sobota, 31 grudnia 2016

Im mniej Europy - tym więcej Rosji.

W rok jeden zainstalował nam PiS w Warszawie pro-rosyjski Budapeszt. W trzy lata przez Mińsk sprowadzą nad Wisłę Bolszoj Moskwu. Już dziś PiS- Tuba całą parą demagogicznej propagandy jedzie po "Zgniłym Zachodzie". I coraz śmielej zachwala "porządną "Białoruś pod - nieograniczanym zbędną praworządnością - ciepłym ojcowskim przywództwem Łukaszenki. Już tylko "Katastrofa Smoleńska" i związana z nią osobista trauma Kaczyńskiego nie pozwala na oficjalne ocieplenie relacji z Putinem. Bo PiS przedstawiający się jako partia "konserwatywna, antykomunistyczna i katolicka" - tak jak przełknął, dla doraźnych korzyści, Piotrowicza, Jasińskiego, Kryże - tak i Putinem nie pogardzi. A za rok, dwa pomogą mu w tym "odpryski" z Razem z SLD, od Kukiza, od Korwina i inni - "Rewolucjoniści wszystkich opcji łączmy się".

Dziś ceną za niekontrolowaną władzę Kaczyńskiego jest, prowadzące wprost do wrogości,  stopniowe zamrażanie, wzorcowych dotąd, relacji z Unią Europejską. A pseudo-mocarstwowa drewniana dyplomacja mistrza Waszczykowskiego jeszcze ten proces przyśpiesza. 
Osłabiający się z dnia na dzień - i tak nie najlepszy sprzętowo, a już fatalny kadrowo - stan polskiej armii. Armii, która pod nieobliczalnym, nie mającym nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem dowództwem  generalissimusa Macierewicza spędza sen z oczu dowództwu NATO i stawia pod znakiem zapytania formy dalszej współpracy.
\Poprzez dramatycznie dołujący z dnia na dzień stan polskich finansów i gospodarki - głównie przez niepewność polskiego prawa, ale także "dzięki" socjalistyczno-narodowym kuglarstwom marzyciela Morawieckiego - drastycznie zmniejszyła się polska wiarygodność na światowych rynkach.
Jeden rok rządów wyobcowania i arogancji PiS-u sprawił, że Polska z przodującego w rozwoju, liczącego się w Europie i w Świecie nowoczesnego państwa stała się: przedziwnym archaicznym tworem, na obraz i podobieństwo lęków i chorych ambicji "naczelnika" Kaczyńskiego. Bolszewicki i dewocyjnie-narodowy ropiejący wrzód na skraju Europy, to świat jaki PiS urządza nam w Polsce. Bieda dla Polski, kłopoty dla Europy i Ameryki - i szansa dla Rosji.

Piszę te słowa w ostatnim dniu 2016 r, piszę ze ściśniętym sercem, ale także z nadzieją.
Opozycjo kochana, KOD-zie i wszyscy inni patrzący dalej niż swój rozświetlony noworoczny ogródek, tu już nie idzie o Trybunał, o wolność mediów, o szkoły, o tę, czy inną pojedynczą ustawę - Tu i teraz ważą się losy polskiej państwowości, tu gra idzie o być, albo nie być wolnej Ojczyzny.
Przewietrzmy głowy, zawińmy rękawy, podzelujmy buty i do roboty!
Jeśli teraz nie uda się nam powstrzymać katastrofalnych dla Polski poczynań rządzących, to jutro zamkną się bramy i przygasną światła.
A za dekadę i PiS i nasz wszystkich przeklną dzieci i wnuki nasze - obywatele wschodu, poddani Moskwy.

Adam Czejgis. 


piątek, 30 grudnia 2016

PiS 2017, czyli na tróję babka wróżyła.

---pierwsze---
Jak już sczerstwieje chleb darowany i zabraknie pieniędzy na świeży - wtedy poseł Kaczyński wskaże winnych, a Błaszczak, Ziobro, Macierewicz, Kamiński, rozpoczną przedstawienie. A kiedy publiczności nie wystarczy już standardowego zamykania złodziei , kiedy znudzi się już piętnowanie morderców dzieci nienarodzonych i przestanie bawić chłostanie zdrajców, komunistów i ubeków - wówczas nasz prezes kochany podpali "Rzym", lub "Reichstag".
 I ujawni publicznie - z góry przygotowanych - KOD-podpalaczy, rebeliantów, puczystów.
I wypuści na nich wytresowane i głodne, drapieżne czarne motyle.
I to będzie ich koniec - koniec PiS-u.

---drugie---
 - Woalki, krawaty. Wahadła mury burzą, tańcują wskazówki.
Ciepłej wody brak w kranach.
Stroje biało czerwone na szarych bezgłowych figurach.
Zimnej wody brak w kranach.
Kija koniec i początek sznura. Dzieci idą pod górę.
Woda gorąca ...

- I co dalej babko, co dalej?
Babka śledziem przegryzła, schowała lornetkę 
i wyszła - bez bądź pochwalony - bez pocałuj w dupę.

---trzecie---
Ani salwa armatnia,
ani kłótnia bratnia
KOD-u nie zatrzyma, nie spowolni kroku.
Mocno w to wierzę
i życzę szczerze
już ostatniego - pisiego roku.

Adam Czejgis. KOD Płock.


czwartek, 29 grudnia 2016

Prezesiątko, czyli laleczka Chucky

                                                             

    Ojciec mówił do Michała Wołodyjowskiego:"Dał ci bóg mizerną postać. Albo się będą ludzie  ciebie bali, albo się będą z ciebie śmiali."
    Obecny prezes (mała litera zamierzona - niedoczekanie, żeby był pisany wielką) zaczytuje się chyba w literaturze pisanej "ku pokrzepieniu serc", więc wziął sobie te słowa do serca.

    I żeby była jasność. Nic nie mam do ludzi niskiego wzrostu. Mnie też natura poskąpiła w tym względzie. Znam bardzo wielu ludzi wielkich duchem, otwartych, ciekawych świata, mądrych i niepowtarzalnych, którzy nigdy nie zostaliby modelami. Są piękni, bo mają harmonijne wnętrze, żyją w zgodzie ze sobą.

    Są jednak i tacy, którzy przez niedostatki urody czy wzrostu stają się zakompleksionymi gnojkami. Gorzej, jak taki kurdupel ma manię wielkości. Wtedy za jego niedostatki cierpią inni.
    Byli tacy w historii.

    Weźmy Aleksandra Wielkiego. Wielki? Wzrostem na pewno nie - nawet przez sobie współczesnych był uważany za niskiego. Prawdopodobnie miał jakieś153cm wzrostu. Jak się patrzy na mapę, można być pod wrażeniem jego osiągnięć. Był jednym z pierwszych, którzy zjednoczyli pod jednym berłem kawał świata. Tylko, czy ktoś go o to prosił? Ilu ludzi przypłaciło życiem czy cierpieniem spełnienie jego marzenia?

    Kolejny mikrus - Napoleon Bonaparte. Miał charyzmę, trzeba przyznać. Ale jeszcze większe ambicje. To, co na początku wydawało się piękne, szybko zmieniło się w koszmar. Francja podniosła się po rewolucji, ale chyba nie o taką normalność chodziło Francuzom. W wojnach, które prowadził Napoleon ginęło tylu żołnierzy, że po kraju zaczął krążyć gorzki dowcip, że Francuzki nie muszą się przejmować moralnością, byleby zachodziły w ciążę i rodziły kolejnych żołnierzy - mięso armatnie. A jaką skuteczną politykę prorodzinną prowadził Napoleon - co tron europejski, to brat czy kuzyn.

    Inny konus - Adolf Hitler. To już bliższa historia, wielu żyjących pamięta. Malutki człowieczek, który zmanipulował miliony, zachwycił, zastraszył - nieistotne. Ważne, że poszli za nim i jego ideą. Co sobie rekompensował? Niepowodzenia życiowe? Wzrost? Brak życia seksualnego? Skąd my to znamy? Za kompleksy i paranoidalną wizję tego bandyty zapłacił cały świat.

    Mało przykładów? No cóż, Władimir Putin też do najwyższych nie należy...

    Czy to są wzorce naszego prezesiątka? Czy to jego idole? Życzmy sobie, żeby nie miał ich rozmachu, choć jest ich wzrostu.

środa, 28 grudnia 2016

Dał Wam przykład Ujazdowski...

To do Was moich kolegów z "Solidarności", prawicowców, katolików - jako i ja - ludzi, Polaków.

Każdy ma prawo pomylić drogi, każdy ma prawo w pomyłce trwać. Ale nikt nie ma prawa odmawiać tych samych praw innym. Bez względu na stopień inności, obcości, niezrozumienia.
Znam Was od lat wielu, jednych lubię, drugich mniej i choć większości Waszych poglądów, idei, pragnień nie podzielam, to je szanuję. I tylko tego samego oczekuję od Was.
Wszyscy żyjemy w jednej Polsce, w tym samym społeczeństwie, ale każdy z nas jest inny. I każdy z nas ma do tej różnorodności prawo - więcej - ma swojej inności obowiązek. Obowiązek własnego zdania i własnej drogi.
Jesteście w "Solidarności", w PiS-ie i wraz z legitymacjami przyjęliście niestety jedne, partyjne myślenie - jeden wspólny grupowy mózg, jedną wolę, jedną prawdę - jednego wodza, jak jednego Boga. Pozwoliliście (z różnych powodów) wyłączyć własne światła. Pozwoliliście zagasić blask Waszych osobistych wartości i mądrości, Waszej światowości i miłości do ludzi - wszystkich ludzi.
I Wasze indywidualne światło zastąpiliście kagankiem plemiennej wspólnoty, wojenną pochodnią, chrześcijańskim stosem.
Dobrze Wam z tym? Nie boicie się krwi, głodu, ognia?

To Wy jesteście "przy władzy" i to na Was wszystkich i na każdym z osobna spoczywa odpowiedzialność z Polskę - za całe (w większości apolityczne) społeczeństwo, za rodziny wasze i waszych politycznych przeciwników.
To każdy z Was w swoim sumieniu musi rozważyć czy wiara w nieomylność prezesa i Kościoła (już nie całkiem powszechnego, bo więcej narodowego) może zastąpić wam zdrowy rozsądek i czyste serce. Bo od odpowiedzialności wiara Was nie ustrzeże, od wyrzutów sumienia nie uchroni.
Odsypcie ziarna od plew, na zimno i rozważnie nim kłamstwa i nienawiść uszu wam nie urwą, oczu nie zabielą duszy nie zamrożą.

Poganiany czasem i chorobą miałem marzenie: Dożyć dnia, kiedy zobaczę jak wali się śmieszny i straszny gliniany kolos PiS-u. Chciałem zobaczyć jak, ratując własne tyłki, będziecie tratować się i topić wzajemnie - dla wybielenia wizerunku, dla ucieczki od winy.
Dziś tego nie pragnę. Już to widzę. I wcale mnie to nie cieszy, nie bawi. Jestem przerażony. Słyszę płacz matek, przekleństwa ojców - i widzę pychę Waszych "generałów" i cierpienie i żal irracjonalnie i ślepo Wam wierzących, zmanipulowanych, skrzywdzonych, przegranych "żołnierzy małych".

Adam Czejgis.

 

wtorek, 27 grudnia 2016

Panie Kaczyński - Kłamać, to trzeba umieć.

Panie Kaczyński.
Łatwo było dużej części Polaków uwierzyć w to co będzie. W kłamstwa o świetlanej przyszłości "pod twoim przewodem" - dostatniej, godnej, chrześcijańskiej. W kłamstwa o jedynej słusznej  nagrodzie za to, że jesteśmy Polakami, Katolikami, Patriotami. Łatwo było uwierzyć w przyszłe zwycięstwa nad wrażymi sąsiadami i nad zdrajcami. Dobrze było uwierzyć w kłamstwa o  rewanżu nad "innymi" - obdarzanymi dotąd nienależnym szacunkiem, pławiącymi się w bogactwie uzyskanym " z pewnością" z kradzieży, z wyzysku. To "Oni" winni, to "Oni i Oni" - nawet jeśli nam pomagali -  czynili to tylko po to, żeby więcej zabrać, żeby zniewolić. Bo to nie Polacy i nie Katolicy, bo to źli ludzie są.
Takie i inne bajania pozwoliły ci, Panie Kaczyński, wygrać ostatnie wybory.

Łatwo ci też było, Panie Kaczyński, nakłamać o tym co było. Łatwo ci było wykorzystać ułomności ludzkiej natury. Natury w większości egoistycznej i strachliwej, a przy tym bezkrytycznej wobec siebie. Ułomności zdolnej usprawiedliwić każde swoje zaniechanie, każdy zły uczynek.
Panie Kaczyński zdeptałeś i zgnoiłeś całe szeregi polskich Bohaterów. Postawiłeś rzędy wątpliwych pomników - na swoich obrazów podobieństwo. I wygrałeś - i przegrywasz!

Bo o wiele trudniej jest, Panie Kaczyński, kłamać o tym co jest, co widać, słychać, co czuć. Trudno jest skutecznie oszukiwać, kiedy spóźnia się "przekaz dnia", kiedy plączą się "w zeznaniach" twoje (za przeproszeniem) durne stworki. Coraz trudniej ci kłamać, Panie Kaczyński, bo nie nadążasz już za gorączką zdarzeń, bo nie pojmujesz już złożoności dzisiejszego świata. Niby jesteś - a już cię nie ma.
 By skutecznie sprzedać kłamstwo dotyczące teraźniejszości, powinno być ono mniejszą częścią większej prawdy - jest odwrotnie. Widoczne gołym okiem, Panie Kaczyński, twoje niebotyczne oszustwa, już tylko w niewielkim stopniu, uwiarygodnia (słabnący nawet wśród wyznawców) twój "autorytet" i pomoc części Kościoła - a także, wrodzona u większości rodaków, niechęć do przyznania się do błędu.
Panie Kaczyński, wylewasz smołę - mówisz, że to mleko i niektórzy jeszcze ci wierzą. Wierzą, bo wierzyć chcą, że ta czerń przed nimi to jeszcze nie ich troska, nie ich żałoba. Ale kiedy się oparzą (bo muszą) kiedy ich zaboli, to ty, Panie Kaczyński, będziesz pierwszym winnym i pierwszym usprawiedliwieniem dla najbardziej ci dotąd ufających. Będziesz pierwszą ofiarą tych, którzy na twoich politycznych oszustwach najbardziej dotąd korzystali.
I tak ci dopomóż "pucz".

Adam Czejgis. 

czwartek, 22 grudnia 2016

Wesołych Świąt.

Wesołych Świąt
w niepewny czas
i raz i dwa
kolęda gra
bo my są stąd
i światło w nas
i śmiech i łza
bo tu nasz dom
bo my są stąd.

Bez przemocy
stłukła się czerwona
bombka przeszklona
bez przemocy
z dziurką, mała
sto lat miała
pękła w nocy
skorupa odrapana
uprzątną z rana.

Wesołych Świąt
kochana rybko
smacznego świnko
bo tu nasz dom
wypijmy szybko
tu pod choinką
myśmy z tych stron
wiarą, potem, blizną
my są ojczyzną.

Opadły igły
obeschły usta
za oknem śnieg
wyrypały się Michały
ręce zmarzły
kieszeń pusta
pociąg skończył bieg
dwa bałwany złotouste
prześpiewują się.

Do siego roku
drogi rodaku
snu spokojnego
byłeś mocarzem
byłeś żołnierzem
roku zeszłego
do siego roku
drogi Polaku
roku do siego.

Przy śmietniku
pod choinką
głodne kawki dwie
kłócą się o głowę karpia
kot przygląda się
pobiło się dwoje wróblów
pierza poleciały
jeden wróbel był nieduży
drugi całkiem mały.

Dobrego roku
roku nowego
w zdrowiu i w szczęściu
w pracy, w zabawie
a ta melodia
smutna i swojska
to nic takiego
drogi kolego
to płacze Polska.

Adam Czejgis.                                          KOD Płock.

środa, 21 grudnia 2016

O patrzeniu z góry i jak na idiotów. Mało świąteczne rozważania.



– Ja się nie interesuję polityką – powiedziała mi pewna piękna pani, kiedy rwałam włosy, bo Trybunał Konstytucyjny zmienił się w swoją własną atrapę, a pewien poseł przestał się kryć z tym, że jest najważniejszy na świecie.
Pani owa wydęła perfekcyjnie pomalowane usta w grymasie odrazy i spojrzała na mnie z góry, bo przecież polityka to sprawa śmierdząca i ona się w tym babrać nie będzie. Jeśli ja mam takie mało subtelne zainteresowania, to powinnam uprawiać je z dala od ludzi prawdziwie kulturalnych, należycie zdystansowanych do spraw życia tego, mądrze twierdzących, że zawsze trzeba wysłuchać racji obu stron i podjąć decyzję biorącą pod uwagę interesy i jednych i drugich. Pani pouczyła mnie o tym w pełni przekonana, że ma rację, choć się polityką nie zajmuje. Bo przecież tak na tym świecie jest, że wybierać należy zawsze złoty środek, a poza tym Platforma swoje za uszami ma, a posłowie kupili tysiąc kanapek. Więc o czym tu mówić?
Pani ma już swoje lata i życiowe doświadczenie. Poprzedni rząd skrzywdził ją, bo podniósł wiek emerytalny. Pani nie zamierza darować swoich krzywd, bo trzeba walczyć o swoje, a poza tym nikt jej nie będzie pluł w twarz. A to, co zrobiła Platforma jest skandaliczne.
Ze zdziwieniem spostrzegłam, że w trakcie wygłaszania swojego monologu pani się zmieniła. Zawsze uniesione do góry brwi (to nadaje twarzy młodszy wygląd) opadły zmarszczone, a z kunsztem pomalowane usta zacisnęły się.
– A w czym mi pomógł Trybunał Konstytucyjny! – zawołała pani, gdy tłumaczyłam jej sens istnienia tej instytucji.
Bo świat dzieli się na dwie części. W jednej są sprawy, które są pani do czegoś potrzebne, czyli sklepy oferujące gustowne ubrania, dobre kosmetyki; czyli kina, w których można obejrzeć sobie relaksujący film. Rządzący do tej pory nie dobrali się jeszcze do ulubionego SPA i nic nie wskazuje na to, że zamierzają to zrobić. Pani życzy sobie tylko jednego. By rząd przywrócił dawny wiek emerytalny, to pani już w przyszłym roku będzie mogła z tego dobrodziejstwa skorzystać. Pani nigdy nie chodziła na wybory. Jako się rzekło, nie interesuje się polityką. Ale gdyby teraz miała zagłosować, pewnie zagłosowałaby na PiS. Oczywiście się do tego nie przyzna, bo w jej środowisku to jest passé.
*****

– Daj mi spokój z tą polityką – powiedziała mi pewna kobieta, zamaszystym ruchem przecierając kuchenny stół. – Ja tam na takie fanaberie nie mam czasu.
Postawiła przede mną szklankę herbaty, ale na dłuższą pogawędkę nie miałyśmy szans. W sąsiednim pokoju tłukły się właśnie dzieciaki, a kapusta na ogniu domagała się już zaprawki. W zlewie stały niepozmywane statki, a podłogę należało znowu przetrzeć. Mop czekał w kącie w pogotowiu.
Kobieta związała w kitkę z lekka przetłuszczone włosy i zabrała się do robienia zasmażki.
– Uspokójcie się tam! – krzyknęła do swojego bachorstwa. – zobaczycie, jak przyjdzie ojciec, to spuści wam manto!
Postanowiłam jak najszybciej się zmyć z tego domu, w którym śmierdziało kapustą, niewyrzuconymi śmieciami, w którym wszyscy na siebie pokrzykiwali, a porozmawiać nie było jak.
– Takie moje życie – odezwała się wreszcie do mnie kobieta.
– Chłopaków już odchowałaś, może poszłabyś do pracy?
– Za najniższą krajową mam harować?!
– Może uda ci się znaleźć coś lepszego?
– Co ty, szkoły trzeba mieć! Dla prostego człowieka to nic nie ma! Złodzieje!
– Może jakiś kurs? Szkoła?
Uśmiechnęła się z wyższością i popatrzyła na mnie jak na idiotkę. Po co jej to. Stary pensję do domu przyniesie, a i z opieki coś skapnie. Nie jest przecież źle. Zaraz sobie zrobi kawę i obejrzy serial w telewizorze na 50 cali. Potem poczyta „Życie na gorąco”. Tylko te bachory mogłyby przestać się wreszcie drzeć.
Polityką się nie będzie interesować. To nudne. Na wybory z zasady nie chodzi, bo przecież oni i tak zrobią co chcą, a prosty człowiek się nie liczy.
*****

Pani i kobieta przyznają, że dzieje się coś niedobrego. Ale to przecież nie ich wina. One na PiS nie głosowały. Teraz też nie zamierzają nic zrobić. Niech robią ci, którzy do tego doprowadzili. One popatrzą na nich z góry lub jak na idiotów.
  

wtorek, 20 grudnia 2016

Kto dał władzę PiSowi?


                                                         
    Komu zawdzięczamy sytuację, w której się znaleźliśmy? Kto dał władzę PiSowi? Powstało na ten temat wiele prac. Wypowiadali się politolodzy. Odnosili się do liczb, trendów społecznych, mówili o wpływie KK, wreszcie o ludziach, którzy nie poszli na wybory. Materiałów jest mnóstwo.
 
Ja chcę dać wyborcom PiS konkretną twarz. Przyjrzyjmy się tym ludziom.

    Jest kobieta. W życiu przepracowała niewiele lat. Wykształcenie - lepiej nie mówić. Ogląda tylko TVP. Ciągle cierpi na brak pieniędzy. Wychowuje niepełnosprawne dziecko. Na ogół liczy na pomoc ludzi. Dostała symboliczne 500+. Da się pokroić za ten rząd. Pojęcia takie, jak Trybunał Konstytucyjny czy prawa człowieka są jej obce, jak rachunek różniczkowy.

    Jest mężczyzna po pięćdziesiątce. Od lat pełni funkcje publiczne. Przywykł do diet i namiastki władzy. Kto teraz rozdaje karty? PiS. No, to dlaczego się nie podłączyć.

    Jest kobieta po przejściach. Ma kłopoty, straciła pracę. Pomógł jej nieco, niedużo, znajomy. Ludzki pan. Ona mówi o nim: Że z PiSu? No, to co. Pomógł mi, muszę się odwdzięczyć.

    Jest jeszcze inna. Zarabia na rodzinę. Mąż jest ponadto. Jak dla Ferdynanda Kiepskiego - nie ma dla niego odpowiedniej pracy. Gdzie jest problem? Ona mentalnie jest żoną przy mężu. On ma poglądy, ona je powiela. A że on jest zwolennikiem "modelowej polskiej rodziny", to ona też. Pewnie nawet weszli do jednej kabiny podczas głosowania. Mąż uważa, że zaufanie polega na skrupulatnej kontroli.

    Jest mężczyzna. Od lat pracuje na kontraktach zagranicznych. W kraju bywa w sumie 10- 15 dni w roku. Pojęcia nie ma o sytuacji, ale z całą pewnością twierdzi, że PiS to partia, która ma na uwadze szarego obywatela, a Duda to fajny gość. Nigdy chyba nie słyszał słów Stanisłąwa Jerzego Leca: Wszyscy chcą twojego dobra. Nie daj go sobie odebrać.

    I jest starsza pani. Pamięta wojnę i tzw. komunę. Boi się wszystkiego. Na wyborach nikt jej przez ramię nie patrzy, ale na wszelki wypadek głosuje na PiS, jak spora liczba ludzi w okolicy. Jaką ma motywację? Strach właśnie. Boi się, co by ludzie powiedzieli, czy jej okien nie wybiją, gdyby głosowała inaczej.

    Przyjrzyjcie się im. Takich, jak oni, było 18% uprawnionych do głosowania.


poniedziałek, 19 grudnia 2016

Jaką broń mają przystawioną do skroni posłowie PiS-u?



    Nie sposób wczuwać się w sytuację każdego nieszczęśliwego człowieka, ale przyznam się, że los premiera Glińskiego mną wstrząsnął. Wstrząsnął mnie wczoraj późnym popołudniem, kiedy wysłuchałam jego przemówienia na wiecu poparcia dla rządu zorganizowanego przez  kluby Gazety Polskiej. Profesor Gliński, który jest zwolennikiem zdrowego trybu życia i lubi sobie pobiegać, który najprawdopodobniej ceni przyrodę, bo brał udział w tworzeniu partii Zielonych, który wreszcie jako młody człowiek sympatyzował z prawdziwą Solidarnością, wydawać się może kimś sympatycznym. Wzmacnia to poczucie ładny stosunek do żony i zainteresowania kulturowe (choć pewnie wielu wolałoby, żeby ich nie miał i do kultury się nie wtrącał).

     Gdyby profesor Gliński pozostał wykładowcą akademickim do dziś mógłby sobie biegać na różnych dystansach i tworzyć szczęśliwe stadło ze swoją małżonką. Niestety, zaangażował się w politykę. Żal mi go było, kiedy pełnił funkcję dyżurnego kandydata na premiera. Żal, kiedy nic z tych ambicji nie wyszło. Kiedy całkiem niedawno temu pękł i powiedział publicznie w TVP parę słów prawdy na temat publicznych mediów, widziałam w nim sponiewieranego człowieka, który na odchodne postanowił pokazać, że tęskni za utraconą godnością.

     Nie sądzę, żeby profesor Gliński zabrał głos na sobotnim wiecu z własnej woli. Nie podejrzewam, że chciał potępić ludzi, którzy sprzeciwiali „klasycznym przykładom dziennikarstwa populistycznego czy propagandowego”, którzy chcieli potępić tych, do których można by było powiedzieć „Państwo żeście oszaleli”, uniemożliwiając relacje z prac sejmu. Myślę, że jego wystąpienie było formą kary, mniej więcej tym samym, co składanie publicznej samokrytyki na zebraniach partyjnych w czasach stalinowskich. 
    Piotr Gliński to człowiek odarty przez swoich partyjnych kolegów z godności. Wykorzystany do różnych gierek. Nie wiem, dlaczego na to pozwolił. Może po prostu jest słaby. Nie każdy z nas jest herosem. Ale nie wiem też, dlaczego po prostu nie odejdzie, dlaczego nadal pozwala się upokarzać. Co go do tego zmusza?

     Gdyby Piotr Gliński był przypadkiem odosobnionym, to pewnie jego los tak bardzo by mnie nie obchodził. Ale podejrzewam, że w PiS-ie jest jeszcze wielu takich jak on. Słabych i złamanych. Są tam też tacy, którzy kandydowali do sejmu pełni dobrej woli i chęci służenia ludziom. A teraz jakaś ciężka łapa trzyma ich i odziera z przyzwoitości. Bo nie wierzę, że przyzwoitych ludzi w klubie PiS nie ma. Nawet żołnierz ma prawo nie wykonać rozkazu, kiedy jest on głęboko niemoralny. Jaką broń mają przystawioną do skroni posłowie PiS-u, że bezmyślnie aprobują wszystko, co im zostanie podsunięte? To na pewno są tylko, znowu nie takie oszałamiające, diety poselskie?

     Uważam, że odpowiedź na to pytanie jest konieczna, jeśli marzymy (ja to robię) o bezkrwawym odsunięciu PiS-u od władzy.     

sobota, 17 grudnia 2016

Umiesz liczyć, licz na siebie.


    Będzie krótko i konkretnie - nie ma się co rozpisywać. Piszę na gorąco po wczorajszych wydarzeniach (16 grudnia 2016 roku) i po wcześniejszych przemyśleniach.

    Sytuacja w kraju staje się z dnia na dzień coraz bardziej gorąca. Wczoraj władza niemiłościwie nam panująca wyprowadziła policję przeciw obywatelom. Błaszczak (świadomie nie piszę o nim pan) w wywiadzie pogardliwie mówił o opozycjonistach, że to fanatycy i sami rzucali się pod samochody. Policja według niego nic złego nie robiła.
    
    Rodacy! Nie zawaham się użyć tego wezwania.
    
    Rodacy! Nasz los w naszych rękach. Idźmy za ciosem. Roznieśmy tę władzę w pył. Cieszymy się, że świat o nas mówi, że ludzie na świecie wiedzą, co się u nas dzieje. I dobrze. Ale w ogólnym rozrachunku jesteśmy newsem, i tyle. Ile się mówiło w światowych mediach o Grecji, Węgrzech, sytuacji Turków i Turczynek, o Syrii... i co? I nic.
    
    To od nas zależy nasz los. Znacie to powiedzenie: Kupą, mości panowie, kupy nikt nie ruszy? No, to w drogę i kupą, mości państwo!

piątek, 16 grudnia 2016

Carska romansa na warszawskiej Pradze.

Przed Wigilijna opowieść dziadowska.

"Caryca" Anna  z  małżonkiem "Carem" Henrykiem, jak co tydzień w niedzielę wstąpili do "Inwalidów" na golonkę i  do golonki.  "Caryca" Anka, mała tęgawa blondynka z widocznymi śladami niedawnej urody, mocno umalowana i mocno pachnąca wodą perfumowaną "Być Może", i "Caru" Heniek, recydywista, drobny złodziej i pijaczek, duży przygarbiony czterdziestolatek z twarzą psa boksera. Rzecz działa się krótko przed Bożym Narodzeniem, więc wyjątkowo zamówili litra i śledzie. Szybko zjedli, jeszcze szybciej wypili.
Czy to z powodu panującego w "zakładzie" gorąca i zaduchu, czy też z winy mało treściwej zagrychy, słynny z mocnej głowy "Caru" spił się niemożebnie i podpierając się "Carową" z trudem wytoczył na ulicę. Mroźne powietrze otrzeźwiło go na chwilę. Niestety, po kilku raźnych krokach, trafił na zamarzniętą kałużę i padł jak kawka w górę brudnego śniegu. "Caryca" wnerwiona na niezdarność "Cara" wyzywając na czym świat stoi jęła okładać po pysku małżonka, próbując zmusić jego wysokość do powstania. Oprócz negacji dobrego prowadzenia się "Carycy" i jej bliższej i dalszej rodziny, jedyne co osiągnęła, to carską obietnicę zasadzenia w jej " tłustą d" kopa, po którym w tej "d" zabulgocze.
Oboje "Carostwo" głosy miało nad wyraz donośne, tak że ich małżeńską dysputę słychać było swobodnie, od Kijowskiej do Ząbkowskiej, od Brzeskiej po Jagielońską. Wciąż powiększający się krąg ciekawskich słuchaczy dworskich kwiecistych wiązanek, zwrócił uwagę przejeżdżających Targową funkcjonariuszy MO. Dzielni milicjanci zebrani po służbie z patroli, wiezieni na Komendę na Cyryla i Metodego, źli i przemarznięci zaczęli wyciągać "Cara" ze śniegu.  Czyniąc swoją powinność mało delikatnie, poniewierając go nieco pałami, mocno rozsierdzili "Carycę", która z całym cesarskim orężem ruszyła na odsiecz mężowi. Z przeraźliwym wrzaskiem, pięściami, paznokciami, węgierskim kozakiem walczyła dzielnie uszkadzając nieco facjaty kilku niebieskim wrogom.
 W końcu uległa przeważającej męskiej sile i z rękami skutymi do tyłu, wylądowała twardo, obok chrapiącego męża, na podłodze milicyjnej "Nyski".
"Cara" Henryka zawieźli na "myjkę" na Kolskiej, a "Carycę" Annę zamknęli na komisariacie na dołku.

 Nazajutrz, "Caryca" Anna stanęła przed Kolegium z zarzutem podciągania sukienki na głowę i pokazywania przechodniom tego co miało zabulgotać. To Milicjanci Obywatelscy, wstydząc się swojej nie w pełni wygranej walki z jedną "słabą" kobietą, wymyślili taką historię. Wysokiemu Kolegium przewodniczył, wdzięcznie przezywany "Bandytą", wówczas naczelnik jednego z warszawskich Zakładów Karnych".
- Pany, jak ja mogłam podnosić sukienkę, kiedy ja w spodniach jestem. - zaśmiała się "Caryca".
- Opuszczała spodnie. Proszę poprawić. - zawyrokował "Bandyta"
Po czym "skazał" "Carycę" Annę na trzy miesiące bezwzględnego aresztu.

"Cara" Heńka, po kąpieli na Kolskiej, wypuścili rano do domu, w którym nie zastał już  "Carycy" małżonki. Cały kłopot miał w tym, że to Anna pracowała na wikt, opierunek i napitki Henryka. Całe dnie zręcznymi, tłustymi paluszkami haftowała fikuśne kwiatki na dziecięcych koszulkach i kaftanikach. "Caru" pozostał "suchy" jak wiór i bez gotówki na całe Święta.
Wszyscy w okolicy znali jego carski zwyczaj nieoddawania długów - robiła to za niego "Carowa". Nie miał szansy na pożyczkę.
Udał się więc "Car" w okolicę Dworca Wileńskiego i zrobił to co zwykle w takich razach czynił. Pobił i okradł spóźnionego klienta PKP. Zabrał portfel, zegarek, teczkę i buty. Z fantami poszedł na Jagielońską, na zaprzyjaźnioną "metę", gdzie pił przez dwie doby. I  piłby dłużej, gdyby dobierając się do gospodyni prawidłowo ocenił stopień uśpienia gospodarza. Dostał po łbie i wylądował na ulicy. Na swoje nieszczęście zdołał zabrać z "mety" wcześniej ukradzione buty, "kamaszki akurat" na jego przerośnięte carskie stopy. Z tymi trzewikami wpadł prosto na patrol milicji - i po butach do kłębka - 6 lat odsiadki.

Po trzech miesiącach "Caryca" Anna opuściła areszt. Miesiąc później wyszedł z więzienia "Caru" Kazimierz, młodszy brat "Cara" Henryka i zamieszkał z "Carycą" Anną. I to nie była, ani pierwsza, ani ostatnia taka "wymiana". Takie to swobodne obyczaje panowały, w owej Carskiej Rodzinie.

Ktoś powie" Odległa historia, kryminalna bajka, mamy inne czasy..... Czyżby?
Świat im szybciej się zmienia, tym bardziej pozostaje ten sam. A my w swoich jasnych, sterylnych domach nie słyszymy płaczu za ścianą, krzyku za oknem, chmury nad miastem. Brud owszem jest - gdzieś tam daleko "u nich", za grubą warstwą szkła, przetworzony i uzdatniony, i fachowo dawkowany - nie nasz.
Adam Czejgis.


czwartek, 15 grudnia 2016

Ściemnia się...





    Ściemnia się...
"Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
 co to będzie, co to będzie?"

    Ściemnia się...
PAD czeka na posłańca od Prezesa, tego z długopisem. Już prawie noc, może podpisać kolejną ustawę. Przecież za dnia trochę wstyd, ludzie patrzą.

    Ściemnia się...
Oświeconego państwa coraz mniej - znikają wolne media, niezawisłość sądów, edukacja, Trybunał Konstytucyjny, wolność zgromadzeń.... Znikają pochowane bez honorów pod cmentarnym murem.

    Ściemnia się...
Ciemnotą łatwo się rządzi.

    Ściemnia się...
Ciemności kryją ziemię i powstaje nowy wspaniały świat (skojarzenia wskazane, moi mili)

    Ściemnia się...
Dużo złego się stało. Czy będziemy płaczkami pogrzebowymi, czy bohaterami wygranej sprawy? Jest nas miliony. Nie pozwólmy, żeby zapadła noc!!!


środa, 14 grudnia 2016

Dajcie mi cztery lata edukacji, a nie poznacie swoich dzieci - Lenin


    Reforma edukacji jest wprowadzana pod hasłem likwidacji gimnazjów. Rząd wie, co robi. Ludzie w swej masie zadowalają się hasłami, ludzie nie lubią myśleć. Większość z nich.

    Minister Zalewska wmawia ludziom, że gimnazja to niewypał, że sprowadzają uczniów na manowce, a sami uczniowie, to zło wcielone. Nie słychać w protestach rodziców oburzenia, że ich dzieci traktuje się jak początkujących przestępców. No, bo jak posłuchać pani Zalewskiej, to w podstawówce są same aniołki, w gimnazjum zmieniają się w agresywne i wulgarne hordy i dziwnym trafem porządnieją z chwilą przekroczenia progu szkoły ponadgimnazjalnej.

    Wytypowanie gimnazjów jako jedynych winnych braków w wykształceniu społeczeństwa podzieliło nauczycieli. Środowisko nigdy nie było specjalnie solidarne. Nauczyciele pracują w rozproszeniu w różnych szkołach. Może stąd trudności w zorganizowaniu się w protest. Może. Ważniejsze wydaje się to, że co by nie mówić o wielu nauczycielach urodzonych do pracy w tym zawodzie, to ogólnie środowisko jest zachowawcze, bojące się zaryzykować cokolwiek, nawet w walce o być albo nie być. Kiedy nauczyciele gimnazjalni jechali na pikiety czy manifestacje, słychać było głosy pozostałych: Tak, tak, musicie protestować. Nie: musimy. Nie dotarło do nich, że resztę też dotknie reforma w różny sposób. Podstawy programowe pokazują znaczne okrojenie godzin przedmiotów ścisłych. Gminy będą miały obowiązek utrzymania jednej szkoły podstawowej na swoim terenie. Każdy dostanie odłamkowym.

    Ale nie to jest najgorsze. Nie będę powtarzać argumentów rodziców, samorządowców czy  naukowców protestujących przeciw wprowadzeniu reformy oświaty. Skupię się na nauczycielach. Nauczyciel ma uczyć, pokazywać obiektywnie wiedzę, uczyć myśleć i wyciągać wnioski. Jest zasada, że nauczyciel ma nauczyć uczniów, jak myśleć, a nie co myśleć. I tu zaczynają się schody. Bo zgodnie z forsowaną reformą nauczyciele zostaną pozbawieni tej możliwości. Z twierdzeniami matematycznymi rząd nie ma wielkiego pola do popisu. Ale już biolodzy muszą szerokim łukiem omijać teorię ewolucji. Wychowanie do życia w rodzinie zacznie przypominać kółko różańcowe. Najgorzej będą mieli poloniści i historycy. To na nich spadnie obowiązek wyprodukowania nowego spolegliwego obywatela. To oni będą zmuszeni wtłaczać do głów dzieci i młodzieży jedynie słuszne poglądy. Jak będą się z tym czuć ci, którzy uważają, że ich reforma nie dotyczy? Lenin mawiał: Dajcie mi cztery lata wychowywać wasze dzieci, a tego, co im wpoję, już nie wykorzenicie.

    Pamiętam taką scenę z czasów mojego liceum - przełom lat 70. i 80. Jeden z naszych kolegów stał przy drzwiach na czatach, czy ktoś nie podsłuchuje, a nasza nauczycielka historii opowiadała nam o 17. września, o Katyniu, o wojnie 1920 roku i wielu innych sprawach. Czy teraz też w tajemnicy i tylko zaufanym uczniom nauczyciele będą opowiadać o teorii Darwina, o tym, że ludzie różnią się kolorem skóry, poglądami czy preferencjami seksualnymi i że był kiedyś taki ktoś, nazywał się Lech Wałęsa, Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki, Władysław Bartoszewski... i wielu innych, którzy zostali wymazani z kart historii?


wtorek, 13 grudnia 2016

Miałeś chamie złoty róg ... ostał ci się ino sznur.



Miałeś, chamie, złoty róg,
miałeś, chamie, czapkę z piór:
czapkę wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci się ino sznur,
ostał ci się ino sznur.

Stanisław Wyspiański, Wesele.

16 marca 1901 roku na deskach Teatru Miejskiego w Krakowie po raz pierwszy zabrzmiały te prorocze słowa. Kto mógł przypuszczać, że tyczyły się one prezesa Polski i stworzonej przez niego religijno-politycznej sekty.

Muszę opisać trochę niezręczną sytuację. Otóż jako zatwardziały ateista, lubię po robocie, gdy nikt nie widzi, poobcować z różnymi bytami z wyższych i niższych światów. Wiadomo, nikomu nie mówię głośno, bo osądzą, ocenią, zakwalifikują i zaszufladkują. A po co mi to? Skoro już brnę ku własnej zgubie, to przyznam, że po październikowych wyborach 2015 roku nawiązałem kontakt z jedną zacną i powszechnie szanowaną wyrocznią, bytem z klasy półbogów i zapytałem, co dalej, jak żyć itd. ? Pytanie o tyle niewygodne, że owa wyrocznia nigdy nie wyprowadziła mnie w pole. Zawsze powiedziała - ten a ten dołki kopie, ta cię nie kocha i sprawdzało się potem w życiu do bólu.

To tak nieśmiało zapytałem w wieczór wyborczy: jak długo? Odpowiedź błyskawiczna 2 (słownie: dwa) lata.

Powiem szczerze. Do dzisiaj jej wierzę, ale logika kopała mnie po kostkach, piszczelach i mówiła co innego. No, ale wytresowany jak pies Pawłowa, jestem wierny przepowiedniom mojej wyroczni. Napisałem 'do dzisiaj', bo biłem się całą moją świadomością z logiką zdarzeń. Dzisiejszy dzień był przełomowy. Wczoraj koleżanka specjalistka od kalendarza tzolkim powiedziała, 13 grudnia w pełnię nastąpi przełom. Skumulują się wszystkie napięcia i wywali wszystkie brudy, czyli będzie pralnia aż miło.

Dostałeś chamie parlamentarną większość, za jedyne 19% głosów suwerena. Wyjątkowo korzystny zbieg okoliczności dał ci szczęśliwy los na loterii. I co? Nie będę się rozpisywał. Pamiętam obraz. Nie pamiętam muzeum, artysty, tytułu. Doskonale pamiętam scenę. Wojna polsko-bolszewicka 1920 roku. Wygłodniały pół dziki bolszewik w łapciach z karabinem na sznurku w futrzanej czapie, siedzi na skrzynce w spiżarni polskiego dworu i wyjada konfiturę z rozbitego słoika, sięgając po nią brudnymi palcami. Z rozbitego, bo nie potrafił go otworzyć. Nie da się bardziej obrazowo przyrównać rządów prezesa PiS-u i jego sekty. Mieli wszystkie atrybuty i narzędzia władzy, aby spokojnie rządzić przynajmniej ze dwie kadencje. I tak rzucili się na te konfitury.

TVN-24 pokazywał dzisiaj równolegle w dwóch okienkach dwa światy. Pierwszy to jakiś wyimaginowany sen wariata, drugi to opór normalnych ludzi przed narzucanym siłą i przemocą światem ze snu wariata. Ten pierwszy widać z frekwencji, wymowy argumentów i energii mówców już wygasa, ledwo zipie, goni resztkami sił. Ten drugi po raz pierwszy powiedział dzisiaj dobitnie i wyraźnie dość, basta, no pasarán, ни шагу назад.

Nikt nie widzi, zapalę kadzidełko wyroczni.

Z ostatniej chwili. Ratusz: na marszu KOD - 25 tys. ludzi, na demonstracji PiS - 3 tys

       

sobota, 10 grudnia 2016

I niech tak zostanie...



To ja, rebeliant Nikt. I niech tak zostanie.
Nie wiem - jestem w Kościele? Nie wiem - wierzę w Boga?
Wiek, choroba wymusza na mnie zgodę z ostatecznościami.
I zgadzam się, i buntuję się, i zgadzam.

A kiedy ciemno, kiedy cicho i zasnąć mi szkoda, widuję na ścianie
wielką czarną wodę i walczących zajadle o miejsca w szalupach, 
prezydenta, premier, ministrów..., prezesa tam nie ma.

Obraz się rozmywa. I las się wyłania zielony - bociany, zające...
i ludzie młodzi, piękni...
To ślub - ślub mojej wnuczki za lat kilkanaście.

I nie wiem - oszalałem? I nie wiem - oczy duszy?
I niech tak zostanie.

Adam Czejgis. 



Spis artykułów & arkuszy. Wybory samorządowe 2018 w Płocku.

Arkusze  
Artykuły:

Strony www


piątek, 9 grudnia 2016

Koalicje jak klocki lego. Wybory samorządowe 2018 w Płocku - odcinek 4.


W Polsce powiatowej na ulicach, w pubach, kawiarniach i w innych okolicznościach przyrody od kilku miesięcy już trwa walka, aby nie oddać miast, gmin i powiatów 'dobrej zmianie'. Znamy cenę. Nasze miasto może się wzbogacić o kilka pomników sekty smoleńskiej, Reggaeland zamienimy na Festiwal Pieśni Radiomaryjnej, na Starym Rynku nie napijemy się piwa, nazwę ulicy Słonecznej zmienimy na Nacjonalistów Najlepszego Sortu itp. itd. Tak że pamiętajcie, ostrzegaliśmy i rozliczymy i to nie tylko 'dobrą zmianę'.


Lekcja na dzisiaj:


1/ Przypomnimy sobie, jak obliczane są mandaty radnych na podstawie zebranych głosów wyborczych.
2/ Obliczymy ilość zdobytych mandatów dla kilku wariantów koalicji wyborczych.  
3/ Podsumujemy powyższe punkty i wyciągniemy wnioski.


Część pierwsza. 


Prognozujemy wyniki wyborów.











  • Sondaże wyborcze;
  • Preferencje wyborcze Płocczan
  • Podział głosów na poszczególne okręgi wyborcze.
  • Przydział mandatów według reguły d'Hondta  







Sondaże wyborcze

Ponieważ powtarzanie jest matką nauki, to jeszcze raz policzymy mandaty radnych krok po kroku.

Na czym się opieramy? Oczywiście na sondażach wyborczych. Dlatego biegusiem wchodzimy na stronę http://ewybory.eu/sondaze/ Zrobili dla nas ogrom roboty, tak że dziękujemy bardzo. Szczególnie ślinka leci na zestawienia miesięczne, gdzie mamy uśrednione wyniki nieobarczone wyskokami pojedynczych sondaży i nimi będziemy się posługiwać. Naszym oczom ukazał się taki obrazek:

Grafika 1: Portal ewybory.eu. Średnia prognoz z ostatniego miesiąca.







Nas interesuje średnia z ostatniego miesiąca z uwzględnieniem wyłącznie osób zdecydowanych, czyli szary wiersz. Głosów niezdecydowanych nie będzie w urnach, tak że pomijamy różowy pasek. Oczywiście suma w wierszu zawsze daje 100 jak 100 %. 


Przystępujemy do wypełniania naszej magicznej tabelki. Tak naprawdę to uzupełniamy tylko niebieską kolumnę e-wybory przyporządkowującą poszczególnym komitetom wyborczym odpowiedni procent głosów z sondaży. Ja zamiast wpisywać wynik w procentach, wpisuję w promilach, czyli dla PO 169.

Tabela 1: Wprowadzamy wyniki sondaży do arkusza PO 

Komitet
Głosy i mandaty w okręgach
Płock
e-wy bory
man
daty
1234
PO41
58
29
34
162169
.N










PiS










PSL









SLD










Razem









Korwin









Kukiz 15










Preferencje wyborcze Płocczan

Arkusz w kolumnie 'Płock' skorygował wartość 16.9% do 16,2%, zgodnie z preferencjami Płocczan dla partii politycznych. Dokładne wyliczenie tych preferencji znajdziemy w odcinku 3 w tabeli 1. Tutaj podaję najistotniejszy jej fragment:

Tabela 2: Preferencje Płocczan odnośnie partii politycznych. 
PiSPORazemKorwinPSLLewicaKukiz 15.N
-1,1%-4,3%18,7%-10,4%2,6%36,9%-7,5%-12,9%
     

Podział głosów na poszczególne okręgi wyborcze.

Dalej arkusz przeliczył prognozowany podział głosów na poszczególne okręgi. Jest to fundamentalnie ważna specyfika płockich wyborów, ma duży wpływ na podział mandatów. Poszczególne okręgi mają własne preferencje i nie sposób tego pominąć przy prognozowaniu. I tak widzimy, że spośród 162 przeliczeniowych głosów oddanych na PO, 41 przypadło na okręg 1, 58 przypadło na okręg 2 itd. 

Wpływ rozkładu głosów w poszczególnych obwodach na wynik wyborów opisałem w odcinku 2 . Dokładny podział zawiera poniższa tabela. 

Tabela 3: Rozkład głosów w poszczególnych obwodach wyborczych.
Komitet
Mandaty w okręgach
1234
PO25%36%18%21%
.N25%36%18%21%
PiS23%30%25%22%
PSL29%24%26%21%
SLD30%19%14%36%
Razem26%29%22%23%
Korwin26%29%22%23%
Kukiz 1526%29%22%23%

Dodać muszę, że licząc od góry, to dla pierwszych pięciu partii podział obliczyłem na podstawie wyborów samorządowych z 2014 roku. Dla PO i .N przyjąłem ten sam podział. Ostatnie 3 partie nie brały udziału w tamtych wyborach. Przyjąłem dla nich podział proporcjonalny do liczny wszystkich głosów oddanych w wyborach. Taki podział wydaje się jak najbardziej na miejscu, zwłaszcza, że te partie nie stoją wysoko w sondażach i prawdopodobnie nie ugrają nic w płockich wyborach. Można dokładny podział wyliczyć na podstawie wyborów 2015, ale to ogrom pracy, na dzień dzisiejszy byłby nieadekwatny do efektu.         


Pozostaje wpisać dane dla pozostałych partii do kolumny 'e-wybory' i mamy prognozowany podział głosów według komitetów wyborczych i okręgów. 

Tabela 4: Podział głosów według komitetów i okręgów wyborczych 
Komitet
Głosy i mandaty w okręgach
Płock
e-wy bory
man daty
1234
PO41
58
29
34
162169
.N43
61
31
36
170195
PiS83
111
93
79
367371
PSL13101194342
SLD24
161229
8159
Razem910783328
Korwin78662730
Kukiz 15212318198188


Przydział mandatów według reguły d'Hondta  



No to znaleźliśmy się w kluczowym momencie wyborów. Trzeba przeliczyć głosy na mandaty. W Polsce do wyliczania podziału mandatów w okręgach wyborczych stosujemy regułę d'Hondta. Powinniśmy jej poświęcić oddzielny odcinek albo kilka. Opisana jest dokładnie w internecie w wielu miejscach. Ja korzystam z pierwszego z brzegu wygooglanego kalkulatora wyborczego.  



Oczywiście sercem wyborów w metodzie d'Hondta jest okręg wyborczy, a nie całe miasto. To okręgi decydują o podziale mandatów, nie średnie globalne. Stąd tak istotnym w prognozie jest jak najbardziej zbliżony do realnego rozkład głosów na poszczególne okręgi. Zatem dla okręgu 1 wpisujemy dane do kalkulatora

Grafika 2: Wpisujemy głosy z okręgu 1 do kalkulatora wyborczego.





















Grafika 3: Wyliczenia kalkulatora wyborczego dla okręgu 1.


Trafił nam się doskonały przykład ilustrujący metodę d'Hondta. Proszę zwrócić uwagę na rozkład procentowy zdobytych głosów. PO i .N zdobyły po 2 razy mniej głosów od PiS, ale 3 razy mniej mandatów. SLD z prawie 2 razy gorszym wynikiem od PO i .N zdobyło tyle samo mandatów.



Zatem możemy wpisać do tabeli wyniki podziału mandatów w okręgu 1. Pisanie formuły dla arkusza kalkulacyjnego pewnie by mi zajęło mnóstwo czasu, dlatego lepiej posłużyć się gotowym kalkulatorem.


Tabela 5. Podział mandatów metodą d'Hondta w okręgu 1 
Komitet
Głosy i mandaty w okręgach
Płock
e-wy bory
man daty
1234
PO41158
29
34
162169
.N43161
31
36
170195
PiS833111
93
79
367371
PSL13101194342
SLD241161229
8159
Razem910783328
Korwin78662730
Kukiz 15212318198188


Teraz pozostaje nam przeprowadzić żmudne wyliczenia dla okręgów 2, 3, 4 i otrzymujemy prognozę wyników wyborów samorządowych AD 2018 dla miasta Płocka, według aktualnych sondaży wyborczych.

Tabela 6: Kompletna prognoza wyborów 2018 dla miasta Płocka. 
Komitet
Głosy i mandaty w okręgach
Płock
e-wy bory
man daty
1234
PO4115822913411621695
.N4316123113611701955
PiS833111393479336737113
PSL13101194342
SLD241161229181592
Razem910783328
Korwin78662730
Kukiz 15212318198188

13:12 dla zwolenników 'dobrej zmiany'. 

Część pierwsza jest powtórzeniem poprzednich odcinków, teraz wypada zbadać nowe obszary, czyli to co lubimy najbardziej.




Część druga. 



Budujemy koalicje jak z klocków lego.



Budujemy na papierze koalicje i mierzymy jej wynik wyrażony mandatami. Metodologia oczywiście jak w części pierwszej, tylko zamiast głosów na pojedyncze partie wstawiamy sumę głosów partii tworzących koalicję. Dlaczego mamy wariant z PSL i bez? Ano dlatego, że nie widziałem nigdy na fotografiach rodzinnych płockiej opozycji 'dobrej zmiany' przedstawiciela PSL.    


Koalicja: PO + .N + SLD. 

13:12 dla przeciwników 'dobrej zmiany'. 


Tabela 7: Podział mandatów gdy koalicję tworzy PO+ .N + SLD 
Komitet
Głosy i mandaty w okręgach
Płock
e-wy
bory
man
daty
1234
Koalicja1083134471399341213
PO41582934162169
.N43613136170195
PiS833111393379336737112
PSL13101194342
SLD241612298159
Razem910783328
Korwin78662730
Kukiz 15212318198188



Koalicja: PO + .N + SLD + PSL

15:10 dla przeciwników 'dobrej zmiany'. 


Tabela 8: Podział mandatów gdy koalicję tworzy PO+ .N + SLD + PSL.
Komitet
Głosy i mandaty w okręgach
Płock
e-wy
bory
man
daty
1234
Koalicja12041444833108445515
PO41582934162169
.N43613136170195
PiS832111393379236737110
PSL13101194342
SLD241612298159
Razem910783328
Korwin78662730
Kukiz 15212318198188



Koalicja 1: PO + .N + SLD + PSL

Koalicja 2: PiS + Kukiz 

13:12 dla zwolenników 'dobrej zmiany'. 


Tabela 9: Podział mandatów gdy koalicję tworzy PO+ .N + SLD + PSL 
drugą koalicję tworzy PiS + Kukiz.  
Komitet
Głosy i mandaty w okręgach
Płock
e-wy
bory
man
daty
1234
Koalicja 112031444832108345512
Koalicja 210531353111498344813
PO41582934162169
.N43613136170195
PiS831119379367371
PSL13101194342
SLD241612298159
Razem910783328
Korwin78662730
Kukiz 15212318198188





Część trzecia. 



Podsumowanie, wnioski i zalecenia.



Tabela: Symulacja ilości zdobytych mandatów w zależności od różnych wariantów koalicyjnych. 
Wszyscy osobno .N + PO + SLD .N + PO + SLD + PSL.N + PO + SLD + PSL vs PiS + Kukiz
Koalicja Demokratyczna131512
PO5
;N5
SLD2
PiS131210
Zła Koalicja13



Grafika: Symulacja ilości zdobytych mandatów w zależności od różnych wariantów koalicyjnych. 























Prawda jest taka, że moje przewidywanie jest tak samo pewne w przyszłości, jak stan kota Schrodingera. To znaczy wszystkiego dowiemy się po otwarciu urn wyborczych i zliczeniu głosów. Niemniej jednak przeprowadziliśmy eksperyment myślowy, którego prześledzenie wzbogaca nasz wgląd w mechanizm wyborów.

Symulacja ukazuje jasno i dobitnie, że niezależnie od tego, ile głosów zdobędą reprezentanci poszczególnych partii, to w szranki przeciwko 'dobrej zmianie' najlepiej będzie stawać w jak najszerszej koalicji.     






W przeciwnym razie nasze miasto może się wzbogacić o kilka pomników sekty smoleńskiej, Reggaeland zamienimy na Festiwal Pieśni Radiomaryjnej, na Starym Rynku nie napijemy się piwa, nazwę ulicy Słonecznej zmienimy na Nacjonalistów Najlepszego Sortu  itp. itd. Tak że pamiętajcie, ostrzegaliśmy i rozliczymy i to  nie tylko 'dobrą zmianę'.







Spis artykułów. Wybory samorządowe 2018 w Płocku