środa, 30 listopada 2016

Sąsiedzie nic nie musisz, nic Ci nie potrzeba?

Sąsiedzie, który uważasz mnie za "oszołoma". 
Sąsiadko, którą mierzi polityka, której świat to dzieci, dom, praca i ...kłopot. Dziś płaczę nad Wami, nad sobą, bo widzę, to czego Wy zobaczyć nie chcecie. Nadchodzi bieda, nastaje niewola. I ta bieda, ta niewola, zauważone czy nie, będą z nami, będą w nas.

Już wkrótce Jarosław Kaczyński osiągnie swój główny cel, niczym nieograniczone i niekontrolowane rządy. Nikt już nie zabroni prezesowi Kaczyńskiemu, w nagrodę za zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego, mianować komunistycznego prokuratora Piotrowicza czwartym filarem "nowej, wolnej" Polski. Pierwszym filarem będzie brat Lech, drugim on sam naczelnik, trzecim brat Antoni, czwartym komunistyczny prokurator. I ci trzej królowie we czterech - mój drogi Sąsiedzie - na swój obraz i podobieństwo ojczyznę nam urządzą.


Zabraknie im pieniędzy - nie problem - upaństwowią kilka fabryk, ze trzy banki. A jak będzie mało, to opodatkują nam dostęp do powietrza, do wody, do internetu, do wiedzy. I kto im zabroni?

Ty? Ty nie masz czasu, nie masz potrzeby, nie masz do tego głowy. Będzie dobrze myślisz sobie - Ty im nie zabronisz.

Nie zabronisz im, w zaściankowej szkole, uczyć Twoich dzieci nienawiści i zakłamania.  W Szkole Lecha i Jarosława Kaczyńskich nie będziesz miał wpływu na ich naukę i wychowanie. Będziesz spokojnie patrzył? Jak "produkują" z Twoich dzieci dzielnych, głupich, wiernych żołnierzy, lub grzeczne, ułożone matki Polki, siostry w kuchni i w różańcu. To nie Ty wychowasz własne potomstwo. Ty nie masz czasu, Ty nie masz głowy... Bądź pewny, "partia" o nich nie zapomni.


I już nie będziesz musiał się męczyć, wybierać z pośród różnych opcji jakiś "durnych" polityków. Wybory "większością głosów" okażą się niepotrzebne. A jeśli nawet jakieś głosowanie się odbędzie, to takie z jedynie słusznymi kandydatami i z jedynie słusznie już wybranymi.


Masz co pić, masz co jeść - możesz robić, to co chcesz....

To się ciesz tym co lubisz, tym co masz - i trzymaj to mocno - na jakiś czas Ci wystarczy. Już wkrótce cena Twojej normalności niewyobrażalnie wzrośnie. Wtedy się zbuntujesz, niestety prawdopodobnie jak zwykle się spóźnisz.

Adam Czejgis.



poniedziałek, 28 listopada 2016

"Obudził się Malinowski, jak mu pół d..y wygniło."



"Obudził się..." Takie to ludowe powiedzenie o mądrym po szkodzie przyszło mi na myśl w czasie anty-pis-telewizyjnego wystąpienia ministra Glińskiego.
 Ilu takich "Malinowskich" jeszcze się ujawni i z jak zaawansowanym wygniciem?

Leje taki, jeden z drugim, kwasy, smrody, nieczystości na Boga ducha winnych ludzi. I tak się śpieszy, tak mu pilno pohańbić wrogów, że sam utytła się i porani, często o wiele bardziej od "ofiar".


I jakoś mi go nie szkoda, nie żal. Tak jak nie żałuję pękającego z przejedzenia kleszcza, czy uwięzionego we własnych sidłach kłusownika. Tak jak nie szkoda mi okradzionego złodzieja i zdradzonego zdrajcy.


Dziś wystąpienie ministra kultury traktowane jest jako sensacja. Wkrótce podobne kroki podobnych prominentów mocno spowszednieją


To najcwańsze szczury, zawsze pierwsze opuszczają tonący okręt - póki szalup starcza. A cała reszta, albo się ratuje wpław, jeden po drugim, jeden na drugim, albo tonie z honorem, lub  bez, ku chwale partii, ku chwale prezesa. 


Adam Czejgis.



sobota, 26 listopada 2016

Doda Szacun!


    W minionym tygodniu przez media przelał się potok nie do końca sensownych komentarzy. Dla mnie najistotniejsze jest, że znowu kobieta, że bez skrupułów, że z artystycznym polotem, że w szalenie inteligentny sposób, że z poczuciem humoru, okazała konkretną część ciała, konkretnej osobie.    


piątek, 25 listopada 2016

Koder z powiatu robi swoje.


  1. Koder nigdy nie zajmował się polityką. To ‘dobra zmiana’ zmusiła go do podniesienia dupy z fotela.
    # Koder robi swoje.
  2. Koder jest mocno osadzony w sobie i ma głęboko gdzieś wojny na górze, na dole i obok. Kiedy Koder widzi czterdziestą ósmą deklarację za lub przeciw Mateuszowi Kijowskiemu, to spływa to po nim jak po kaczce, bo nigdy go nie rajcowały żadne wojenki i polityka.
    # Koder robi swoje.
  3. Koder nie urodził się, by być Koderem. To tymczasowa rola i nie ma co jej przeżywać i egzaltować się nią, takoż jak samą Koderską organizacją.
    # Koder robi swoje.
  4. Koder nie bierze na poważnie wszystkich gamoni, którzy w czarnych barwach widzą przyszłość i przepowiadają panowanie smoleńskiej sekty. Ona zawali się pod własnym ciężarem, nie można jej tylko przeszkadzać w rozwijaniu skrzydeł, bo im wyżej wzleci, tym większa będzie energia kinetyczna w momencie zderzenia z ziemią.
    # Koder robi swoje.
  5. Koder szanuje innych ludzi. Ma świadomość, że ludzie to największy skarb.
    # Koder robi swoje.
  6. Koder nie opieprzy innego Kodera, gdy ten spartaczy robotę lub jej nie zrobi. Koder wie, że pracujemy społecznie, z własnej nieprzymuszonej woli i nie jesteśmy korporacją.
    # Koder robi swoje.
  7. Odrobina chaosu i nieporządku w działaniach Kodera jest jego największym osiągnięciem ewolucyjnym. Czyni go otwartym na nowe wyzwania i wyzwala twórczy potencjał.
    # Koder robi swoje. 
  8. Koder ze stoickim spokojem znosi zebrania i nie zwraca co chwilę uwagi kolegom . I tak jak zawsze, każde zebranie przyniesie nadspodziewanie rozwiązanie wszystkich problemów. Jesteśmy skazani na sukces. Całą negatywną karmę odkupuje ‘dobra zmiana’ i czego się nie dotknie, to spieprzy.
    # Koder robi swoje.
  9. Koder nie opuszcza kultowych marszy i manifestacji. Ponieważ samo maszerowanie jest nudne, to bierze się za jakąś robotę: kwestuje, zachęca, strażnikuje, coś tam zawsze znajdzie dla siebie, aby miło i pożytecznie spędzić czas.
    # Koder robi swoje.
  10. Koder kompletnie nie przejmuje się brakami kadrowymi. I tak przyjdą nowi zapaleni do roboty i kompetentni ludzie. Trzeba tylko umieć poczekać.
    # Koder robi swoje.
  11. Koder jest w czepku urodzony. Zbierają się wokół niego inni Koderzy, tak samo lub bardziej od niego oryginalni.
    # Koder robi swoje.
  12. Koder ma w dupie karierę  i ordery. Od tych gadżetów są partie polityczne.
    # Koder robi swoje.
  13. Koder ciągle zdobywa nowe umiejętności, bo musi założyć stronę internetową, zespawać podest, nagłośnić salę, zrobić i zawiesić baner na wiadukcie lub kominie itd.
    # Koder robi swoje.
  14. Koder może z Koderami konie kraść. Koder nigdy wcześniej nie miał tak mądrych, doświadczonych przyjaciół, profesorów, robotników, kierowców, poetów, wirtuozów skrzypiec, bezrobotnych, emerytów, pneumologów i ornitologów. Z tymi zasobami Koder już nie zginie do końca świata.
    # Koder robi swoje.
  15. Wcześniejsze koderowe koleżeństwo zaczęło go omijać i nie zauważać na facebooku. Pomimo tego faktu, w przeciągu ostatniego roku koderowi przybyło minimum 100 znajomych najgorszego sortu, o których wcześniej nawet nie śnił.
    # Koder robi swoje.
  16. Kodera wkurzają narzekający i niebiorący spraw w swoje ręce. Ci ludzie to relikt minionych epok.
    # Koder robi swoje.
  17. Koder to stan ducha, a nie legitymacja. Nie ma rozróżnienia między członkiem, nieczłonkiem i sympatykiem KOD-u.
    # Koder robi swoje.
  18. Każdy koder z godnością przeżywa łapankę do władz lokalnego oddziału KOD. Jak już się nie da uchylić od stanowiska, to trudno, trzeba je przyjąć z pokorą i godnością na klatę.
    # Koder robi swoje.
  19. Koder zachowuje niezachwiany spokój umysłu, podobny bezruchowi  wód oceanu na dnie Rowu Mariańskiego, gdy dowiaduje się, że: nad programem KOD-u pracuje kilkudziesięciu profesorów, gdy od dwóch ludzi w centrali dostaje dwie różne odpowiedzi, gdy mu naobiecują i wycofają się rakiem, gdy ze zbiórki publicznej centrala zabierze mu 80% kasy, gdy człowiek z centrali zapomni nagle w tramwaju, że jedzie uzupełnić wpis w KRS, itd.
    # Koder Robi swoje. 
  20. Odpukać w niemalowane drewno, nawet jeśli Centrala upadnie, to Koder pozostanie Koderem i założy lokalne stowarzyszenie nieobarczone Centralą.
    # Koder robi swoje. 
  21. Koder mimo wszystkich zmiennych okoliczności przyrody jest szczęśliwym człowiekiem. Czasem szczęśliwym bardzo.
    # Koder robi swoje.         




To Ty jesteś Polska.

Siedzisz sobie wygodnie przed monitorem i nie czujesz jak Ci ktoś w kieszeniach grzebie. Jak powoli, systematycznie odbiera Ci w dwójnasób to co kiedyś (nie ze swoich) dał. Naprawdę nie czujesz? Jak wpychają Ci brudne łapy w majtki, jak Ci meblują i łóżko i głowę.

Słyszysz śmiech w drugim pokoju?
To dzieci. Dziś jeszcze Twoje. A jutro?
Szkoła "Janczarów" Macierewicza, kursy "Matek Polek" ojca dyrektora, zimny chów "Pawlików Morozowów" dla Ziobro, Błaszczaka, Kamińskiego, a może tylko (dla łatwości kontroli) zawodówka "Prawdziwych Polaków"? A wszystko to w zamkniętym grajdole, bez szans na wypłynięcie, bez szans na światowość, bez szans na dobrobyt.

Powiesz - przecież nie jest jeszcze, aż tak źle.
 Jeszcze nie jest, ale spójrz, posłuchaj, to już się dzieje i nabiera pędu. "Zło" nadciąga jak noc czarna i zimna - i jak noc nieuchronnie.
A Ty nie ruszysz, ni zgrabnego tyłka, ani tłustej dupy - sięgasz po kolejną kawę, po herbatę, albo piwko, może winko. Mówisz - to mnie nie dotyczy, to nie moja broszka, co ja tam mogę...
Nie szykujesz latarki, ani grubych koców. Czerń Cię nie przeraża, niestraszne Ci mrozy.

Poniekąd rozumiem zwolenników "Dobrej Zmiany", nie pochwalam ich, większość potępiam, ale w jakimś stopniu mogę ich zrozumieć. Oni idą, bo wierzą, że idą po swoje.
 Każdy ma prawo wybrać drogę dobrą, lub złą, ale jakąś wybrać musi. Musi pomyśleć i wybrać i ponieść konsekwencje swojego wyboru.
 A jeśli nie wybierze, jeśli życie swoje i swoich bliskich powierzy Losowi, Bogu, Opatrzności, to stanie się ludzkim odpadem płynącym bystrym nurtem rzeki życia. Płynącym z nadzieją, że kiedyś ktoś, czy coś go wyłowi - ozłoci - uskrzydli. Niestety, nic go nie ozłoci, nic go nie uskrzydli, a nawet gdyby (raz na tysiące) się zdarzyło - to złoto go utopi, a skrzydła przerosną.

Nie każdy rodzi się z odwagą, nie każdy może być herosem, ale nawet najsłabszemu myśleć nikt nie broni. Jeszcze ma on wybór, jeszcze dziś mu wolno wybrać i myśl i drogę.
Pogłówkuj i wybierz teraz, już. Bo jutro może pozostać Ci wybór między kawą, a herbatą, bo na piwo, czy wino nie będziesz już mógł sobie pozwolić.

To Ty jesteś Polska. Twoje dzieci, rodzice, przyjaciele, sąsiedzi; Twoja praca, nauka, rozrywka; Twoja ziemia, dom; Twoja historia i Twoje to co jest i Twoje to co będzie - to jest Polska. A władza, to tylko wynajęci przez Ciebie Twoi reprezentanci, pracownicy. I to oni - zgodnie z prawem, z Konstytucją, którą to Ty zatwierdziłeś - mają Ci służyć i dbać o Twoją pomyślną teraźniejszość i o lepszą przyszłość. To Ty jesteś pracodawcą posła Kaczyńskiego. To Ty jesteś Polska.

Adam Czejgis.





czwartek, 24 listopada 2016

Politycy tył na przód.



Łby w piasek. Kupry w górę - trzepocą piórami. Husaria "Dobrej Zmiany" na odsiecz zgniłej Europie, Ameryce, Światu. Męże stanu powstali z kolan tyłkami do światła. Pokonają Araba i Żyda i Ruska. A i Niemca nauczą moresu, Francuza - kultury, Jankesa - demokracji, Polaka - religii polskiej, narodowej.
Prawo będzie prawo polskie i ludowe. Sądy - narodowe. Więzienia - pełne, ale dochodowe. Będzie...., będzie ..... Będzie?
NIE! NIE! NIE BĘDZIE!
Przyjdzie szary człowiek, potem drugi trzeci... Rozkopią dupne pióropusze, posypią się pierza. Co wiatr nie rozgoni, spokojnie uprzątną. Puste łby z piasku otrzepią, odeślą do szkoły, do słońca, jasnego powietrza i do świeżej wody.

Adam Czejgis.






środa, 23 listopada 2016

Handel pyzą i ułudą.



Patrząc na obrazek powyżej widzę jak żywą, słynną onegdaj w kręgach warszawskich Babkę Gienie. Jak naznaczona ciekawym życiem, nieduża , tęga z czarno-białym błyskiem w czerwonej buziuli, siedzi dostojnie na tekturowej walizce przy ścianie pawilonu na Bazarze Różyckiego. Przed Gienią siedzą poowijane w szmaty aluminiowe gary.
- Flaki! Pyzy goronce! Flaki! Pyzy goronce!
Garów jest kilka, a każdy z niby takim samym, a jednak całkiem innym wkładem: Wkład czysty, świeży pachnący dla ludzi swoich - handlarzy, cwaniaczków. I dużo gorszy, drugiego sortu dla klientów bazaru. I sort najgorszy, nieświeży, kombinowany dla łajzów i pijaczków.
Co czas jakiś Babka Gienia unosi ciężko swoje nadwymiarowe siedzenie i z fotelo-walizki wyciąga zawiniętą w Expresiak  flaszkę z czerwoną kartką.
Wódka bulgocze do musztardówki. Klient pije, zagryza.
Wszyscy zadowoleni. Genia zyski liczy, ludzie swoi też. Całą resztę cieszy co jest - nic lepszego nie ma.
Adam Czejgis.





wtorek, 22 listopada 2016

Rok Świra.



Trzeźwy z pijanym się nie dogada. Musi czekać z nadzieją, że rozmówca otrzeźwieje, albo samemu się napić. Każde z takich rozwiązać ma wiele wad, a zalet malutko.

PiS pijany władzą, trzeźwych nie posłucha. Nogi mu się plączą, język kołowacieje, rozum zanika. Tylko "godność": Bóg-Honor-Ojczyzna, bić lewaka, zgnoić Pe-Owca - jako tako w pionie go utrzymuje. Nawet kiedy co czas jakiś na pysk w błoto upada - wciąż dumny, ciągle honorowy na Polskę z góry spogląda. Swojej śmieszności i upodlenia nijak nie pojmując.

Pis "władzę" wciąż dolewa. Coraz więcej pije i nigdy mu dość, zawsze mu za mało. Już przepił przyjaciół, pomylił ich z wrogiem. Rachunki gdzieś pogubił, zamieszał w portfelach.

... i klina klinem, okład na wątrobę... " a kto z nami nie wypije tego we dwa kije"
... nie wpuścić kaca i ręcznik na głowę...

Już jutro mu podziękują górnicy i dzieci, żołnierze i kobiety, sędziowie i drzewa...

Jarosław! Jarosław! Ja-ro-sław! Polskę zbaw, zbaw, zbaw - jeszcze gdzieś przebrzmiewa.

Adam Czejgis.





poniedziałek, 21 listopada 2016

Przekonać - Oszukać - Przekupić - Zastraszyć - Wygonić - Aresztować - Ubić



Siedem przykazań każdej niekontrolowanej władzy, każdego dyktatora. Kolejne i nieuchronne stadia państwowego autokratyzmu - tak było zawsze i wszędzie. Dlaczego w Polsce miałoby stać się inaczej?
Kiedy zabraknie przekonanych i kłamstwa już nie karmią, a przekupstwa za drogie się stają - reżimy straszą.
Strach nie poparty przemocą staje się bardziej śmieszny, niż straszny - kolej na represje.
Na początku, wygonią, lub aresztują nieprzekonanych, odpornych na kłamstwa, nieprzekupnych. Później, różnice "kto wróg, kto przyjaciel" zatrą się mocno - terror oślepnie. Zaczną zabijać - z Bogiem i mimo Boga.

Stawiam suwereny przeciwko pietruszce, że wielu z moich braci opozycjonistów- kontestatorów "kładąc swoje super mądre łby pod topór" nadal będą krzyczeć, że to i tak tylko oni mieli i mają rację.

Adam Czejgis 





piątek, 18 listopada 2016

KOD. nie znaczy Kijowski, Chabora, Filiks...



KOD,  nie znaczy - zarząd, KOD, nie znaczy - "aspirujący", "kontestujący", którzy przebierając nóżkami i zgrabnym słówkiem nie mogą doczekać się swojej ważności, natychmiastowej aprobaty dla własnych racji.

KOD, to przede wszystkim: matka zatroskana o przyszłość dla swoich dzieci; to pani profesor zawsze pomocna mimo wieku i choroby; to student przerażony bezprawiem i falangą; to były policjant, co stracił funkcję, później pracę tylko za to, że miał nieszczęście służyć tydzień w PRL-u; to urzędniczka, która, mimo obawy o utratę stanowiska, jeździ na wszystkie marsze i uczestniczy w "pikodach"; to emerytowany nauczyciel, który trzy dni po chemioterapi przejechał 300 km. i stał godzinami na kilkunastostopniowym mrozie w obronie Trybunału Konstytucyjnego. KOD, to: inżynier, robotnik, księgowa, sprzątaczka, naukowiec, lekarz, salowa, muzyk, kierowca... Wszyscy oni, nawet będąc sąsiadami,  w większości nie znali się dotąd i nie spotkaliby się nigdy, gdyby nie ich patriotyzm. Połączyła ich miłość do ludzi i przywiązanie do wolności - nie walka, nie wojna, ale troska o Polskę, o Polaków.
Przeważają wśród nich koderki i koderzy starsi wiekiem i mądrzy doświadczeniem dobrego i złego z ich małych lokalnych społeczności we wciąż jeszcze wielkiej i pięknej ojczyźnie. Oni pamiętają, oni wiedzą, jak szkodliwa jest każda władza, która bez wystarczającego mandatu, własnym interesem, wolą partii, wolą prezesa zastępuje Konstytucję - zatwierdzone w referendum najwyższe prawo Rzeczypospolitej. Każda taka władza chcąc nie chcąc staje się dyktatorską, a w następstwie zbrodniczą.

Młodzi, jeszcze tego nie widzą, jeszcze nie czują batów i kagańców, nie ogarniają  nadciągającej biedy. Już wkrótce to się zmieni. bo zmienić się musi - lawina "Zła" ruszyła, na razie powoli  i systematycznie, ale skutecznie zabiera młodzieży powietrze, odgradza od świata, truje mózgi, zasłania ekrany i słońca - bunt jest nieunikniony.

I to właśnie taki KOD: młody i starszy, inteligencki i robotniczy, uczelniany i podwórkowy, kiedy stanie na drodze tej przerażającej lawiny z kłamstw i prymitywnej siły - zatrzyma ją i zwycięży.
Zwyciężymy "Zło" - Piotrze, Magdaleno, Mateuszu, Krzysztofie, Jarosławie, Radomirze i wszyscy "aspirujący"- z Wami na czele , ale jak będzie trzeba, to i mimo Was.

Władza PiS-u w swojej pysze i niekompetencji nie raz nie dwa doprowadzi do sytuacji , w której, aby ją pokonać wystarczy " by stanęło razem "dziesięciu sprawiedliwych" i po wyborze "najsprawiedliwszego" jednocześnie pstryknęło palcami.
 Obawiam się, że przy tak podzielonej opozycji i skłóconym KOD-zie, to PiS jeszcze długo, długo porządzi, jeszcze nam dużo, dużo porujnuje.

Adam Czejgis.





środa, 16 listopada 2016

Zapis wykładu profesor Magdaleny Środy wygłoszonego dnia 15 listopada 2016 w Płocku



15 listopada 2016 roku na zaproszenie płockiej lokalnej organizacji KOD przyjechała do naszego prastarego grodu pani profesor Magdalena Środa. Wygłosiła fenomenalny wykład na temat obecnej sytuacji politycznej w naszym kraju. Poniżej podajemy linki do nagrań audio z wykładu.
Pani profesor jeszcze raz serdecznie dziękujemy za miłe i owocne spotkanie. 









poniedziałek, 14 listopada 2016

Kwiaty dla Marszałka.



W czwartek 10 listopada złożyliśmy wiązankę kwiatów pod pomnikiem Marszałka Józefa Piłsudskiego w Płocku. 11 listopada płocka lokalna organizacja KOD w komplecie wyjechała do Warszawy na marsz KOD Niepodległości. Wyjazd był bardzo udany, przełamaliśmy monopol skrajnych ugrupowań i środowisk kibicowskich na obchody Święta Niepodległości w Warszawie. Tego dnia nie było to jedyne wydarzenie KOD-u, liczne imprezy odbyły się w całej Polsce.






niedziela, 13 listopada 2016

My płocka brygada, czyli nasz udział w marszu KOD Niepodległości.

Wszystko zaczęło się kilka tygodni wcześniej, gdy Tomasz Lis rzucił hasło, aby odbić Święto 11 listopada narodowcom, grupom kibicowskim hołubionym przez prezydenta Dudę i podobnym mniej lub bardziej formalnym organizacjom. Nie da się ukryć, że powstało nieogłoszone współzawodnictwo na liczebność marszów KOD i ONR. Zatem z obu stron była pełna mobilizacja.


Nasz nowy baner przeszedł chrzest marszowy
Nie do końca podzielam tę rywalizację na cyferki i liczenie ludzi, jakby to był redyk owiec, a media były bacą liczącym stado. Owszem, liczby są ważne, ale to nie wszystko. Prawie po roku KOD wyrósł na organizację, którą można mierzyć i oceniać nie tylko według liczby manifestantów. KOD stworzył struktury organizacyjne, media, przyciągnął oddanych sprawie ludzi, jest platformą do komunikowania się i odnajdywania zasobów ludzkich. Posiada struktury w terenie od Suwałk po Wałbrzych i od Przemyśla po Świnoujście. Ludzie KOD-u stworzyli grupy, zespoły tematyczne i merytoryczne, od KOD-Kapeli po dziennikarzy, prawników, specjalistów od zarządzania i... długo by tu jeszcze wymieniać.
             To cieszy najbardziej! 

Sam zarząd pewnie tego nie ogarnia, co wcale nie jest wadą, a wręcz jest zaletą. Jak zauważył Krzysztof Łoziński, opozycja w otoczeniu państwa totalitarnego na całym świecie ma dużo większą szansę na przetrwanie w strukturach ciut rozmytych, nie do końca uporządkowanych z dopuszczalną dozą chaosu w zarządzaniu i działaniu. Po prostu trudniej strukturalnie i metodycznie walczyć z taką organizacją. Sprawdziło się to od KOR i Solidarności podziemnej w Polsce, po ruch Falun Gong w Chinach. Zatem trzeba znać swoją wartość i nie dać się wciągać w gierki i wojenki na warunkach dziwnych adwersarzy, bo jak mówi przysłowie: z głupim się nie spieraj, bo najpierw sprowadzi ciebie do swojego poziomu, potem pokona doświadczeniem.

Wybaczcie przydługi wstęp. Mobilizacja przed wyjazdem była pełna w myśl hasła: „Hej, kto Polak, na bagnety”. Po raz pierwszy zamówiliśmy nie bus, ale autobus. Piątek, 9.00 rano, ruszamy spod Teatru. Ostatni przystanek dla wsiadających na Podolszycach i możemy się przeliczyć. Jest nas 30 zaKODowanych, kilka osób dojdzie na miejscu w Warszawie. Całkiem przyzwoita liczba, zważywszy na licznych chorych i pogodę mocno niesprzyjającą tym zdrowym. To mocny progres; na pierwszy marsz w styczniu wyjechało nas z Płocka czterech KOD-erów, wróciło ośmiu, ponieważ płocczanie poznajdywali siebie nawzajem na trasie pochodu. Jeszcze jedno da się zauważyć w autobusie. W ostatnim czasie nasze szeregi zasiliło kilkoro młodych ludzi, jak na płocki KOD, dosyć energicznych, poukładanych i już doświadczonych w działaniu społecznym. To cieszy najbardziej!


Można przegadać ze znajomymi sprawy organizacyjne.
Jedziemy w komfortowych warunkach. Świetna okazja, aby przeprowadzić mobilne zebranie grupy, przekazać najnowsze informacje. Potem można przegadać ze znajomymi sprawy organizacyjne i dowolne. Robi się sielska, przyjacielska, wręcz rodzinna atmosfera, jak to u nas. Zgodnie z rytuałem zatrzymujemy się przed Warszawą na stacji benzynowej. Standardowo kawa & papierosy, kanapki i toaleta. Na stacji spotkamy ludzi ubranych na czarno, mniej od nas uśmiechniętych. Kupują piwo i mocniejsze alkohole. Oczywiście wymieniamy spojrzenia. Pełna kurtuazja, żadnych uwag wzajemnych. Może ten spokój to kwestia proporcji, my jedziemy autobusem, oni busem. No i wiadomo - monitoring na stacji.


Kto rano wstaje ten zajmuje eksponowanie miejsce ...
Kierujemy się ku placowi Narutowicza, miejsce nieprzypadkowo wybrane przez organizatorów ze względu na patrona. Warszawa jeszcze nie jest sparaliżowana, udaje nam się podjechać dosyć blisko celu. Wysiadamy na przystanku kilkaset metrów od Placu. Po drugiej stronie Kopińskiej stoi ciągiem kilkadziesiąt radiowozów policyjnych. Panowie policjanci tym razem z kaskami i długimi pałami. No, ale to ich Szef podkręcał atmosferę, to niech nas teraz osłaniają przed ekstremistami. Na miejscu zbiórki jesteśmy w komplecie ze trzy kwadranse przed 12.30, czyli godziną rozpoczęcia manifestacji. Kto rano wstaje, ten zajmuje eksponowane miejsce przy barierkach przed sceną; będzie nas widać. Scena stoi po południowej stronie akademika, na który w moich czasach mówiło się Alcatraz, z racji surowego zewnętrznego wyglądu; w środku było jeszcze gorzej.


Andrzej z ekipą dziennikarską ...
I tu nie będę ukrywał, że podobnie jak Andrzej z ekipą dziennikarską, odłączyliśmy się od płockiej grupy. Zatem nie będę konfabulował. Opiszę dalej własne spostrzeżenia. Może ktoś z grupy dopisze suplement opisujący marsz okiem uczestnika? Wokół placu jest kilka kafejek, zatem będzie i toaleta, uff! Nawet w tych dużych sieciowych kawiarniach tłok niemiłosierny; chyba trzeba by z pół godziny stać za kawą. Jakbym był szefem w takiej kafejce, ściągnąłbym kilka dodatkowych expresów i zatrudnił dodatkowy personel na takie wydarzenie; w godzinę tu można tygodniowy utarg zrobić.

Wracam na Plac. Góra z górą się nie zejdzie, a ja od razu spotykam Katarzynę i jej siostrę. Spotkaliśmy się wirtualnie, gdy robiłem mapkę drugiego „Czarnego Protestu”. Namierzałem wydarzenia w sieci i znalazłem Suwałki. Kaśka z kilkoma osobami są tam sterem, żeglarzem i okrętem wszystkich działań. Teraz przygotowuje miasto na pierwszy proces polityczny KODerów, który zaplanowany jest na piątek 18 listopada. To ona zmobilizowała mnie na wyjazd, gdy już zracjonalizowałem sobie, że lepiej będzie zaleczyć rwę niż jechać na tę pogodę. Poza tym wiecie, dla pięknej kobiety facet nawet na pielgrzymkę jest w stanie iść, a co dopiero na manifestację.

KOD to doskonała platforma do poznania zacnych, ciekawych, inspirujących ludzi w swojej okolicy i całej Polsce. To jedna z największych wartości dodanych KOD-u. Potrzebujesz prawnika, dentysty, krawca, pneumologa, akuszerki, itd., znajomi ze stowarzyszenia zorganizują każde wsparcie. Lubię poznawać ludzi z innych regionów i wymieniać doświadczenia. Zawsze poznam coś nowego i przywożę wizytownik pełen nowych, ciekawych kontaktów. Nigdy nie wiadomo, jaka pomoc się przyda za tydzień, miesiąc, rok.


Kaśka odziana w firmową koderską kamizelkę ...
Kaśka odziana w firmową koderską kamizelkę ma zawieszoną puszkę na pieniądze i kwestuje. Do tego trzyma worek ze okrągłymi przypinkami. Szybko spostrzegam, że dwie ręce potrzebne są jej do upychania pieniędzy w otwór, a tu jeszcze łapki grabieją, bo ciepło nie jest. To dzielimy się: ona rządzi kasą, ja rozdaję przypinki, taka kwestorska manufaktura. Pierwsza puszka uzbierana, idziemy po następną pustą i foliowy worek znaczków. Jeszcze z pół godziny do rozpoczęcia. Nabywamy nowe doświadczenie, uczymy się szybko. Idę przodem z workiem znaczków, z tyłu skarbonka. Śmiejemy się, że marchewka przodem, ale rzeczywiście to działa. Oczywiście, jak to na imprezach KOD-u, datki są dobrowolne, a znaczki i wszelkie gadżety muszą być darmowe. Ludzie pytają, po ile znaczki. Żartuję, że „co łaska”. Różnie ludzie reagują, więc potem cierpliwie każdemu tłumaczę, że to całkowicie rozdzielne sprawy -  kwesta i darmowe znaczki.
Każdy, kto chce, dostaje znaczek, niezależnie od tego, czy wrzuca pieniążek do puszki, czy nie.

Spotykamy Kaśki kolegów z Białegostoku. Omawiają razem służbowe sprawy. Pytam: ilu was jest? Trzech nas przyjechało, a po chwili kolega dodaje, że chcieli wynająć autobus, ale nikt nie chciał z nimi rozmawiać, jak dowiadywał się, że to KOD ma jechać. Takie miasto. Jestem świeżo po lekturze książki „Białystok. Biała siła, czarna pamięć” Marcina Kąckiego, zatem nie dziwi nic. W tym momencie całe zgromadzenie zaczyna śpiewać hymn, zdejmujemy czapki, stajemy wyprostowani. Śpiewamy wszystkie zwrotki i refren. Potem mówimy „pa” kolegom i idziemy za kwestą.


Słychać głosy Kijowskiego, Komorowskiego, Stalińskiej ...
Słychać głosy Kijowskiego, Komorowskiego, Stalińskiej, ale jakoś trudno się wsłuchać. Skupieni jesteśmy na ludziach, którzy wrzucają do puszki i biorą znaczki. Dają z serca, często widać, że odłożyli specjalnie pieniądze, by mieć pod ręką, gdy napotkają kwestę. Wrzucają od 10 groszy do 100 złotych. Jeden pan ponad dwumetrowego wzrostu, przypominający Sherlocka Holmesa, wrzucił 20 euro. Jedni biorą znaczki, drudzy nie, niektórzy biorą tylko znaczki. Dalej się uczymy kwestowania. Wypracowaliśmy metodę „na kwiatka”. Z grubsza polega na tym, że nie można bez przerwy się przemieszczać. Trzeba stanąć godnie i spokojnie z uśmiechem na twarzy w jednym miejscu, a darczyńcy zlecą się szybko jak pszczółki do kwiatka. Rewelacyjna metoda; trzymaliśmy się jej do końca marszu.

Zapełniła się znowu puszka, kończą się znaczki. Trzeba zdać puszkę i iść po nowe znaczki. Tłok straszny, tracimy kontakt wzrokowy, ale jakoś brniemy do celu. Pakuję dodatkowy worek znaczków do plecaka, bo ruszymy i może już nie być okazji do doładowania. Pytam, gdzie następny punkt zdawczo - odbiorczy? Kolega odpowiada: na Rostafińskich, ale spojrzał na nasze znaczki: Suwałki, Płock – wy nietutejsi, pewnie nie wiecie, gdzie to jest? Zapachniało prowincją /żart/. Szybko dodaję, że Rostafińskich to mój ulubiony skrót między Boboli i Banacha, a w budynku Zieleni dają świetne naleśniki i nie wiem czemu, wymieniam nazwy kilku firm, które tam się mieszczą, i że to nowe osiedle po drugiej strony ulicy projektował mój znajomy. To ostatnie to już był blef. Kolega spojrzał z szacunkiem.


Ale spokojnie, Warszawa dobija zawsze pięć po dwunastej.  
Ostatni rzut oka na Plac, kurczę, coś mało nas. Ale spokojnie, Warszawa dobija zawsze pięć po dwunastej z ulicy, tak jak ja w Płocku na zebrania. Potem Ratusz ogłosił, że na Placu Narutowicza było nas około 60 tysięcy. I rzeczywiście, nie pomyliłem się. Chodniki wzdłuż Grójeckiej były zapełnione ludźmi, którzy byli prawie tak liczni, jak idący w pochodzie i dołączali do marszu. Kasia mówi, że mamy iść gdzieś na trzecią wieżę. Oniemiałem, pytam o co chodzi, ale jest głośno, ludzie wrzucają pieniądze, biorą znaczki, nie dowiedziałem się, co to ta wieża.

A my standardzik: puszeczka, znaczki, stajemy przy krawędzi ulicy i po kilku chwilkach pierwsza pszczółka, a za nią kolejne. Potem na drugą stronę, z dwieście metrów do przodu i tak do Pola Mokotowskiego. Teraz obejrzałem nas na filmie. Staliśmy w jednym miejscu przy Banacha, tak trochę ponad dwie minuty, i podeszło do nas kilkanaście, może 20 osób. Koleżanka, która kręciła się z puszką ze 100 metrów obok, nie stojąc chwili w jednym miejscu, miała dużo mniejsze obłożenie. Zatem dajemy za darmo patent.

Po drodze spotykamy podwyższenie, na którym stoją dziewczyny i motywują przechodzący marsz różnymi hasłami. Już wiem, co to jest wieża, nie z opowieści; zobaczyłem na własne oczy.

Mimo, że temperatura bliska zeru, w ludzkich sercach żar. Muszę wam powiedzieć, że kwestowanie jest jak szamańska praktyka uzdrawiająca. Spotkałem się z wieloma, zatem wiem, co mówię. Spotykasz się twarzą w twarz z ludzką szczodrością, ciepłem. Przy odrobienie empatii odbierasz te energie; wręcz przechodzą na ciebie. Odwdzięczasz się uśmiechem i podziękowaniem. Obojętnie, czy ktoś wrzuca 20 groszy, czy 100 złotych. Nominał nie ma znaczenia. Zatem dzielę się teraz z wami wszystkimi tą pozytywną, ciepłą energią szczodrości serc, którą spotkałem.


Można było sobie zrobić „sweet focię”
Na końcu Banacha defiladzie przygrywa KOD-Kapela. Są świetni i do tego mój ulubiony repertuar - pieśni z okresu odzyskania niepodległości. Stajemy obok niej i mamy cały przegląd. Pochód otwierają wozy policyjne, potem MotoKOD, KOD VIP-y, partie polityczne, w tym SLD, Nowoczesna, Platforma Obywatelska, organizacje pozarządowe. Wyłowiłem flagi z logo Zielonych. Nie pamiętam już, czy był OPZZ. Potem cały pochód z wyróżniającymi się wielkimi transparentami poszczególnych regionów. Można było sobie zrobić „sweet focię” z wieloma znamienitymi osobistościami kultury, biznesu, sportu itd.


Nasza płocka ekipa szybko zebrała się do powrotu ...
Na Polu Mokotowskim powitało nas przysłowiowe poleskie błoto i gorąca scena. Żegnam się z siostrami z Suwałk „do zobaczenia”. Nasza płocka ekipa szybko zebrała się do powrotu. Pogoda nietęga, nikt nie chciał narażać zdrowia w niesprzyjającą mu pogodę. Zdrowie ważne, bo nikt nie wie, jak długa czeka nas droga.

W drodze powrotnej dowiadujemy się, że według Ratusza byliśmy liczniejsi od ONR, zatem dodatkowa salwa entuzjazmu, bo i tak wszyscy w wyśmienitych nastrojach. Andrzej wprowadził nowy zwyczaj postoju na kebab i specjalność zakładu - turecką rozgrzewającą herbatkę z przyprawami. Kontenci powróciliśmy cali i zdrowi do domów. Późnym wieczorkiem ogłoszono, że kwesta zebrała ponad 100 000 złotych.

Dzięki płockiej brygadzie za miło spędzony dzień !

Link do albumu ze zdjęciami z marszu

Z szacunkiem do Urzędu - ze zgrozą do Urzędującego.

Do Pana Prezydenta Andrzeja Dudy.
Panie Prezydencie. Zapowiedział Pan wniesienie do Sejmu RP ustawy, która wymusi, spowoduje wspólne obchody Święta Niepodległości przez wszystkie opcje polityczne, przez wszystkich Polaków.
Panie Prezydencie, czy owa ustawa będzie nakazywała wspólne świętowanie?  Czy też będzie zabraniać obchodów innych niż oficjalne? Czy egzekwowanie ewentualnych nakazów i zakazów będzie opisane w ustawie?
 Komuniści też nakazywali ustawami obowiązek wspólnych obchodów ówczesnych świąt państwowych i zakazywali świętowania inaczej niż oficjalnie. Zakazali też innych nieakceptowanych przez władzę świąt.
 Jak Pan Panie Prezydencie chce bez przymusu  zjednoczyć Polaków po tym, jak wspólnie z prezesem Kaczyńskim olbrzymią ich część, obraził Pan, odsądził od czci i wiary, odmówił polskości? I to Pan zarzucił im pośrednio, nie reagując na oskarżenia prezesa Kaczyńskiego, najcięższą zbrodnię, zbrodnię zdrady ojczyzny. Czy teraz mocą ustawy, "wolą suwerena" wprowadzi Pan nakaz uznania Szanownego Pana prezydentem wszystkich Polaków?
Panie Prezydencie, firmuje Pan swoim Urzędem nieuprawniony, samowolny, nieistniejący mandat rządu  do zmiany ustroju Rzeczypospolitej, do wyeliminowania, lub równie bezprawnej zmiany Konstytucji, najwyższego prawa w RP.
 Czy przykładając pieczęć Urzędu Prezydenta na ustawach podporządkujących władzę sądową władzy wykonawczej jest Pan strażnikiem Konstytucji, czy jej gwałcicielem?
Czy to naprawdę Pan jest głównodowodzącym Wojska Polskiego, czy minister Macierewicz?
Jak duży wpływ na politykę zagraniczną jeszcze Panu zostawiono?
W świecie ogarniętym kryzysem wartości, coraz bardziej nieprzewidywalnym, coraz bardziej niebezpiecznym pomógł Pan wydatnie Panie Prezydencie, prezesowi Kaczyńskiemu  w izolacji i drastycznym spadku znaczenia Polski w Europie i w Świecie. Pan i pańska partia przypisaliście sobie monopol na rację, monopol na niczym nieograniczoną władzę. Nie słuchacie nikogo, ni w kraju, ni w świecie, a jedynym miernikiem wartości są dla was słowa i idee jednego super-mózgu, jedynej słusznej linii prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Traktujecie Polaków jak stado baranów bezwolnych i żarłocznych. Kij i marchewka, bat i kiełbasa, i rogi do nieba - po kolana w błocie i własnych odchodach.
I Pan Panie Prezydencie, jak wasal, jak sługa pana Kaczyńskiego, pomaga mu mieszać w owym stadzie i karmić pokornych, wywyższać  usłużnych i strzyc cała resztę.
Panie Prezydencie my są ludzie i każdy z nas ma swój rozum i swoją wolę, Może Pan nie wie, ale my czytamy, słuchamy, oglądamy - korzystamy z dorobku naukowców, myślicieli, artystów, polityków z całej Polski, z całego Świata. I z przeproszeniem i całym szacunkiem, nic nie ujmując "Pańskiemu szefowi" jest on tylko jednym z tysięcy takich, których "mądrości" możemy wziąć pod uwagę, ale na pewno nie musimy.
Panie Prezydencie, żadną ustawą nam tego nie nakażecie.

Adam Czejgis.


czwartek, 10 listopada 2016

J. Kaczyński, kieszonkowy dyktator pośród Barbarzyńców.


Jarosław Kaczyński, aby zdobyć nie ograniczoną władzę tworzy chaos prawny i zamęt społeczny, by następnie sprokurować nam rewolucję, a z nią terror, i nędzę. Jednocześnie przedstawia swoje działania jako wybawienie, ratunek, naprawę Polski, dla Polski, dla Polaków. Historia uczy nas, że takie postępowanie rządów kończyło się tragedią narodów - zawsze i wszędzie. Ktoś powie: że to przesada, że nie może być aż tak źle, że przecież PiS robi też wiele dobrego.
Nawet gdyby cele działań Kaczyńskiego były najszlachetniejsze, święte - a nie są - to i tak droga do nich poprzez łamanie prawa, łamanie ludzi, izolację i osłabianie roli Polski w świecie, jest drogą donikąd, autostradą do piekła.
 Nie cieszmy się z dóbr darowanym nam z "pożyczonego" od brunetów dla blondynów, od blondynów dla rudych, od rudych dla brunetów -  zależnie od łaskawości, potrzeb i humorów rządzących.
Czy praca dla tysięcy i infrastruktura wybudowana w ramach robót publicznych Mussoliniego, równoważy choć w części szkody jakie uczynił?
Ile śmierci warte były autostrady Hitlera?
Jaką cenę za złudne poczucie dumy i wielkości w Rosji Stalina musieli zapłacić Rosjanie?
Czy cud gospodarczy w Chile usprawiedliwia zbrodnie Pinocheta?
Powiesz: nam to nie grozi.
Czemu nie. Władza niekontrolowana, absolutna zawszę prowadzi do nadużyć, a w konsekwencji do terroru i zbrodni. Ale jeśli sądzisz, że to tylko takie strachy na Lachy, że i tym razem ci się upiecze - to dobrych snów życzę. Przebudzenie nastąpi...
Trump, Putin, Le Pen, Erdogan, Orban, Kaczyński i inni - i za dziesięć dwadzieścia lat to Chiny, Indie, Iran wyprzedzą "Zachód", nie tylko w gospodarce i w wojskowości, ale także w przestrzeganiu praw człowieka, i demokracji. Zachodnia wspólnota jako ostoja prawa i wartości właśnie pęka z hukiem. Plemienne interesy i pierwotne instynkty przesłaniają nam ludziom nasze człowieczeństwo. Czy i kiedy ten powrót "Barbarzyństwa" się zatrzyma zależy głównie od nas wszystkich i każdego z osobna.
Adam Czejgis.

środa, 9 listopada 2016

Ziemia to nie jest świat dla dobrych ludzi.

Świat zgłupiał? Świat zawsze był głupi. Czasem tylko trochę mniej i ten okres właśnie się skończył.

Słowa prezydenta elekta Donalda Trumpa, że będziemy postępować sprawiedliwie,"jeśli interesy USA będą na pierwszym miejscu"; słowa wygłoszone w pierwszym powyborczym wystąpieniu, z natury przecież koncyliacyjnym; słowa które (powiązane z wcześniejszymi deklaracjami) już dziś w oczach Amerykanów usprawiedliwią, a światu komunikują przyszłe niesprawiedliwości czynione w imię amerykańskich interesów.  
Mam obawy, myślę że uzasadnione, że dla prezydenta Trumpa kraje wschodnio europejskie, w tym Polska stanowią tylko kłopot, przeszkodę dla spodziewanych zysków z interesów z Rosją Putina.
Nie ulega wątpliwości, że jeśli w oczach Trumpa, popieranie i obrona Polski okaże się zbyt dla USA kosztowna, to zwyczajnie z nas zrezygnują. Niestety, ani nasza armia, ani gospodarka, poprzez praktyczne wypadnięcie Polski z głównego nurtu Unii Europejskiej, nie stanowi (moim zdaniem) odpowiedniej siły przetargowej, wartości dodanej, dla "interesu" USA Donalda Trumpa.

Nasi polscy rządowi geniusze, myśliciele "dla dobra Polaków" postawili w Europie na Wielką Brytanie, której już w Unii niema, a w NATO tylko na USA, a i jedni i drudzy mają nas (napiszę nieładnie) w swoich tłustych tyłkach.
Adam Czejgis.

wtorek, 8 listopada 2016

W dupie mam

Wasze ochy, achy, zawsze czyste, zawsze słuszne, piękne duchem, wszechwiedzące - lepiej, więcej, uczciwiej, co było, co będzie.
Dmowski się wam nie spodobał - mnie też mierzi - i co z tego. On tam był, w piątym, siedemnastym, osiemnastym, dziewiętnastym roku i pomógł, pomógł wydatnie, ojczyźnie w odzyskaniu niepodległości. A że później się "skundlił", to nie znaczy, że mamy prawo przekreślać wszystkie jego dokonania.
Piłsudski, też nie taki krystaliczny i wielu za skórę zalazł ( a i Kaczyński podobno na jego ideach się wzoruję) - także go wykreślicie?
Tym tropem, to i Paderewski, który wprawdzie całe życie porządnym był, ale jego twórczość do dzisiejszej modo-muzy nijak pasuje.
Czy dziś, kiedy waży się  być czy nie być wolnej, demokratycznej, niepodległej Polski, nie wstyd wam być tak pysznymi, że wasze racje, ambicje, ambicyjki, estetykę, wrażliwości wyżej stawiacie nad obowiązkiem.
Jestem niemłodym już, chorym, słabym człowiekiem i nie ryzykowałbym utraty resztek zdrowia dla zwykłej corocznej  manifestacji, gdyby nie obawa o przyszłość Polski staczającej się w niebyt, gwałconej i ograbianej przez szaleńców i cwaniaków. Pójdę z KOD-em Niepodległości nie tylko po to, żeby świętować rocznicę odzyskania niepodległości, ale żeby tej NIEPODLEGŁOŚCI nie utracić.
Dlatego tak bardzo bolą mnie "apele", "deklaracje" co niektórych (skądinąd mądrych i przyzwoitych ludzi)  że nie pójdą: bo z Dmowskim, bo z Kijowskim, bo z "Pstrowskim", bo z "srowskim".
Do zobaczenia się z państwem, do piątku złość mi przejdzie.
Adam Czejgis.

niedziela, 6 listopada 2016

"złożył ręce w małdrzyk, buzię w ciup"

św. Mateusz.
23/ "Biada wam uczeni w Piśmie, faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pamiętajcie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie, i wiarę."

  Nosicie dary biskupom, prałatom. W sprawiedliwości, miłosierdziu i wierze, prawa własne, władzy wygodne tworzycie i nad boskie Prawa przedkładacie.

św, Mateusz.
24/ "Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda."

  Przypisując sobie boską nieomylność, karmicie naród pozorną wielkością, oszukańczą siłą i nie słuchając rad dobrych przyjaciół, oddajecie kraj wrogom.

św. Mateusz.
25/ "Biada wam uczeni w Piśmie, faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne one są zdzierstwa i niepowściągliwości."  

  Głosicie moralną odnowę i czystość władz waszych, a na salonach i w gabinetach poplecznicy wasi handlują losem i życiem milionów.

Adam Czejgis.  

sobota, 5 listopada 2016

Wal się.

Wal się Unio Europejska. Spieprzaj ONZ-ecie. Paszoł won wraży Niemcu. Goń się Żabojadzie.
To jest Polska właśnie: Dumna, wielka i ciężka - z honorem i Bogiem na ustach tonąca.

Wczesne lata 90-e, Libia, Musa'id  pustynne przejście graniczne. Od tygodni nie wiało, wszędzie sterty śmieci, za budynkami piramidy ususzonych fekaliów. I zadowoleni z siebie funkcjonariusze traktujący wszystkich, i swoich, i Europejczyków, Azjatów, Arabów, Afrykanów tak jak te walające się wokół śmieci.
Gęba rozdziawia mi się ze zdumienia i nie zamyka się przez kolejne lata obcowania z libijską górną i durną rzeczywistością - z gospodarką, z rolnictwem, z handlem. Z dziedzinami w dużej mierze uzależnionymi od europejskich i azjatyckich specjalistów, od arabskiego przemytu, afrykańskich robotników.
Wówczas Libia miała tylko wojsko i pieniądze, pochodzące z ropy naftowej gigantyczne pieniądze. Dlatego, z niewielkimi w sumie stratami, długo mogli pozwalać sobie na sztuczną dumę i urojoną wielkość.

W dzisiejszym, tak bardzo już zglobalizowanym, świecie najróżniejszych zależności i  interesów, izolacyjna polityka rządu PiS-u, nie ma szans na sukces i niesie ze sobą realne zagrożenia: Marginalizacji, a w następstwie nawet likwidacji de facto polskiej państwowości.
I znowu gęba mi się nie zamyka... Tyle, że tym razem to nie Afryka, to środek Europy. I to w mojej ojczyźnie pycha i zarozumiałość, przerażający narcyzm, chore samouwielbienie rządu i części społeczeństwa sprowadziły Polskę na manowce, na skraj wolnego świata, na krawędź piekła.

Adam Czejgis.


środa, 2 listopada 2016

Chodźmy już teraz, żeby mieć gdzie iść potem.



  Kraj, gdzie wola rządu ponad prawo sięga; gdzie obywateli dzieli się według potrzeb partii i widzimisię jej prezesa; gdzie minister od policji wyznacza godnych i niegodnych udziału w ogólnie dostępnych uroczystościach państwowych; gdzie przeciwnik polityczny to musi być złodziej, zdrajca, albo nienormalny; a obcy - rasowo, kulturowo, w wierze - to wróg narodu.
 Ten kraj to moja ojczyzna Rzeczpospolita Polska. Niepodległa Polska - zróbmy wszystko, by niepodległą pozostała, a i do wolnej, demokratycznej Europy niebawem powróci.

Historia:
  Warszawa 11 listopada 1918r. Józef Piłsudski przyjmuje od Rady Regencyjnej zwierzchnictwo nad wojskiem, następnie także misję tworzenia rządu. Ten sam Piłsudski 16 lat później delegalizuje działający zaledwie trzy miesiące Obóz Narodowo Radykalny.

Chichot historii:
  Obóz Narodowo Radykalny, Młodzież Wszechpolska, "Kibole" - spadkobiercy przedwojennego ONR-u uznanego przez Piłsudskiego za organizację wrogą ojczyźnie - zostają przez pisowski rząd nobilitowani jako jedyni w pełni uprawnieni i godni, by święcić Narodowe Święto Niepodległości na ulicach Warszawy.

Przyszłość:
  Warszawa plac Piłsudskiego 11 listopada 2017 rok.
Maszerują bataliony Obrony Terytorialnej. Mundury z pod igły, bagnety na broni. Idą, tupią, setki, tysiące - a w każdym szeregu jakaś maska znajoma i zadowolona. Kroczy kapral bohater - spalił kukłę Żyda i wojownik brukarz - co w dal kamień pcha, łysy Ziutek - pogromca ławek, i gruby Tolek - co drzewko to wróg, i Jan - piroman, i stadionów bohatery - Niemców gnębiciele. Idą prężne oddziały czyścicieli wiary, rasy, obyczajów, i deptacze pedałów, łapacze lewaków. Sen czarny Platformy groźnie defiluje, za nim  KOD-likwidatorzy i grobów czciciele. Idą, krok jeszcze nierówny, za to miny tęgie
  Idą i śpiewają. Co śpiewają, nie łapię. Ogień widzę? Słyszę bębny - wrzaski i wyzwiska? Dziecko gdzieś zapłakało? Psy się rozszczekały?

  Z trybuny Antoni Macierewicz jak cezar-maximus  pozdrawia wojsko, swoje wojsko. Z tyłu nieco prezes Kaczyński, prezydent Duda, premier Szydło, oficjele, generałowie, biskupi. Wszyscy oni jacyś tacy mali, ledwie widoczni. W koło hasła: Godność, Wielkość, Bóg Honor Ojczyzna, Nasza Święta Prawda, Legia Pany, Smoleńsk Pomścimy.

  W powietrzu czuć proch i dumę. Jest zimno, mam dreszcze.
I jest pięknie, widać moc, słychać moc. Antoni, Antoni, Jarosław, Jarosław, skanduje tłumek widzów. Między gapiami przemykają cywilni, cisi i chmurni na służbie - porządku pilnują.
Telewizje kamery, mikrofony i marsz, marsz, marsz.

Adam Czejgis.