poniedziałek, 29 października 2018

Stary człowiek i Polska.


Stary zmęczony człowiek 
ziarnko piasku skruszone przez czas
suchy liść skrzeczący na wietrze  ….

Prawie czterdzieści lat przeżyłem w Polsce szarej niebogatej, rządzonej de facto z Moskwy. I ta Polska, choć nieprawa i niesprawiedliwa, była moją Polską, bo innej nie było, bo inna wówczas być nie mogła. 
Nie godziłem się z nią, nie godziłem się na nią, uwierała mnie szczególnie oszukańczą propagandą i nieposzanowaniem elementarnych praw człowieka, a także fałszowaniem historii. Mierziło mnie upaństwowienie, czyli upartyjnienie, nie tylko majątków, ale i polskich serc, dusz i umysłów. 
Jeden słuszny cel, jedna słuszna droga, jedna słuszna partia, jeden słuszny rząd.
Każdy sukces kraju, każdy sukces Polaków był sukcesem partii. Każda porażka była winą zgniłego Zachodu, czyli zagranicznych imperialistów i wspomaganych przez nich miejscowych wrogów ludu.
Bolało to wielu z nas, bardzo wielu. Ale to była nasza ojczyzna, nie mieliśmy innej. 
I uwierzcie (szczególnie młodzi) że w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, a i w osiemdziesiątych, na palcach jednej ręki można było policzyć wizjonerów, którzy przewidzieliby rychły upadek komunizmu w Europie wschodniej Tym bardziej, że wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że za tym nieludzkim ustrojem, za tym narzuconym, udającym  robotniczo-chłopski, rządem , za tą pseudo demokracją ludową, stała milionowa armia Układu Warszawskiego i uzależnienie gospodarcze od ZSRR i całej RWPG. A wszystko to wspomagane największą i najsprawniejszą na świecie machiną terroru i bezwzględnej propagandy.
Bolało, bardzo nas to bolało. Malutką ulgą było tylko, że tym razem to nie my sami Polacy zgotowaliśmy sobie taki los.
Wraz z wyzwoleniem spod niemieckiej zbrodniczej okupacji, na bagnetach milionowej armii czerwonej przyniesiono Polakom obcą nam ideologię, obcy ustrój, obcą władzę.
Ale wiedzieliśmy też wtedy i pamiętamy do dziś, że główni po stronie zachodniej rozgrywający w powojennym świecie, USA i Wielka Brytania zgodziły się na taki podział Europy, przypieczętowując pozostawienie Polski pod wpływem, a praktycznie pod zarządem Stalina, później Chruszczowa, Breżniewa itd.
Żelazna kurtyna, graniczny mur oddzielający komunistyczny obóz od wolnego Świata wydawał się nam wówczas „wieczny” wręcz niemożliwy do zburzenia. A wszystkie protesty ograniczały się do żądań poprawy warunków życia, uzyskania większych wolności, "prawdziwszej demokracji"... Z reguły bez postulatów zmiany ustroju. Nie dlatego, że takiej zmiany nikt nie chciał, ale dlatego, że wszyscy uważali ją w tym czasie za nierealną.
Dziś jakby powoli o tym zapominamy.

Dopiero strajki i powstanie „Solidarności” w 1980 roku zaświeciły nadzieją; nadzieją brutalnie przygaszoną w grudniu 1981 r. przez Stan Wojenny. 
Jaruzelski i spółka nadzieję w nas przytłumili mocno, ale już nie zdołali zagasić. I ta nadzieja i ci wspaniali ludzie, wspaniali Polacy: Wałęsa, Frasyniuk, Geremek, Bujak, Mazowiecki, Kuroń, Janas, Lech Kaczyński, Borusewicz i wielu innych, kiedy przyszedł czas po prostu byli na miejscu i zwyczajnie rozorali komunizm. I zrobili to bez jednego wystrzału, bez kropli krwi, bez trupów, bez rannych bez osieroconych dzieci, bez płaczących matek.
Okrągły stół. 
- I 1989 r. pierwsze jeszcze pół wolne wybory, po nich pierwszy niekomunistyczny rząd premiera Mazowieckiego.
- Wkrótce prezydent Wałęsa doprowadza do wyprowadzenia z Polski setek tysięcy czerwonoarmistów.
- Wstępujemy do NATO. 
- Polska staje się częścią Unii Europejskiej. 
Wracamy do Europy. Wracamy do zachodniej cywilizacji. Stajemy się prawdziwie demokratycznym i praworządnym państwem. 
Dwadzieścia parę lat niebywałego w dziejach wzrostu zamożności, siły i znaczenia Polski w Europie i w Świecie. ….....

I rok 2015. Partia pod przewrotną nazwą Prawo i Sprawiedliwość wygrywa wybory prezydenckie, następnie parlamentarne. 
Korzystając z dorobku całego społeczeństwa i poprzednich rządów, a i bardzo dobrej koniunktury gospodarczej na świecie, wyraźnie zwiększa wydatki socjalne. I zaraz po zdobyciu władzy, pod parasolem poprawy bytu najuboższych, niszczy Trybunał Konstytucyjny. 
Po czym, prezes partii Jarosław Kaczyński praktycznie jednoosobowo już bez żadnej kontroli może rządzić i rządzi 38 milionowym państwem.
Odwrócenie pojęć, kłamstwa patriotyzmem sankcjonowane i 
katolicki nacjonalizm wprowadzany bolszewickimi metodami stają się wiodącą ideologią rządzących. Potworek nazwany roboczo demokracją narodową zastępuje demokrację liberalną. Państwo prawa z dnia na dzień staje się państwem partii. 
Unia Europejska ze swoimi wartościami zaczyna rządzącym wadzić i muszą coś z tym zrobić. 
„Partia rządzi, partia sądzi, partia nigdy nie pobłądzi” 
A "problem" z przeszkadzającą autorytarnej władzy, demokracją, z wolnościami, z prawami obywatelskimi, prawami człowieka, z niezależnymi sądami po prostu likwidują. Za wzorem ściągniętym w części od faszystów, ale i od komunistów, kroczek po kroczku raz mniej raz bardziej skutecznie wzmacniają władzę i kruszą opór.
Tak to, w olbrzymim skrócie, prezes naczelny i zbawiciele pomniejsi własną Polskę sobie zaplanowali. Księżycowe wyliczenia i świat zbudowany z chęci. Świat, który już nie wróci, dziewiętnastowieczny świat szabli, krzyża i sobiepaństwa. 
I co ? I jakiś czas szło. I milowymi krokami maszeruje i krzyczy narodowa PiS-klapa ...  

PiS to nie jest PRL bis, bo nie ma i mieć nie będzie pod dostatkiem paliwa z gospodarki, z propagandy sukcesu, i z siły zastraszenia przeciwników politycznych.
PiS to nie jest światowa epidemia totalitaryzmu, to tylko ostry napad  krostowatej pazerności politycznej, który od czasu do czasu może zdarzyć się wszędzie.  
PiS to tylko taki pryszcz na dojrzewającej polskiej demokracji. Brzydki, ropiejący i podstępny narośl, który należy potraktować profesjonalnie i w miarę mocno. Odkłamać rzeczywistość, przywrócić realną demokrację, pokazać siłę, piękno i zdrowie w różnorodności, pokazać, że dobry Polak znaczy dobry człowiek przede wszystkim. 
I pryszcz pęknie, i zniknie tam skąd przyszedł w tym ciemniejszym tumanie polskiej historii. Blizny i powikłania niestety pewnie pozostaną... to wyjątkowo złośliwa odmiana pryszcza.

Od kilkunastu lat choruję na na białaczkę, raz jest lepiej raz gorzej, ale nie narzekam … mam szczęście. 
A chodzenie przez lata po cienkiej krawędzi znacznie zmniejsza strach przed upadkiem, osłabia naturalny lęk przed ostatecznym. Funkcjonowanie w trybie oszczędności baterii zamyka przede mną wiele trudnych dróg, jednocześnie otwierając nowe jeszcze trudniejsze. To wszystko i nielekkie ciekawe życie, w którym miałem zaszczyt spotkać tak wielu pięknych dobrych ludzi, wypełnia mój świat rzadkim mi dotąd światłem, pogodą i spokojem. Do tego w większości jednak pozytywne emocje, które już mało na ciele, więcej na duszy wciąż mi grają, a także te emocje którymi ja gram, dają mi siłę.  A wszystko to razem pozwala mieć nadzieję, że nie umrę  dopóki  w Polsce normalność, zdrowie i uroda zwycięsko nie powrócą. 
(Wróć) Wiem to na pewno ...  mam szczęście.

Adam Czejgis.

Brak komentarzy: