewnimy ci bezkarność.

 Komisja Wenecka zwiedza Warszawę.
Pokażemy im Polskę, bo niektóre ciemniaki nie wiedzą do jakiego raju przyjechali, Popaczą, posuchają i nich jadą w pinechy - głoszą koniuszy i stajenni szykując miejsca na te kradzione...


...A Ty, że tak powiem bez nienależnego szacunku, dyktatorku od niedzieli, aż do wtorku - pomyśl choćby o środzie, jak na czwartek, piątek... brak Ci wyobraźni.

Adam Czejgis.

poniedziałek, 5 września 2016

Dramat rodaków, PR-owa podróż, nadmiarowy pan Zbyszek i Pakistan.

W cieniu dramatu naszych rodaków na Wyspach, trzech muszkieterów w randze ministrów, pani premier do Londynu wysłała. Okazało się, że jeden z nich, konkretnie sam pan Zbyszek, nie poleci, bo nie ma tam swojego odpowiednika. To wszystko wyłowiłem uchem w ciągu dnia z rządowych komunikatów. Zastanawiam się, jeśli pan Zbyszek nie ma tam odpowiednika, to może i u nas piastuje nikomu niepotrzebny zbędny urząd. Anglia to kraj o dłuższej tradycji demokracji, należy zatem rzetelnie zbadać sprawę. 


Cała akcja niby PR-owa, a wyszło jak zawsze. Teraz, jeśli tylko nasze znacjonalizowane nacjonalistyczne dzielne chłopaki z bliskich prezydentowi środowisk poturbują dajmy na to Pakistańczyka, to trzech ministrów z Pakistanu przyleci nadzorować nasz rząd. Oj, będzie się działo

Do pewnego działacza płockiej "Solidarności".

Z obawy przed chorobą nie dosłyszał, nie doczytał nie dooglądał  - po co  badać, lepiej nie wiedzieć - spokojniej się żyje - tyle że krócej.


Po wyssanych z brudngo "prezesowego" palca rewelacjach min. Błaszczaka, jakoby Komitet Obrony Demokracji, to w prostej linii spadkobiercy i wierni naśladowcy Bieruta i Jaruzelskiego:

- "Panie, ten Kijowski to stary komuch jest, Bierut to jego dziadek był, a Jaruzelski do chrztu go, podobnież, podawał."

Jak w zleżałym, niestety wciąż aktualnym, dowcipie o starej Kozłowskiej - co to:
- Wiesz pani, futro z norek ukradła.
- Eee, co też opowiadacie, to przecież Kozłowskiej futro ukradli.
- Jedna cholera, pani kochana, wredna baba ona jest i w złodziejstwo mocno zamieszana.

Fakty, jako odzwierciedlenie rzeczywistości, tracą znaczenie. Liczą się tylko co tłuściejsze kęsy wyrwane z całości, potwierdzające słuszność własnych " jedynie słusznych poglądów".
Wystarczy jedno słówko z wielu tomów akt z tysięcy książek, jeden obrazek z setek galerii, by móc autorytatywnie stwierdzić:

- To musi być cała prawda, przecież pisali, mówili, pokazywali...

Dwudziestolatkowie, krzyczący precz z komuną, której nijak w dzisiejszej Polsce nie uświadczy, grożący pobiciem i śmiercią "czerwonej hołocie", która już dawno wymarła. Indoktrynowani, podjudzani przez starych pierdołów, niespełnionych "bohaterów", którym zabrakło determinacji i odwagi w czasach, kiedy walka o wolność groziła więzieniem, lub śmiercią, nie tylko walczących, ale także ich bliskich.

Bóg, Honor, Ojczyzna!
Jak niewiele trzeba mieć Boga, jak mało Honoru, by w czas Wolności i Demokracji, z parasolem ochronnym PIS w jednej ręce i z tarczą "zbawienną" kościoła w drugiej,  znieważać, bić, grozić śmiercią wymyślonemu, bezbronnemu " wrogowi Ojczyzny. Wymyślonemu wrogowi, ale realnemu człowiekowi: babci, ojcu, synowi, wnuczce... Wrogowi wymyślonemu z mroków historii, poprzez kłamstwa i manipulację, jak najbardziej interesownych i bezideowych szefów, i mocodawców z pod znaku polskiej radykalnej prawicy, także PIS-u.


Dosłyszał, doczytał, dooglądał - zrozumiał.

Ma nadzieję, że może go jeszcze dziś z pracy nie wyrzucą.

- " Tak, tak rozumiem, popieram, ale i ty mnie zrozum, mam dwoje dzieci, pracuję, w państwowej firmie. Nawet z matką o polityce boję się rozmawiać, zakochana w Rydzyku i Kaczyńskim wszystko zanosi do kościoła: ostatnie pieniądze, informacje. Oni to wiedzą, biorą jak leci i wciąż wyciągają ręce i uszy - o więcej."

W państwowych instytucjach, w zakładach pracy - tak jak przed laty PZPR - dziś PIS we wszystkich kluczowych jednostkach organizacyjnych umieścił "swoich". Podstawowym, a często jedynym, ich obowiązkiem służbowym jest pilnowanie "pisowskiej praworządności" dla pisowskiego dobra.

Co na to związki zawodowe, co na to "Solidarność"?

Działacze związkowi "Solidarności"w Spółkach Skarbu Państwa są obecnie, w większości, tak bardzo uzależnieni ideowo, politycznie i materialnie od pracodawcy - czyt. PIS-u - że ich realny wpływ na politykę firmy jest praktycznie żaden. Ręka w rękę z Zarządem, łapka w łapkę z PIS-em, bez zbędnego oglądania się na prawa pracownicze - oby z kościołem, oby z partią.
"Solidarność" dziś postępuje dokładnie tak jak ci, z którymi walczyła w latach 80 - 90 - tyle, że ówczesny PZPR teraz zastąpił PIS, a Marksa - ojciec Rydzyk.

Szeregowi członkowie Związku Zawodowego "Solidarność" jeszcze nie wszystko dosłyszeli, doczytali, dooglądali , ale już wiele odczuwają i rozumieją i zrozumieją jeszcze więcej - TO NIE SĄ GŁUPI CIEMNI LUDZIE!

Adam Czejgis.


 


niedziela, 4 września 2016

Demokracja to nie dyktatura większości (opowieści część trzecia i ostatnia)


To będzie ostatni wpis z cyklu zapoczątkowanego zainspirowanego niezbyt mądrym eksperymentem edukacyjnym przeprowadzonym na 16-latkach. Dwie poprzednie notki można znaleźć pod tymi adresami: pierwsza oraz druga. Tym razem jednak inspiracja będzie podwójna, a będą nią dodatkowo poglądy na temat demokracji przedstawiane przez mojego znajomego, człowieka prawie dwa razy starszego od wspomnianego nastolatka, męża żonie i ojca dzieciom. O ile bowiem można pewną niedojrzałość intelektualną czy uproszczony światopogląd usprawiedliwić w przypadku nastolatka, o tyle człowiek dorosły mający nastoletni światopogląd to już przypadek niebezpieczny.

Zacznę od naświetlenia, na czym opiera się argumentacja wspomnianego wyżej znajomego dowodząca, że demokracja to jest zły ustrój. Otóż człowiek ten uważa, że ustrój w którym 50% + 1 głosem można ustanowić wszystko, nie może być dobry, bo taka większość może na przykład uchwalić, że wolno kraść. Argument jest chwytliwy. Ale tylko dla osób, do których trafiają proste i błyskotliwie sformułowane przekazy, nad którymi się nie zastanawiają. Ja zaś widzę w tym argumencie przynajmniej trzy błędne założenia.

Pierwsze (choć nie najważniejsze, bo kolejność jest przypadkowa) jest takie, że ludzie kierują się w życiu tylko literą prawa i jak im coś wolno, to na pewno to zrobią niezależnie od własnego sumienia. Gdyby tak było, trzeba by unieważnić pojęcie moralności. Jednak to założenie jest dość rozpowszechnione m.in. wśród hierarchii Kościoła Katolickiego w Polsce, która, nie wierząc w swoje zdolności do kształtowania sumień, chce sumienia zastąpić kodeksem karnym (np. w przypadku aborcji).

Drugie błędne założenie jest takie, że większość może uchwalić wszystko. Na pewno nie w prawidłowo funkcjonującej demokracji. W takim systemie, w którym skutecznie chronione są prawa człowieka (w tym przypadku prawo własności), jeśli jakiejś większości przyszłoby do głowy uchwalić tak absurdalne prawo, to zostałoby one unieważnione przez Trybunał Konstytucyjny. Hipotetyczne prawo do kradzieży narusza przecież gwarantowane w Polsce konstytucyjnie prawo własności.

Trzecie błędne założenie opiera się na przeciwstawieniu demokracji rządów jednowładczych, jako lepszych. Otóż zastanawiające jest naiwne założenie, że łatwiej zebrać 50% + 1 głos za uchwaleniem jakiegoś prawa niż wprowadzenie go arbitralną decyzją osoby skupiające w swoich rękach pełnie władzy. Prawdopodobieństwo, że większość okaże się być złożona wyłącznie z paranoików i głupców jest o rząd wielkości mniejsze niż to, że paranoikiem, głupcem, (a także nieudacznikiem czy zbrodniarzem vide: Stalin czy Hitler) okaże się człowiek jednoosobowo dzierżący władzę. Zresztą wystarczy spojrzeć na nasze podwórko, gdzie nieformalnie, ale faktycznie, z różnym skutkiem próbuje się doprowadzić do skupienia wszelkiej władzy w rękach jednego człowieka.

Na koniec tej długawej notki przytoczę kilka cytatów ludzi mądrzejszych ode mnie. Pierwsze dwa odnoszą się bezpośrednio do powyższych przemyśleń, a pierwszy z nich powinien być powtarzany jak mantra i nawiązuje wprost do tytułu wpisu:

Demokracja to nie jest po prostu prawo większości, lecz prawo większości szanujące jak należy prawo mniejszości.” Clement Attlee.

„Demokracji trzeba się uczyć – ciągle na nowo, dzień w dzień i przez całe życie. Ludzie nie rodzą się istotami politycznymi. Człowiek jako >>zwierzę polityczne<< w rozumieniu Arystotelesa, jako istota myśląca kategoriami politycznymi, jest wynikiem ustawicznego procesu wychowania i edukacji, a nie antropologicznym niezmiennikiem.” Oskar Negt

Trzy zaś kolejne wskazują zaś na odpowiedzialność wszystkich obywateli za jakość demokracji:

„Demokracja jest przedsięwzięciem, które gwarantuje, że otrzymujemy nie lepsze rządy niż te, na które zasługujemy” George Bernard Shaw.

„Demokracja znaczy: przestrzegać reguł gry, nawet jeżeli nie patrzy sędzia.” Manfred Hausmann.

„Demokracji trzeba uczyć. Nie wchodzi w skład naszego DNA. Jest przekazywana z pokolenia na pokolenie.” Anthony Kennedy.

I a koniec słowa, które powinny być mottem KOD-u: „Demokratyczna polityka nie przetrwa zbyt długo w obliczu bierności obywateli wynikającej z ich politycznej ignorancji i obojętności.” Zygmunt Bauman

czwartek, 1 września 2016

Nie wpuścimy terrorystów - wyhodujemy swoich.

Pan Mariusz Błaszczak znowu potwierdził, jakim jest znakomitym Ministrem Spraw Wewnętrznych PIS-u. ONR-u i Episkopatu w Rzeczypospolitej Polskiej.

Nie wpuścimy Czeczenów do Polski, bo u nich nie ma wojny. Nie wpuścimy Syryjczyków, bo tam jest wojna. Nie wpuścimy Afgańczyków, bo roznoszą choroby, Libijczyków, bo nie ten klimat. Apaczów też nie wpuścimy, bo nie mamy bizonów.
Zamkniemy drzwi, uszczelnimy i zaciemnimy okna, zakratujemy kominy.
Nie wpuścimy muzułmańskich terrorystów - wyhodujemy swoich.

"Polska Solidarność - 2016.
Zbrodnie islamskiego terroryzmu w Europie to zaledwie promile ich wojny. Muzułmanie zabijają głównie muzułmanów i to przeważnie w ich domach, u siebie. Dzieje się tak z różnych powodów: religijnych, etnicznych, społecznych, ekonomicznych. Za mało o tym w Europie i jeszcze mniej w Polsce się mówi, choć to właśnie Unia Europejska, USA, NATO, Rosja, są także w dużej mierze za taki stan rzeczy odpowiedzialne.
Rząd Polski Niezłomnej i Solidarnej, nie pomoże ofiarom, bo boi się ich katów - i tyle.
Tylko po co przedstawia  nam ofiary prześladowań, gwałtów, mordów, jako winowajców, na równi z oprawcami.