piątek, 17 sierpnia 2018

Rzeczpospolita kamratów


Starsi pamiętają: Polska Ludowa. Władza Ludowa. Dyktatura proletariatu. A w niej, tak jak w Moskwie, prawdziwą  patriotyczną siłę w społeczeństwie mogła stanowić jedynie partia, i tej partii rząd, sąd, prokuratura, milicja, wojsko... wszystko w jednym. Partia to państwo zawsze i wszędzie.
I państwa przedstawiciele i właściciele: pierwszy sekretarz, sekretarze (wojewódzki, powiatowy, gminny, zakładowy) wojewoda, naczelnik, komendant, sołtys, dyrektor, kierownik, majster, urzędnik, kierowca państwowego autobusu, ekspedientka z deficytowym towarem pod ladą, pijany syn sekretarza, pazerna córka dyrektora, bliższa i dalsza rodzina, koledzy, koleżanki, znajomi ....
I kraj jak oblężona twierdza z permanentną wojną z wewnętrznymi wrogami ludu i zewnętrznymi tych wrogów imperialistycznymi mocodawcami. Silni zwarci okopani.

Polska PiS-owa.
Prawie wszystko tak jak wyżej, plus biskup, proboszcz, wikary, kościelny, kibol, naziol .... 
Pod pozorem zwalczania peerelowskich złogów, "unarodowienie" czyli upaństwowienie, czyli zawłaszczanie przez partię co się tylko da, wszystkiego i wszystkich.
Moskwa chwilowo tylko w tle. 
Suwerenność zamiast ludowości. Inkwizycja i walka narodów zamiast walki klas. Nie będą im jacyś tam niepolacy lewacy niewierni niemieccy czy francuscy w polskiej kaszy mieszali. Unia Europejska won i jedziemy z tym koksem za Ural.

Rok 1976, ulica Targowa na Pradze. Zatrzymany przez patrol MO pewien student ze Śródmieścia za "niemanie” dowodu osobistego i za pyskowanie władzy, dostał pałką w ucho. A pięć minut później, za namolne tłumaczenia funkcjonariuszom, że Konstytucja wymaga, żeby obywatel dowód posiadał, ale nie wymaga, żeby go wszędzie ze sobą nosił, zaliczył fangę w nos.
Następnie młody "konstytucjonalista” niepomny ran, sepleniąc przez spuchniętego kinola nadal usiłował uświadamiać milicjantom swoje obywatelskie prawa. A gdy ludowa władza już całkiem cierpliwość traciła i już już miała inteligenta dokładniej do siebie przekonać... wtedy z bazaru rozległ się przeraźliwy wrzask. Milicjanci pobiegli do bramy.
Okazało się, że jakiś pijaczek zasadził kopa w kobiałkę z nabiałem swojej przyjaciółki, „wiejsko-praskiej” przekupki. I wyszło na to, że rozbite jaja wraz z .urwiącym sopranem jajczarki ,w ostatniej chwili, uratowały resztę obywatelskiej godności i pełną szczękę obywatela studenta inteligenta "konstytucjonalisty".

Ale, ale to dawno temu, za  "niepolskiej komuny” było. A dziś władza nam mówi, że przecież mamy wolność, mamy demokrację, praworządność mamy... No to po kiego za przypominanie o Konstytucji znowu ganiają … ?

Inna para kaloszy, że inteligencja, kultura i empatia u teraźniejszych policjantów jakby wyższa jest niż u tamtych milic-majstrów z Cyryla i Metodego była. Szkoda tylko, że niestety całkiem odwrotnie jest z inteligencją, empatią i kulturą u ich (mianowanych przez PiS) przełożonych. Dawniej za Peerelu wyżsi oficerowie służb świniami to i owszem przeważnie byli, ale w większości na pewno nie durnymi całkiem. A dziś im wyżej tym głupiej, a i po świńsku niemniej.

Na wzór dyktatury  proletariatu budują nam dziś w Polsce dyktaturę kamratów. Sierpy  zamienili na krzyże, młoty - na falangi. Za Marksa mają Rydzyka, za Engelsa - Międlara. Ciekawe na co swoje rozumy podmienili, a na co sumienia...?

Adam Czejgis.


wtorek, 14 sierpnia 2018

raz dwa trzy, dzisiaj ja jutro ty


Komu cela, a komu konfitury?
Kaczyński myśli i decyduje mądrze, minister Ziobro realizuje różnie, prezydent Duda udaje ładnie. 
I gra muzyka, suweren tańczy. Partia konsumuje i maszeruje, a co nie zeżre to zdepcze. 
I tak im się te zadeptywanie spodobało, że wszelki umiar w tupaniu stracili. Pokopali, połamali już tyle, że do pożarcia coraz mniej zostaje. A i muzyka z tego kuleje, suweren się już tak bardzo nie cieszy, nie chwali, i krok mu w tańcowaniu się plącze. Na domiar złego, Kaczyński poważnie zachorzał. A bez prezesa to w partii, jak bez mózgu i bez ręki, inne członki się rozłażą.  

Minister magister Ziobro miał do wykonania - niezbędne prezesowi i partii do wiecznego rządzenia - dwa zadania: Pozbyć się tak zwanego imposybilizmu  i wsadzić za kraty trzy czwarte Platformy i pół PSL-u. 
A tu, mijają trzy lata, a pan magister wziął i zamienił imposybilizm prawny na kretynizm bezprawny, a Schetyna i Kosiniak nadal na wolności chodzą i brużdżą. Albo magister taki głupi, albo opozycja taka święta?
Ktoś tu musi być winny. Tusk już nie wystarczy. 
Może Duda...? On to dwoma wetami ni z gruchy ni z pietruchy o rok opóźnił przejęcie KRS i Sądu Najwyższego. I chcąc nie chcąc dał czas UE, sędziom i opozycji na bardziej skuteczną obronę.
I tu raz dwa trzy ….
Może być, że to też wina prezydenta. Ale po pierwsze to jest on, jak na razie, niezbędny i po drugie, (również) jak na razie, to można mu skoczyć.
Wróćmy do Ziobro.
Ten znowu, co nie wymyśli to do poprawki, a co poprawi to do remontu... Na dodatek, to swoich magistrów już w każdą dziurę powtykał i kwitów na kolegów podobno co niemiara naprodukował. 
A prezes choruje, wybory za wyborami tuż tuż, a wynik niepewny. Co robić....?
Wina Totalnej... nie wystarczy. Ulica i Zagranica... też mało. Ale spokojnie. Spokojne wasze łyse i wasze rozczochrane. Kto zawinił wiemy rozumiemy. Ale kogo się „powiesi” kowala, cygana czy kozę, to już pan prezes jak wydobrzeje to zadecyduje. To pan prezes rozkaz wyda …. jak zdąży.

A na razie:
Drogi chłopie 
pozdrów Kazię 
bo"Kuń" kopie.
Kampania startuje.
Ziobro knuje. Wojsko defiluje. 
Duda wetuje, mianuje, negocjuje, kupuje. 
Rydzyk obserwuje.
Pogoda dopisuje, piwo smakuje. 
Błaszczak nurkuje. ........

Adam Czejgis.

niedziela, 12 sierpnia 2018

O dwóch takich co się pomylili


Młody ambitny, bogaty zapragnął czegoś więcej. I stało się, Pani Władza w całej swojej okazałości (wielkie niespełnione pragnienie ojca) stanęła przed nim gotowa, tylko brać... i on wiedział, że ona jemu się należy. Nie mówił o tym wprost, nie głosił tego publicznie. Szeptał na ucho, czarował... Brakowało mu tylko zaplecza, siły partii i autorytetu Starego.

Stary potrzebował powolnego mu zaufanego tłumacza krętacza, salonowca i liczydła w jednym. Potrzebował kogoś kto wytłumaczy go w świecie. Potrzebował kogoś kto wytłumaczy mu świat. Stary patologiczny spiskowiec, panicznie bojący się zdrady uznał Młodego, gościa bez żadnego partyjnego zaplecza, za najmniej groźnego.

Ale tak naprawdę, to obu polityków połączyła, ich niczym nie ograniczona, wyobraźnia. Stary zobaczył w Młodym genialnego wizjonera w ekonomi, w gospodarce, w światowej dyplomacji... Młody miał Starego (albo udawał, że miał) za proroka, za mędrca opatrzności i opaczności , jeśli nie dla świata, to dla Polski, a już na pewno  dla niego. I nawzajem znaleźli w sobie nowe otwarcie, nowy zysk, nowe horyzonty. I polubili się tak jak dwaj geniusze, jak dwaj mistrzowie pośród maluczkich, jak dwie góry ze szczytami nad chmurami i z niebiańskim widokiem nieznanym pagórkom i dolinom.

I tak jak wszyscy inni narcystyczni zarozumialcy (przed nimi i po nich) przewracają się o własne nogi nienadążające za chorym wyobrażeniem drogi. I czym większy zysk tym większy krach, im więcej szczęścia, im wyżej wzlecą tym boleśniej upadają. I nigdy przenigdy nie uznają swojej pomyłki. A mylą się zawsze. Bo zawsze mylą się ci co za nic mają świat i ludzi. Mylą się zawsze ci co mają się za lepszych. Mylą się zawsze ci co zawsze mają rację, a nie mają szacunku dla innych. I przegrywają zawsze z tymi, których mają za gorszych, za głupszych od siebie.

Adam Czejgis.

czwartek, 9 sierpnia 2018

Panie Duda prezydencie (ballada dziadowska)

Z roztargnienia (z Alzheimera?)
zapomniałem o rocznicy
wstyd mi teraz jak cholera
że wczas nie pobiegłem życzyć:
Zdrowych lat w niezłomnym duchu
wiele szczęścia i posłuchu 
w najważniejszym uchu w Ruchu.

Panie Dudo prezydencie
z pisu wzrosłeś, zejdziesz z pisem
masz długopis, masz zadęcie
abdykację też podpiszesz.

Prezes słońcem, tyś księżycem
premier – kogut, a ty – orzeł.
Dobrej ci podróży życzę
słyszałem ... lecisz za morze.
Tam koale i kangury
nauczysz polskiej kultury
niezłomnie jak rzadko który.

Panie Duda prezydencie
naród kocha ciebie czule
masz długopis, masz zadęcie
podpisuj drugą półkulę.

Tyżeś jak ten król Salomon 
św. Szaweł, św. Łucja
wymykasz się ludzkim normom
sam jesteś jak Konstytucja.
Bierzesz pióro i do celu
dojdziesz tam gdzie doszło wielu 
sekretarzy z peerelu.

Panie Dudo prezydencie
z pisu wzrosłeś, zejdziesz z pisem
masz długopis, masz zadęcie
abdykację też podpiszesz.

Ale wcześniej panie Duda
zrobią z cię ofiarne cielę
pozostanie tylko wóda
jak przemyci ktoś pod celę.

Adam Czejgis.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Upał


Pewien prezes, tak koło południa
zarządził w kraju upał.
Upał osłabia, upał wyludnia
odwadnia i ogłupia.
Czyś dyrektorem, czy żeś cieć
by spokój i miedź mieć 
właź w cień i cicho siedź.

Ucichły zmysły. Szukając chłodu
lud chwali Pana w ciszy.
Kochaj prezesa, nie krzywdź narodu
zapomnij o d..e Marysi.

Wierni palacze i podjudzacze
szefa się posłuchali.
Zabezpieczyli pałac i daczę
i słońce rozjarali.
I jak zaczęło grzać
to upał jego mać
spalił, i korzeń i nać.

Wyschły buraki, zdechły skowronki
za rogiem tajniacy stoją...
Kochaj urzędy, kochaj pomniki
i kop się w d..ę swoją.

I lał się żar na kraj
a jemu wciąż było mało.
A jak już miał co chciał
to worek pękł … i zasypało
prezesa z parlamentem
ministrów z prezydentem
made in UE cementem.

I wtedy jeden stary cham
z inteligentem młodym
wespół urwali kran
i w cement nalało się wody...

Adam Czejgis.

sobota, 4 sierpnia 2018

Kogiele-mogiele


Czerwiec, wrzesień, luty, maj
w samotności pod pierzyną
prezes reformuje kraj
i obawę ma jedyną
(oprócz, by nie przejrzał wróg)
żeby jakiś tłuk ze sług
filiżanki mu nie stłukł.

Stan ma męża, mąż ma żonę
świnia ryj ma, małpa – pysk
strona - dupę, dupa - stronę
pad - prezesa, prezes – pis.

Zdrowia mało, a tu trzeba
zaplanować dwieście lat
wioski, miasta, piekła, nieba
okratować świat. A tu, pat:
błąd na błędzie, w błędzie błąd
sąd do sądu, na sąd sąd.
Komu prąd, kogo w kąt?

Ślina ścieka, śmierdzi ściek
piesek miauczy, kotek szczeka
brzeg na celu, cel na brzeg
pis ma cela, cela czeka.

Nie ma ryzyka, prezes nie cyka
prezes olewa trybunały
nie jego grdyka, ile fabryka...
aby wilk syty, aby wilk cały.
A przy winie, a przy kawie
kogo obchodzi ... w lewie, czy w prawie
kogo obchodzi … w sławie, w niesławie.

Babka z krzyżem, dziadek z flaszką
na cokole ptaszek sra
pyton krztusi się apaszką
pis go lizał, pis go miał.

Adam Czejgis.

czwartek, 2 sierpnia 2018

Morawieckich pamięć przebrana


Pan premier Mateusz Morawiecki: "Narody tracąc pamięć tracą życie”

Szanowny panie Morawiecki co innego pan mówisz, co innego robisz. Wspólnie z PiS okradasz pan własny naród z niewygodnej wam części narodowej pamięci. Naród polski żyje, ale traci zdrowie.  I jak balon pęcznieje i jak żaba się nadyma ... i tylko patrzeć jak pęknie z hukiem. A wówczas, panie Morawiecki, tylko cała prawda, także ta niechciana i ta niechlubna, pomoże polskie rany posklejać,  suwerenność odnowić i zachować.

Panie szanowny Morawiecki, wlazłeś pan na kilka koni naraz i mówisz, że pędzisz. Jedną ręką składasz pan wieniec na grobach kolaborujących z Niemcami żołnierzy NSZ, drugą na pomnikach Żydów, ofiar zamęczonych przez hitlerowskie Niemcy.
To ministrowie pańskiego rządu w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego ubierają się w powstańcze opaski i z mównic, jak z barykad, krwią setek tysięcy ofiar promują partyjną działalność.
To pan i pańska partia nie widzicie nic niestosownego w głoszeniu przez ONR ideologi nazistowskich oprawców na ulicach Warszawy na grobach ich ofiar.
I składasz pan hołd pierwszego sierpnia w rocznicę wybuchu najbardziej bohaterskiego w swoim tragizmie zrywu wolnościowego, składasz pan hołd żołnierzom i cywilom Warszawy 44 roku. Składasz pan ten hołd jednocześnie prawie z hołdem dla ofiar katastrofy lotniczej czasów pokoju. I stawiasz pan ofiary – ludzi niewątpliwie Polsce zasłużonych – ofiary wypadku lotniczego na równi z poległymi żołnierzami. Promujesz się pan tym bezwstydnie przed prezesem przed „starą gwardią” PC i przed częścią elektoratu otumanionego waszymi kłamstwami o zamachu.

Panie Morawiecki, obnosisz się pan ze swoim antykomunizmem, jednocześnie korzystając z usług prominentnych komunistycznych działaczy. I pełną gębę masz haseł i cytatów o wolności, o demokracji, o praworządności, o dekomunizacji... a w praktyce, do spółki z prezesem i prezydentem, instalujesz w Polsce narodowo-bolszewicką dyktaturę.
Mówisz pan, że miejsce Polski jest w Unii Europejskiej, a wprowadzasz w kraju putinowskie prawa, tureckie standardy i średniowieczne obyczaje.

Panie Morawiecki, korzystając z wykształcenia i z doświadczenia bankowca jakie dała panu tak pogardzana dziś przez was III RP, korzystając z dobrej koniunktury machlujesz pan pieniędzmi Polaków. Zamiast oszczędzać, inwestować, pański rząd coraz więcej pożycza, coraz więcej sam konsumuje i na konsumpcję przeznacza, bo... bo idą wybory, bo ma być poparcie, bo prezes wymaga.
Polska pod pańskimi rządami, z kraju stawianego światu za wzór sukcesu, także we wdrażaniu demokracji, praworządności i wolności gospodarczej, z dnia na dzień staje się czarną owcą i śmietnikiem Europy.

Panie Morawiecki, na pewno doskonale pan wiesz, że czas pańskiego rozkroku właśnie się kończy. Polska w dzisiejszym świecie może funkcjonować, albo cała na Zachodzie, albo cała na Wschodzie. Nie da się przy naszej wielkości i położeniu geograficznym, na dłuższą metę, raz szczypać raz głaskać potężnych sąsiadów. Nie da się, bez niedobrych konsekwencji, rano chwalić Junckera, w południe popierać Trumpa, a wieczorem nieprzychylną mu uchwałę Kongresu. Nie da się być w Unii Europejskiej z bolszewickim systemem prawnym i inkwizycyjną obyczajowością.
Pan to wie, panie Morawiecki, i wie pan również, że właśnie nadchodzi czas kiedy będzie pan zmuszony o wiele bardziej jednoznacznie się określić. Demokracja, albo Bolszewia? O ile pan prezes szanowny wcześniej pana nie przekreśli.

Panie Morawiecki, tak chętnie i często przez pana przywoływanemu narodowi żadna większość nie zdoła zmienić historii, żadna większość nie zapewni prawu działania wstecz. 
 Ale pana, a także pańskich mocodawców i współpracowników, zgodnie z prawdą i zgodnie z prawem zastanym, ów naród zachowa, miejmy nadzieję, we wdzięcznej pamięci i sprawiedliwości.

Adam Czejgis.