sobota, 31 marca 2018

Wiosenna niemodna piosenka.


Wiosenna niemodna piosenka.

W makowcu full maku
W barszczu stos buraków
Aby zdrówko… i z gotówką
Życzym Ci Polaku! Życzym Ci Polaku!

dzić!

Za baranka, łon z ogonem
W dłoniach kijek i postronek
Wlazł na kup, wypiął dup
I jaja święcone! I jaja święcone!

I na nową modę
Zmienił wino w wodę
Łeb umył (za karę)
Włożył marynarę
Krzyczał, warczał, stękał
Pała mu nie miękła
Europa przy nim wiocha
Platforma, wynocha! Platforma wynocha!

Była sobie taka dama
Co nie chciała z rana
Gnała chamów i ułanów
W noc została sama! W noc została sama!

A jak się wymodzi jutro
Sztuczna szczęka, sztuczne futro
Sweterek jak worek
I kalifaktorek.
Sława poszła wont
Zagnali go w kąt
W zamku zgrzytnął klucz
Hej Platformo wróć! Hej Platformo wróć!

I snuje się bajka
Bajka samograjka
Biją kije samobije
W wyświęcone jajka! W wyświęcone jajka!

Miał se Jasiek Baśkę
Baśka miała Jaśkę
A Jarek z Karolem
Co razem w stodole
Zrobili spec rządy
Poszli zwalać sądy
W portki nawalili
Bo przeżarci byli! Bo przeżarci byli!

Nadzwyczajna kasta
Tylko się pochlastać
Trochę krzyżem, trochę pyrzem
Jak za łojca Piasta! Jak za łojca Piasta!

I lała się woda
Taka była moda
Na patriotę, na fircyka
Na konusa, na kleryka
Na chude i grube
Na pannę po ślubie
Na ranek wieczorem
Na zdrowie, co chore! Na zdrowie co chore!

Idzie Wiosna kaczki pieją
Hormony szaleją
Potrzeba doktora, wołają kaczora
Pewnikiem z nadzieją! Pewnikiem z nadzieją!


Adam Czejgis.






wtorek, 27 marca 2018

Zbawicieli ci u nas dostatek.



Chrystusowie narodów: piękni męczennicy, wiarą wszechmocni, wiarą rozgrzeszeni, włażą na krzyże i wleką za sobą ziomków i sąsiadów; wbijają gwoździe w nadgarstki nie swoje i krzyczą... z bólu Janka, Zośki, Basi.


Chrystusowie narodów: piękni bohaterscy, w sumieniach zastępczych: swojego księdza, swojego wójta, swojej religii, swojej nacji, swojej rasy …; z świętą racją i glejtem na zbawienie, mają kogo kopać i kogo - całować.



Chrystusowie narodów: piękni, dumni Polską ponad człowiekiem, dumni Polską ponad Bogiem. Przed telewizorem, i w kościelnej ławce, i przy stole powszednim i przy stole świątecznym, w jednym barszczu dostają władzę, która wie lepiej i ołtarz, który wie najlepiej, i pół jajka, tak wielkie jak kura.

I zwykli szarzy głupi: nie tacy Polacy, bo myślą, bo czują, bo kochają ludzi.
I zwykli, grzeszni, i nie święci tacy, bo widzą i nie wierzą ślepo, i niosą palmy, święconkę, i serca i głowy pod wyblakłym słońcem.
Cicho, jakby ze wstydem.
Albo, wysłali dzieci, wnuki do Kościoła i jest gwarnie, i jest świątecznie, i jest wesoło, i z religii szóstka.

Dostatek ci u nas Tygodni Wielkich, i dnie wszystkie wielkie: Piątki, Soboty, Niedziele.
Bóg jest naszym dłużnikiem, Bóg jest naszym bratem: i rano i wieczór, w pogrzeb i w wesele.
Tak, zbawicieli ci u nas dostatek.

Wesołego Alleluja! Tu i tam, gdzie chcecie i gdzie nie chcecie. Alleluja!

Adam Czejgis.

sobota, 24 marca 2018

Super kuper.


Super trouper Ast, robi robotę: komisarzy UE przerabia jak skończonych idiotów. Podstawia im nogę i mówi, że podaje rękę. Sugerując jednocześnie, a może nawet żądając, by ośmieszeni komisarze swoją głupotę publicznie ogłosili.

Super croupier Morawiecki pieje z zachwytu i niebywały sukces ogłasza. I cieszy się jak dziecko, że, być może, opóźni się o chwilkę wykopanie Polski na zbity pysk z rodziny wolnych i praworządnych państw Unii Europejskiej; i , że, być może, zatrzyma się na sekundę galop Prawa i Sprawiedliwości w kierunku Moskwy.

Czy można zrywać umowy? Można. „ Nie ma takiej rury na świecie, której się nie da odetkać” Można zrywać umowy, ale czy warto, kiedy policzy się zyski i straty, nie tylko te materialne, ale wizerunkowe, moralne… czy warto?

Można, liczyć fałszując? Można: mnożyć korzyści, można lekceważyć straty… ale czy warto?

Można, połamanie traktatów nazwać wstawaniem z kolan; można, bezprawie nazwać powrotem sprawiedliwości. Można, gówno nazwać miodem… ale czy warto?

Można, kłamać długo? Można, ale to trudne, i co dzień trudniejsze, i co dzień o wiele bardziej ryzykowne. Można kłamać długo… ale czy warto?

Czy można - mając wszystkich sąsiadów za kretynów i nie kryjąc się z tym wcale - rządzić w pokoju długo i szczęśliwie? Chyba nie bardzo.....  Można za to, metodą meneli świrów prawdziwych, zrobić w kraju taki rozpiździaj, że ludzie każdą żabę łykną i podziękują za odrobinę spokoju, który tylko nieco mniejszym burdlem będzie.

Takie to szerokie możliwości rozwoju ojczyzny pod światłym przewodem(kaprawymi oczkami) dziś widzę.
Czuj czuj ...
Adam Czejgis.

czwartek, 22 marca 2018

Nauczyciele, ci sami ...

foto: Krzysztof Borkowski
Nauczyciele, ci sami…
Ci sami, co zarodek nad żywego mają,
przeklną narodzonego, gdy nie po ich woli.
Ci sami, co przez Chrzest żyć każą i przez Chrzest umierać,
ci sami sakramentu  odmówią ciężarnej.
Ten sam, co kalekie dziecko przepędził z Kościoła,
bo mu myśli wzniosłe, innością zmąciło,
ten sam osądza, rozgrzesza, nakazuje.
Ten sam, co biskupów Ewangelii uczył,
Ewangelię poszatkował, niewiernych odczłowieczył rano,
by wieczorem modlić się do Boga o śmierć szybką,
w Bożym Miłosierdziu, dla nielubianego Ojca.

Jakież to nauczanie małe, gdy kary tak wielkie.
Jakież to nauczanie małe, gdy pręgierz - za miłość,
a szantaż  - za prośbę.
Dokąd idziesz Bracie Katoliku, co po sobie zostawiasz?
Chcesz żyć wiecznie Bracie Katoliku: pokaż jak I nie zastraszaj.
Nie każ nam patrzeć na Ciało Chrystusa
w Twojej zaciśniętej pięści.


A Ty światły taki, który masz się za sprawiedliwego,
którego bolą zakazy nieludzkie:
pod sukniami biskupów, prałatów, dziekanów, jak mysz
siedzisz i jak mysz popiskujesz z cicha i z rzadka.
Rachunki strat i zysków zakryły Ci horyzonty,
a nieludzka pewność racji wyższych zmroziła serce.


Czy to Ty, czy to Bóg dał nam wolną wolę?
Kto, Bóg...  czy to Ty nam ją wydzierasz?


Adam Czejgis.

wtorek, 20 marca 2018

Bij w PiS, Platformy nie oszczędzaj.

 

Bij w PiS, Platformy nie oszczędzaj: przykazanie pierwsze tak zwanej wolnej prasy. I nie byłoby w tym za wiele złego, gdyby winy tych partii były porównywalne. Kaczyński.. wiadomo, Schetyna…wiadomo, antybohaterzy idealni i w modzie, sprzeda się wszystko i na głupka nie wyjdzie. A „zjednoczenie opozycji” o tym można bez końca; ważne żeby źle, a ludzie kupią. Razem…? Osobno…? Rozmawiają i rozmawiają… ile to można?


Można i trzeba: kłócić się i godzić, brać i oddawać; to sól i pieprz, i chleb powszedni zdrowej demokracji. I ten spór nie za ostry, i kompromis nie za zgniły.


Polska, ta z „epoki przed Kaczyzmu” już nie wróci. Przeorano nam Polakom (także zwolennikom PiS) mózgi, serca i dusze. A rosnąca wrogość dwóch plemion, przy stałej obojętności największego plemienia trzeciego (co je moje to je moje) odczłowiecza nas wszystkich.


Czy jest dziś w Polsce wystarczająco dużo miejsca na całkiem nową liczącą się siłę polityczną?


Myślę, że dziś jeszcze nie, ale już wkrótce na pewno tak. Dla tych wszystkich, którzy pragną wolnej, demokratycznej i praworządnej Polski w UE i w NATO, którzy pragną ojczyzny matki dla wszystkich obywateli bez prześladowań za orientację seksualną, za religię, rasę, poglądy… a nie po drodze im (z różnych względów) z PO, z Nowoczesną, z SLD, z PSL…. Niech nie niszczą sojuszniczych „komitetów” niech budują swoje.

Wołacie o polskich Macronów, zostańcie polskimi Macronami. Nie podoba się wam opozycja, do krytyki dołóżcie działania własne. Nie ufacie opozycyjnym partiom politycznym, zbudujcie partię nową zasługującą na zaufanie. Mówicie: polityka jest brudna. Tak politycy są brudni na tyle na ile nie czyści są ich wyborcy, na ile brudu zechcą, i im, i sobie pozwolić.
Adam Czejgis.

sobota, 17 marca 2018

Dynastia.


Dorastając przestajemy wierzyć w bajki - jedni wcześniej inni później - ale najdłużej, nawet do śmierci, wierzymy w te przez siebie wymyślone.


Tatuś bohater, naukowiec, niespełniony polityk i ględa:

 - „Ja mówię, synu, że powinieneś kończyć zarabiać te pieniądze, to za mało, stanowczo za mało”

Syn, historyk, ekonomista, prezes zarządów i milioner posłuchał tatusia. Został ministrem wicepremierem, później premierem, milionerem mniejszym, ględą większym. Stanowiska ojca narodu jeszcze nie osiągnął, ale odpowiednie ambicje na pewno posiada; idee i wartości także, choć już niekoniecznie swoje.

Jak wielu przed nim, uwierzył pan premier, że pana prezesa wcześniej czy później przeskoczy, a starym wilkom z PC zęby przytępi. Tatuś pomoże, a i umiejętności własnych wystarczy aż nadto. I tak jak wielu przed nim, pan premier wraz z panem marszałkiem seniorem – z całym szacunkiem dla wszystkich – przez pana prezesa wycyckany zostanie, a stare wilki co trzeba dogryzą.

Bo pan prezes to nie jest dziadek salonowiec, pan prezes to gracz, duży gracz, który gra żeby grać. I ani porażka, ani żaden sukces, kombinacji pana prezesa nie zatrzyma. Przeciwnie, każda przegrana dopinguje go do coraz bardziej ryzykownej gry i nawet największa wygrana nie starczy mu na więcej niż na jedną stawkę na jedną niepewną kartę. A pan premier i pan marszałek – za przeproszeniem – na hazardzie politycznym znają się jak ławica jaskółek na pieprzu.

Prawda, że pan prezes na ogół o swoich dba i rzadko kiedy zostawia na lodzie. Pies pogrzebany jest w tym, że ani pan premier, ani pan marszałek senior do tych swoich – z uszanowaniem – nie sięgają i nigdy nie sięgną.

Rozmówki patriotyczne i magiczne tabelki w gabinecie pana prezesa tworzyły nowe nadzieje, obiecywały cuda. Rzeczywistość okazała się za twarda, za bardzo skomplikowana dla – w gruncie rzeczy osamotnionych – raczkujących w wielkiej polityce panów Morawieckich. Suma półprawd i jawnych kłamstw, potknięć i bubli prawnych osiąga właśnie masę krytyczną i wali w rządowe głowy jak nie przymierzając w bęben. Grzmoci także bezpośrednio w prezesa, który chcąc uniknąć wojny na prawicy, będzie wkrótce zmuszony „zadziałać” osobiście.

Była dynastia Piastów, była - Jagiellonów…. Morawieckich - nie będzie. 

Adam Czejgis.


 

piątek, 16 marca 2018

Zbawiciel.



On jest, by zbawiać, Jest wszędzie. Zawsze nad zbawianymi. 
Zbawiani są wszędzie, wysoko nad grzesznikami. 
Rozgrzeszeni zawsze, wyniesieni zawsze, syci zawsze i nienasyceni zawsze. 
Wiszą u bram Raju...I bum! I pierdut! 
Spadają tak nagle, że nie zauważają upadku.
Niepokoją ich nieco, przebiegające obok czarne kamienie.
Zbawiciel uspokaja: Uznaje je za zwidy, strachy na Lachy, zły czar….
- Apage, Satanas. – Mruga.


Budzi Go siwy Cień na poduszce.
- Psik! – Syczy Zbawiciel
Cień nie reaguje.
- Psik! Psik! – Ponawia: mocniej, groźniej.
Cień drży jakby, mętnieje jakby, przewraca się na drugi bok, i nieruchomieje.
- Ki czort? – Warczy Zbawiciel, bardziej zdziwiony, mniej przestraszony. 
Dzwoni telefon: gra tak wesoło, tak beztrosko jak śmiech dziecka.
 - Zbawiciel, słucham – sapie w wielką słuchawkę.
- Źbawiciel, tiucham. Źbawiciel tiucham – przedrzeźnia rozbudzony siwy Cień.


Na schodach dwóch dużych panów. Jeden pali, drugi żuje.
- K....a – Rzuca Papieros
- K....a – Odrzuca Guma.


Późne popołudnie. Zbawiciel pisze list do zbawianych.
Kończy zadowolony i już podpisuje, kiedy przez biurko przechodzi:
kilku żołnierzy w trampkach i ksiądz na bosaka.
Zbawiciel nieruchomieje, pióro jęczy w zaciśniętej pięści.
Za plecami staje Cień.
- Kończ śmiało. Nie bój Boga, to tylko Uboczniaki …. Nieszkodliwe


Noc, On zbawia.
Biegające kamienie, żołnierze i bosy ksiądz przepadli bez śladu.
Cień drzemie na żyrandolu.
- Gdzie oni wszyscy są? – Pyta się On siebie.
- W dupie. - Rzuca za drzwiami Papieros.
- W dupie. – Odrzuca Guma.


Adam Czejgis

poniedziałek, 12 marca 2018

ale ...



Jesteśmy przyzwoitymi ludźmi - mówią - ale …

jesteśmy też Polakami, dobrymi Polakami.

My kochamy wolność

w fotelach, na spacerach, na weselach, na pogrzebach.

Nie jesteśmy jakimiś rasistami – mówią – ale …

tu jest nasz dom, nasze siostry, nasi bracia

na nasze podobieństwo

i niech czarny – z czarną, niech biały – z białą,

niech pies – z suką, kot – z kotką.

My jesteśmy tolerancyjni – mówią – ale …

nie pozwolimy sobie wejść na łeb,

bo to nasz polski, nasz chrześcijański łeb.



Dobrzy z nas ludzie są – opowiadają – ale …

my mamy zasługi

i niech nas nie uczą równości

niech pilnują swoich brudnych garów,

bo to im się mleko przypala.

A nasze: czyste, białe, słodkie

i każdy ma swoje miejsce,

a jak nie ma…

to my zadbamy.



Ewangelii – uczą – ale …

interesy żywotne narodowe

duma, honor, krew …

Nakarmimy głodnego, napoimy spragnionego,

Oddamy mu ostatnią koszulę – obiecują - ale …

nie u nas, tu tłok mamy, przeludnienie mamy.



Żydów szanujemy – klną się – bo to ludzie

Jak my chyba, ale ….

Polacy to oni nie są

i w naszych narodowych sprawach niech nie grzebią,

to może ich pokochamy i będziemy współpracować

na płaszczyznach…  tylko nie tutaj, tu ciemno, zimno

i wiosna się spóźnia.

…………………………………………………………………………………………………………

  

Niedziela na Gdańskim.

Wołamy o pojednanie

między zamkniętym sklepem, a kościołem,

z wygodnej miejscówki przed telewizorem

prosimy o wybaczenie.



Płock 11-03-2018.

Adam Czejgis.








piątek, 9 marca 2018

Nieomylni




Wygrali wybory i mianowali się właścicielami Polski. I już nazajutrz rozpoczęło się wielkie żarcie. I żrą i pęcznieją, i mdli ich i głośno na świat pierdzą. I żreć nie przestają. Więcej! Więcej! Więcej!


  Prezesowi Kaczyńskiemu politycznie nogi się poplątały, zesztywniały paluchy, stetryczały nerwy... Nikt z otoczenia, tego jak jest beznadziejnie, prezesowi nie przedstawi; będą oszukiwać, i siebie i jego... do końca. Tym bardziej, że część z nich w wielki sukces nadal wierzy - bo myślą, że wierzyć trzeba - bo ani kroku w tył, bo ani guzika...


 Są też i tacy, którzy już potajemnie ćwiczą głośne: To nie ja! Jeszcze inni (oni są w większości) robią co chcą, czyli pieniądze; ośmieleni widoczną w tym względzie nieporadnością wodza, pożerają co się da i co się nie da, na zapas i bez opamiętania.


  Patologiczna żarłoczność i nieomylność partii dziś rządzących, z fazy przewlekłej przeszła w fazę ostrą; naturą rzeczy w ciągu kilku, najdalej kilkunastu tygodni osiągnie stan krytyczny. Tu nie ma innej możliwości, gdyż: najważniejszy chory nie wie, nie wierzy i nigdy nie uwierzy, że to jego pomysły są główną przyczyną zapaści. Histeryczna bezbłędność i pazerność na władzę to on prezes jest cały, a on to partia, a partia to rząd, a wszyscy oni to samo dobro itd. itp. A jedynym lekarstwem na wszystko akceptowanym przez Kaczyńskiego i PiS jest KŁAMSTWO; a kiedy już... zorientują się, że kłamstwo nie pomaga, to na zdrowie będzie za późno.



  Nie wiem czy politycznie wszyscy zejdą, czy część ich tylko? Ale wiem, że długo czekać nie będzie trzeba. I wiem to nie dlatego, że taki mądry jestem. Wiem to, bo w takich przypadkach zawsze i wszędzie kończyło się podobnie. I nie ma żadnych przesłanek (oprócz braterskiej pomocy ze wschodu, dzisiaj chyba jeszcze nie do przełknięcia) żeby tu i teraz miało być inaczej. A ten sam pana prezesa ośli upór, który pomógł mu wynieść PiS nad poziomy pomoże mu PiS pogrzebać.

  Wprawdzie rządzący odnieśli ostatnio wielkie zwycięstwo - roznieśli na szablach dwa trupy komunistycznych generałów i pobili ich komunistyczną armię starców - ale na długo im to nie  wystarczy.

 Produkcja wrogów ostatnimi czasy wydatnie wzrosła, a systemy obronne wyraźnie zawodzą.

 By zostać bohaterem, nie wystarczy przywłaszczyć sobie nie swoją bohaterską historię. Nie starczy rozwalić system, żeby zbudować nowy; a jest to praktycznie niewykonalne, kiedy towarzysze wciąż jedzą i jedzą... i coraz bardziej głodni. 

Adam Czejgis.











czwartek, 8 marca 2018

Jesteśmy Polacy, a nie jacyś tacy....

Za oknami dzień, w słońcu grzeją się goluśkie pały;
tacy duzi są, tacy dumni są, tacy wspaniali.
Oberwali liście Żydo-komuniście, dla jego wygody
opluli Hindusa, umyli Bambusa... drżyjcie narody.
Muszą nabrać tchu, muszą wypić cóś po  ciężkiej  pracy
Jugend ONR, SA pierwszych sfer i Wszechpolacy. 
Czas gorący był, naród tęgo pił, sikał w pół miasta,
a jak skończył on, to głosem jak dzwon wzniósł se toasta:

Za zdrowie kochanego prezesa państwa
tera pierdykniem: Kici! Kici! Kici!

Jesteśmy białasy nie czarne kutasy
i o czystość rasy my troszczymy się.
Bo my chcemy Boga, pokonamy wroga
kochaj nas prezesie, to my ciebie też.

A pan prezes, pan naczelnik
wstał opuścił nóżki tuż pod siennik.
On w ofierze swojej walki dla ojczyzny
na więziennej sieczce składa swoje blizny,
żeby tamten bohaterski czas
wzmacniał jego geniusz, dawał blask.

Za oknami dzień z wolna kończy się, dzwonią w kościele
TVP pokazał, TVP zakazał handlu w niedzielę.
Pokazał TVP na łańcuchu małpę przy drzwiach pałacu
jak straszy Helmuta, jak Jankesa kiwa i zmusza do płaczu.
A tymczasem gdzieś miasto, albo wieś, nawet prezes nie wie,
jakiś smutny pan opowiada nam o swym pogrzebie:
Jak nazwali złem, jak zawlekli w cień, i spalili w krzakach
jak obudził się i, że idzie tam gdzie nie ma Polaka.

Jeszcze raz jeszcze raz niech żyje żyje nam
preeeezes paaan! Kici! Kici! Kici!

Jesteśmy Polacy, nie jacyś ciapaci
nawet jak bez gaci postawimy się.
My sumieniem Świata, ostoją kosmosu
do każdego sosu narodowa krew.

A pan prezes z palcem w uchu
mądrze chrząka, na podsłuchu
ma pająka czerwonego i czarnego,
Pana Boga Najwyższego.
Ale nie wie święty prezes, że
karaluchy już rozlazły się.

Za oknami noc, owinięty w koc spał Polak zdrowo. 
Czarnych skrzydeł szum, ciężkich myśli tłum szarpał mu głową.
Z snu wyrwany człek tak koszmarom rzekł: Na dupę gacie!
Wywrócić kieszenie - wracamy na ziemię - wy wysiadacie!

Oj! Co się działo, co się działo, co się działo!
Całe KC się wokoło obfajdało.
a prezesa, ci co wznieśli na ołtarze,
Posadzili z Jaruzelem w jednym garze....

Czasem miewa się prorocze sny
wtedy nagle się budzimy i.....

Jesteśmy Polacy, a nie jacyś tacy
wbili nam do glacy jacy my the best.
My kochamy rany, my blizny kochamy
w promieniach TVP odgrzewamy się.

Adam Czejgis.