środa, 31 maja 2017

PiS, to nie Kaczyński, to my. My wszyscy.

PiS, to nie Kaczyński, to my. My wszyscy jesteśmy winni w różnym stopniu woli i świadomości działań i zaniechań naszych. A Kaczyński tylko wybrał z pośród nas najgłupszych i najbardziej pazernych. I ubrał ich w partyjne garnitury, mundury i sutanny, i w kaski i w niedzielne sukienki. A bezczynność większości społeczeństwa (bardziej widzów, niż uczestników), sprzyjający wiatr i jasne zdefiniowanie wrogów wewnętrznych i zewnętrznych, a także zwykłe przekupstwa i kłamstwa pozwoliły Kaczyńskiemu wygrać wybory.
Dla zmyłki i dla uciszenia resztek sumienia, odwrócił pojęcia: łajdactwo nazwał miłością, burdel - porządkiem, upadek - godnością, potrzeby własne - dobrem ojczyzny, widzimisię - prawem, złodziejstwo - sprawiedliwością. Obiecał osądzić i ukarać rządy i sądy i nie oszczędzić mężczyzn, ni kobiet, ni dzieci nie-wyznawców, nie-swoich, nie-Polaków... I trafił w dziesiątkę. Wskazał winnych i dał usprawiedliwienie, dał powody nieudacznikom i szumowinom do nienawiści, a w następstwie do zbrodni. W XXI wieku w środku Europy Kaczyński wyniósł na tron siłę ponad rozum, wiarę ponad naukę, i chęci ponad możliwości.
Nic to nowego w dziejach ludzkości, że władze państwowe sankcjonują bezprawie i doprowadzają naród do upadku za zgodą, za aprobatą większości tego narodu. I zawsze, wcześniej, czy później, ten sam naród, który wyniósł do władzy zbójów, jak zbójów ich traktuje, jak zbójów sądzi i jak zbójów karze.
Już dziś widzę Kaczyńskiego, Dudę, Szydło, Macierewicza, Ziobro, Błaszczaka, Gowina i innych, jak oskarżają się nawzajem, jak plują na siebie, by się ratować.
Najgorsi łajdacy na ogół są największymi tchórzami.

Dzisiejszy wyrok Sądu Najwyższego w sprawie ułaskawienia Mariusza Kamińskiego, przywraca wiarę w praworządność w Polsce.
Być może zdołasz Pan jeszcze, Panie Kaczyński, zdusić tę wiarę, odsunąć karę, ale lawiny już Pan nie zatrzymasz, gniew ludu już widać, już czuć.

Adam Czejgis.

wtorek, 30 maja 2017

Pomidor,TRZY RAZY TAK!

Nie śmiejcie się z Adriana, nie lekceważcie go!
Plebiscyt zwany konsultacyjnym "Referendum Konstytucyjnym", to pomysł groźny dla Polski i szansa dla Adriana na nowe otwarcie. Można sformułować pytania, tak wieloznacznie i z takimi akcentami patriotycznymi, że głosowanie na tak będzie oczywistą oczywistością dla większości naszej buraczanej społeczności. Wiem to, bom też Burak. Na tak zagłosują Buraki  ze strachu przed obcymi, których nie znają, których widzą tak jak im widzieć wygodnie. I pójdą do urn przeciwko wydumanym elitom i ze strachu przed Inteligentem, którego również nie znają, nie szanują, którym gardzą - z wzajemnością. A granica między nimi coraz bardziej płynna i niestety coraz więcej Buraka w Inteligencie i coraz to mniej Inteligenta w Buraku. Zależnie od potrzeby buraczana treść w inteligenckiej estetyce, lub złote myśli w buraczanej formie. Do tego złe emocje: zawiść, pieniactwo i umiłowanie własne. A mądry cham o wiele groźniejszy od głupiego - dla siebie, dla otoczenia, dla ludzkości.
Od wieków wykorzystuje to Kościół Katolicki, od lat Kaczyński, a i Duda z pomocą Łapińskiego daję radę. 

Teraz będzie prywata - subiektywnie i bez samokrytyki.
Liczba kłamstw, pomówień, złośliwości i wulgaryzmów ze wszystkich tysiąca pól politycznej walki - poraża! Szczególnie, gdy głupieją ludzie dobrzy, wartościowi.... 
I pomyśleć, że jeszcze niespełna rok temu z bloga płockiego KOD usunięto mi, z powodów estetycznych, wpis, w którym cytując słowa pewnego niemiłego gościa napisałem dwa okropne słowa: ku..a i c.uj. C.uja zmieniłem na k.tasa - nie pomogło.
Chcemy czy nie, wulgaryzmy są integralną częścią wszystkich języków świata. Ich ciętość jak ostrze noża może godzić w serca, ale i (o wiele rzadziej) wzbogacać siłę pozytywnych przekazów. Błoto jak i miód i brudzi i leczy. Miłość do ludzi, kultura i odwaga w treści naszych postępowań to sedno naszego człowieczeństwa. Reszta to tylko formy, tylko opakowania.

Większość życia spędziłem na przedmieściach i na budowach w Polsce, w Europie i dalej. I nasłuchałem się tam przekleństw i wyzwisk w dawkach ogromnych i językach wielu. I sam nie kląłem, nie wyzywałem "bez potrzeby"(jak jedni) i nie byłem "przesadnie" grzeczny jak inni). I nie zdobyłem tym przyjaciół wielu, ale ci nieliczni pozostali zemną do dziś. Za "mądry" dla jednych, za głupi dla drugich, szedłem własną drogą trudną i bolesną, ale w sumie szczęśliwą. I w tej wyśmiewanej przez "wykrztałciuchów" szkole życia nauczyłem się trudnej sztuki słuchania. Tych, których nie lubiłem, nie rozumiałem - słuchałem na równi z szanowanymi, lubianymi, kochanymi. Tych, których uważałem za szkodników i idiotów słuchałem, także samo jak mędrców niekwestionowanych. Każdy z nich miał swoje cele, swoje własne racje, a moje ich rozumienie wciąż ewaluowało i ewaluuje do dziś. I mędrcy i głupcy po równo dzień w dzień uświadamiają mi, że moje małe prywatne, indywidualne racje i racyjki, pretensje i pretensyjki powinny zostać we mnie. I zostawały - nie było internetu, nie było fejsa.

Całe to moje pisanie, to takie uniwersalne buraczenie. Każdy po przeczytaniu z czystym sumieniem może sobie powiedzieć, że ten zły to nie on. I o to chodzi.....?

Adam Czejgis.

środa, 24 maja 2017

Jaka jego władzy mać.

Dla pana min. Ziobry i pana min. Błaszczaka, opowiastka dawna dla dobrej służby i ku utwardzeniu serc.
Wy nie winni! To Tusk, to Schetyna, to niepolskie media, prochy i inne takie okoliczności, heretyki, lewaki, sądy, prądy..... i ich mać.
Historia dawna, autentyczna i (że tak brzydko nazwę) na czasie. Zmieniłem tylko imiona jej bohaterów. Nie znam ich dalszych losów, nie wiem czy chcieliby upublicznić swoje dzieje. Historia, z przewagą takich niewiadomych, które zawsze wiadomo co znaczą.

1975 r. Letnia sobotnia noc, zabawa w remizie strażackiej na podwarszawskiej wsi.
Marian lat 25, Warszawiak, elektryk z FSO tańczy z Narcyzą, koleżanką z pracy, panną miejscową. Nagle, zabawę przerywają głośne przekleństwa i przeraźliwy krzyk dziecka.
To Robert, ksywa Jastrząb szeryf miejscowy w stopniu plutonowego (nieumundurowany wówczas) okłada pięściami Poldka, dwunastoletniego wyrostka. Maniek, w jednej chwili zostawia Narcyzę i jedyny z pełnej sali rusza na pomoc bitemu chłopcu.
 - Zostaw dzieciaka, takiś mocny palancie, to spróbuj się ze mną - woła.
Dzielnicowy Jastrząb puszcza wrzeszczącego Poldka i z furią naciera na Mariana. Maniuś głębokim przysiadem unika chaotycznych ciosów dziecięcego boksera, po czym chwyta go za zwisający krawat i prostując się wali głową w jastrzębią szczękę. Plutonowy Jastrząb pada bez czucia.
- Uciekaj! Uciekaj, bo cię zabiją - Woła przerażona Narcyza i siłą wyciąga Mańka z remizy.
Idą na stację kolejową, jest noc, nie jeżdżą pociągi.
Przytuleni drzemią na poczekalni, kiedy wchodzą funkcjonariusze. Dzielni milicjanci, ignorując protesty Narcyzy, zakuwają chłopaka w kajdanki i przy pomocy pałek i kopniaków wrzucają go do radiowozu. Przez 6 km. drogi do powiatu, skutego leżącego na podłodze łazika kopią, depczą, wyzywają.
Już na Komendzie w pustym pokoju przykuwają go do kaloryfera. Przez całą noc składają mu wizyty co rusz to nowi koledzy plutonowego Roberta vel Jastrzębia.
- To ten C.uj, co pobił Jastrzębia.
- Niewyględny sk..wiel jakiś.
- Nauka być musi, k..wa.
i walą w Mańka jak w bęben, czym popadnie, pałą, ręką, nogą.

Niedzielny poranek. Półprzytomnego znoszą na dołek i zostawiają samego.

Poniedziałek rano. Pod celę wchodzą, komendant i "poszkodowany" dzielnicowy Robert. 
Marian z trudem siada na drewnianej pryczy.
- Możesz chodzić? - pyta komendant.
- Chyba mogę.
- No to wy..erdalaj! My nie pamiętamy, ty zapominasz. No biegusiem, biegusiem, won!
- Ale, ale, panie komendancie, on podpada pod prokuratora...- Jastrząb próbuje protestować.
Cicho k..wa! - usadza go przełożony. 
Marian brudny, siny, ze złamanym nosem i żebrami - jest wolny.

Kilka miesięcy później. Narcyza od kilku dni nie pojawia się w pracy. Zaniepokojony Marian postanawia ją odwiedzić. Zaraz po pracy wsiada do pociągu. Jest późna jesień, gdy wysiada już się ściemnia. Najkrótsza droga do domu dziewczyny prowadzi wąską ścieżką wzdłuż torów kolejowych.

Tego samego wieczora, tą samą wąską ścieżką przy torach, jak co dzień na rowerze jedzie do pracy Antoś Piekarz. W słabym świetle rowerowej lampki nie zauważa leżącej przeszkody i wjeżdża wprost na nogi nieprzytomnego Mariana. Antoś Piekarz przewraca się, obija nieco i ratuje życie człowiekowi.
Nogi leżały na dróżce, szyja na szynie.

Po kilku dniach Marian opowiada:
- Od stacji szło za mną dwóch facetów, jeden był w mundurze. Więcej nic nie pamiętam.
Czy można wierzyć Mariankowi? Mocno dostał w głowę i to nie raz przecież. Po za tym ciemno było, może był zmęczony po pracy, może pijany, może zakochany.....? A może wcale go tam nie było?
Historyjka stara - standardy jakby najnowsze.

Adam Czejgis.

czwartek, 11 maja 2017

Osiemdziesiąta piąta "Klauzula Sumienia"

Człowiek, to jedyne w wszechświecie takie bydle, które każde swoje łajdactwo usprawiedliwić potrafi. Aby winą własną obdzielić przyjaciół i wrogów, by zagłuszyć sumienie - jeśli je posiada.

Jarosław Kaczyński, prowincjonalny satrapa o ego cesarza świata. Wygrał wybory i zapomniał kim jest, co może.
Więzień, który sam siebie zamknął i sam siebie strzeże. A umiejętnie podtrzymywane przez Macierewicza i innych, jego fałszywe wyobrażenia o zewnętrznym świecie, jego kompleksy i ból po stracie brata, a przede wszystkim przekonanie o własnej wielkości i nieomylności, zabełtały mu rozum, zastąpiły serce.
Jarosław Kaczyński, człowiek, od którego zależy los milionów Polaków, to emocjonalna galareta, to mieszanka wybuchowa strachu i nienawiści.
Prezes Kaczyński na rozbujanej drabince, ze starą zardzewiałą bombą w dłoniach, zapala i gasi, i znów zapala lont z niewyobrażalnych żalów i wrogości do większości Polaków - za to, że go nie popierają, nie rozumieją, nie cenią, nie kochają. I  kłamstwem usprawiedliwia własne braki i swoje tyraństwo, kłamstwem o rzekomych zagrożeniach Polskości, o obronie wydumanych ideałów i wiary, którym nic nie zagraża. I atakuje i obraża i napuszcza na Boga ducha winnych rodaków wojsko, prokuraturę, policję i  przyjaciół "Narodowych Krzyżowców".

Panie Kaczyński pańscy sprzedajni "artyści", niedouczeni posłowie i prawnicy, pańscy tanio kupieni siepacze....-przeminą.
A nasze róże białe i niewinne - są wieczne.

Adam Czejgis.

wtorek, 9 maja 2017

Ślepa miłość,"mylny błąd" i lokowanie produktu.

zdj. Renata Zawadzka - Ben Dor.
Czy powyższe zdjęcie starszego jegomościa w pasiastej koszulce, w towarzystwie między innymi Mateusza Kijowskiego, może świadczyć, że stoi on murem za Mateuszem?
Czy też usytuowanie rzeczonego pasiaka, nieco za Kijowskim i jego nie w pełni uchachana  facjata zaświadcza raczej, iż jest on Mateusza przeciwnikiem?
"Mylny błąd", proszę Szanownego Państwa - fotografia ta przedstawia jak bardzo ten muł pasiasty ma wywalone na to, co o nim myślą koleżanki "lepiej wiedzące" i koledzy "wszystko wiedzący" z każdej ze stu stron KOD-barykady, którą właśnie rozpieprzają równo i solidarnie. 
A ten jego uśmiech blady, siwy i pomarszczony, to tylko takie naiwne złodziejsko-zdradzieckie przywiązanie do wolnej ojczyzny, to tylko szacunek dla wolnych rodaków.
To tylko taka głupia ślepa miłość do ludzi. To troska i wybaczanie. To strach i nadzieja - na pohybel nienawiści i pogardzie, na przekór chorobom, na złość starości.

Wpis powstał chwilę po ostrej i niemiłej kłótni przyjaciół, niegdyś? - nie głupich, niegdyś? - dobrych ludzi, niegdyś?
Tekst pisany emocją i ogródkami. I w niepewności czy publikując go nie stanę się kolejnym smutnym "Niegdysiem"?
Ktoś mi to powie - kiedyś. Ale czy zrozumiem - wtedy?
Łatwo się ubabrać, kiedy czasy brudne. I nie tylko od nas zależy ile świństwa nam się do serc poprzylepia.
Jedno jest niezmienne - najbardziej śmierdzą, najmocniej chlapiący.

Adam Czejgs.

poniedziałek, 8 maja 2017

Nie oddamy wolności i pogody ducha.

 
zdj.Iwona Modrzejewska.
Pod zdjęciami uśmiechniętych Koderek i Koderów z Płocka "Ktoś" napisał:
"Brak demokracji w Polsce, a wy tacy zadowoleni - wstyd!!!"

Jakoś się nie wstydzę, ale też nie potępiam owego "Ktosia" i broń Boże, nie obrażam się na niego.
Pogoda ducha i dobry humor, to wyraz i jedna z głównych składowych naszej wiary w zwycięstwo, naszego przekonania, że autorytarne rządy PiS, to tylko taki wybryk natury - jak śnieg w maju, spadająca cegła w drewnianym kościele, czy cielak z dwoma głowami.
Nasze uśmiechy są dowodem przegranej polityki wieloletniego straszenia Polaków. Śmiejemy się, bo jakoś nie boimy się uchodźców, których w Polsce nikt nie widział, i nie boimy się Unii, ani Niemców i Francuzów, ani "Genderów" i Lewaków, ni diabłów, ni czarownic.
Nie lękamy się też ponurych stękań i groźnych pomruków zagubionego starszego pana na drabince. I nie klękamy przed krzykiem i "mussolinimi" minami pana Prezydenta. 
Nie zauważyliście "Ktosie", że wahadło już się odbija. Nie widzicie spadających z oczu klapek. Nie słyszycie kroków "dziejowej sprawiedliwości"
 Drodzy "Ktosie"!
Wasza pycha kroczy przed Waszym upadkiem. A nasz uśmiech - jak pierwsza jaskółka powrotu normalności - to stary jak świat uśmiech wiosny.
A wylewające się w internecie z Was i niestety niekiedy także z nas,  "święte racje" - nienawiść, pogarda i zarozumialstwo - to takie brzęczenie komarów dumnych ze swojej wielkości, lub złośliwa satysfakcja zarażonego kleszcza. "Drapieżnych lalek"- mrzonki o wielkości.
  Adam Czejgis.

czwartek, 4 maja 2017

Przecież sam siebie nie ułaskawię ...?

Nie tak dawno temu, jeden "mądry" z wąsikiem wydzierał się o powstaniu Tysiącletniej III Rzeszy.
Dziś inny równie nadęty i krzykliwy, skromniej nieco, obiecał nam budowę stuletniej V Rzeczypospolitej.

"Od rzemyczka do koniczka." Złapał, ściska koniec lejcy, batem świszcze i ... wio!
Nie chce widzieć, że bicz, co strzeli, to coraz boleśniej w Polaków uderza. Coraz to więcej  niebezpieczeństw gotuje, coraz więcej praw, umysłów, domów i drzew łamie. Nie widzi, bo nie chce widzieć, że koni przed nim nie ma, nie było i nie będzie.

A kiedy już się wykrzyczy, wymodli do bólu, na podpisuje, najeździ na nartach, wtedy czasem nachodzą nań przypomnienia, zwątpienia i strachy:
Przecież sam siebie nie ułaskawię. Prezes już mnie nie kocha, premier ma swój kłopot, tatuś toruński drogi...
 - Wiem, wiem, eureka! Zmienię Konstytucję! Zostanę cesarzem! Jak prawo przeszkadza, to wymienię prawo. Jak Polacy staną na drodze -wymienię Polaków. Jeśli to nie pomoże - zlikwiduję ...

Do przestraszenia się z Państwem.
Adam Czejgis.

środa, 3 maja 2017

..."którzy są"..." nie będą chcieli przyznać tego, że są"....

"Ci którzy są potomkami zdrajców, nigdy ni będą chcieli przyznać tego, że są potomkami zdrajców."

Jeden z moich pradziadów, był fałszerzem i przemytnikiem - odwiedził on więzienia we wszystkich zaborach.
Inny pradziad, bił "Białych" z Armią Czerwoną, od Ukrainy po Ural - zginął od ciosu kłonicą zadanego przez okradanego "kułaka".
Dziadek, warszawski tramwajarz, Akowiec, antykomunista - zmarł na gruźlicę krótko po wojnie. Drugi dziad, zawodowy żołnierz "Wilniuk" - zmarło mu się młodo.
Ojciec, nastoletni partyzant i żołnierz wyklęty.
Matka, "dziecko wojny" , dziś już tylko ja i Bóg wiemy, ile wycierpiała.
Wuj, brat mamy, powstaniec warszawski, w lesie do1947 r. Do śmierci przeklinał błędy "Wyklętości".

Mając takich przodków,kim jestem dla Pana Prezydencie "Niezłomny"- zdrajcą, przestępcą, obrońcą zdrajców, piewcą nieprawości, fałszerzem historii?  Czy tylko obywatelem tolerowanym ledwie, bo nie Pańskim wyborcą, i nie wielbicielem? 
Wszyscy mamy swych zmarłych, Panie Prezydencie, i tak jak my sobie ich nie wybraliśmy, tak i oni nie wybrali nam naszych wartości, naszej wrażliwości.

Nadymasz się jak balon i sądzisz jak Sąd Ostateczny. Na obywatelach kraju, którego  ponoć jesteś Prezydentem, na ich sercach, ich godności odbijasz sobie własne kompleksy, swoją bezsilność i ubezwłasnowolnienie. Modlisz się publicznie, potem ogień zapalasz pod kotłem, w którym diabeł miesza. 
Twoje słowa Panie Prezydencie mogą być zachętą do wykluczenia, do czynnej rozprawy z dziećmi za winy ich rodziców, ich dziadów.

"Oni będą walczyli z prawdą historyczną."
Pan to wie Panie Prezydencie?

Do czego jeszcze się Pan posunie, by się wybudować, by zło usprawiedliwić, by zgłuszyć sumienie?
Odpowiedzialność zbiorowa, odpowiedzialność historyczna, odpowiedzialność pokoleniowa, to znaki szczególne wszystkich tyranów świata.
Czy Pan Panie Prezydencie "Niezłomny" nie widzi, że Pańskie słowa mogą być poczytane, przez polskich krypto faszystów z pod różnych szyldów, jako przyzwolenie i usprawiedliwienie terroru.
Kim Pan jest Panie Prezydencie, że przyznajesz sobie prawo do plucia nam w oczy? Kto dał Ci mandat na dzielenie Praw Rzeczypospolitej na te przestrzegane, bo wygodne i te odrzucone, bo niewygodne, bo przeszkadzają?
Jakim prawem sądzisz i dzielisz obywateli własnego kraju na historycznie lepszy i gorszy sort?

 Prezydencie Polski i Polaków Panie Andrzeju Dudo, Urząd, który masz zaszczyt sprawować na pewno wymaga szacunku. 
Jak ja obywatel gorszego sortu, z złodziejskim genem zdrady narodowej mam Pana szanować, skoro Pan ani swego urzędu, ani siebie nie szanujesz, a mnie odmawiasz Polskości, honoru, prawości - człowieczeństwa?

Adam Czejgis.


poniedziałek, 1 maja 2017

"Bo dobry Bóg już zrobił, co mógł, teraz trzeba zatrudnić pisowca"

Ogrodnik.

Szybka i bezbolesna zmiana treści Pisma Świętego była niestety niemożliwa. Wymyślono zatem, ażeby treść świętą mocno przerwać, a następnie wyselekcjonowaną rozsadę przeflancować bezpośrednio na łono, pomiędzy zakorzenione już treści: nacjonalistyczne, ksenofobiczne i smoleńskie. Tak też uczyniono i - nawożąc starannie gnojem obiecanym, podlewając wodą święconą perfumowaną - spokojnie oczekiwano na mutację i plony.
Niestety, coś poszło nie tak. Czy to selekcja nie odpowiednia, czy też łono niewdzięczne, a może zła euro pogoda, lub zatruty nawóz  wymieszany z watykańską wodą, sprawiły, że mutacja owszem, owszem, a i plony, na pierwszy rzut oka ,wydawały się znakomite - gdyby nie to, że z czasem wyrosły ponad miarę mutant "Wielki Cham Polski", zanim zdobywać świat, związał ogrodnika, obżarł mutaciątka i pod miedzą zasnął.
          ....................
Król.

Jak krew wypić i dziur nie zostawić.
Jak obdzierać, by chwalił obdarty.

Daj jednemu - dwóm zabierz trzykroć, to co dałeś.
Różnice  porozkładaj po wdzięcznych kieszeniach.
Zawsze miej baczność - komu brać, kogo obdarowywać.
Modyfikuj kryteria - kto wróg, kto przyjaciel.
Odwróć słowa, przenicuj wartości - zapomnij, żeś człowiek.
Wierz, że jesteś przeznaczeniem - odstępstw nie wybaczaj.
Nie żałuj, żeś lepszy - nie płacz nad trumną, ani nad kolebką.

Miej winnych na podorędziu - na każdą okazję, na każde skinienie.

A kiedy pod żebrem poczujesz zimnego kolegę,
nie gniewaj się, to twój uczeń wdzięczny,
przytul go, ucałuj.
Umarł król nauczyciel - niech żyje król uczeń!
Umarł król uczeń - żyją nauczani.
           .....................
Żołnierz.

Do nogi broń! Prezentuj broń!
Ku chwale ojczyzny towarzyszu ministrze! 
Ku chwale ojczyzny ojcze dyrektorze!

Żołnierz strawy potrzebuje i opieki boskiej.
Minister kocha wojsko, minister karmi wojsko.
Bóg kocha wojsko, ma wojsko w opiece.

Żołnierzu komu przysięgałeś, na co przysięgałeś?
Na wariacje na temat Konstytucji, na - dobrze będzie,
czy na - niech Pan Bóg broni ?
Czy należy słuchać rozkazu niezapamiętania?
          ....................
Berek.

Stoimy - oni ganiają. 
Nie dotykają (brzydzą się?) 
Gonią straszą obiecują.
Poproś - złapią, zawołają:
- Berek!
Przyjmą do goniących.
Odroczą zagrodę.
           .....................
Adam Czejgis.